Skóra.Azjatycka pielęgnacja po polsku

Pod moimi recenzjami azjatyckich kosmetyków, czy też wzmiankami właśnie o nich, pojawia się wiele komentarzy oznajmiających, że autorzy nie mieliby czasu na taką pielęgnację. Może jest w tym trochę racji, bo faktycznie, w Azji zazwyczaj spędza się więcej czasu zajmując się skórą. Ale nie oznacza to, że tych samych kroków nie można wykonać szybciej, w tzw. uproszczonej wersji!
To właśnie chce przekazać nam Barbara Kwiatkowska, autorka książki "Skóra.Azjatycka pielęgnacja po polsku", którą niedawno miałam okazję przeczytać.



Jeśli mam być szczera, to jeszcze nie tak dawno temu wszelkie teksty na temat skóry i jej pielęgnacji mnie nudziły. Nudziły na tyle, że kiedy w prezencie urodzinowym dostałam "Sekrety urody Koreanek", odłożyłam je na półkę i...całkiem zapomniałam. Dopiero kilka dobrych lat później, pod wpływem chwili pomyślałam, że może wcale nie będzie tak źle i zaczęłam czytać. Co się zmieniło? Myślę, że tylko to, że zapomniałam, dlaczego wcześniej byłam taka zniechęcona ;) Ale nie żałuję, bo choć sama pielęgnacja skóry niewiele w moim codziennym życiu zmieniła, pełni w nim ważną rolę.



Azjatycka pielęgnacja to tak samo jak nasza, po prostu dbanie o skórę! Warto o tym pamiętać - to żadne wymysły, jedynie rozumienie i zaspokajanie jej potrzeb :)
 Barbara Kwiatkowska przygotowała poradnik na niej oparty, ale przystosowany do polskiego klimatu, pór roku, warunków i możliwości, więc zarówno dla tych, którzy stosują azjatyckie metody, jak i dla tych, którzy o Azji nie mają pojęcia. Myślę, że jest to jeden z większych plusów książki, bo dzięki temu nie ogranicza się ona do zawężonego grona, a autorka pokazuje nam, że do azjatyckich rytuałów azjatyckie kosmetyki wcale nie są konieczne.

Książka podzielona jest na 10 rozdziałów, a każdy z nich bardzo dokładnie wyjaśnia i przybliża nam m.in przeróżne zagadnienia, etapy oczyszczania skóry, kosmetyki czy składniki aktywne. Mi najbardziej spodobał się pierwszy z nich, czyli "Zaprzyjaźnij się ze swoją skórą". Większość rozdziału poświęcona jest rodzajom skóry, pomagając określić, który z nich mamy, ale także w jaki sposób może się to zmieniać i dlaczego. Poznajemy w nim także podstawowe zasady pielęgnacji - cierpliwość i konsekwencję - i czytania składów kosmetyków(co uważam za bardzo wartościowe informacje, bo wciąż wiele osób nie ma pojęcia o tajemniczych nazwach na opakowaniach po kremach, czy innych kosmetykach na półce).
W dalszych tekstach pojawia się wiele nawiązań, a wybranie wraz z książką odpowiednich produktów wręcz wymaga dokładnego zapoznania się z pierwszym z rozdziałów, co jeszcze bardziej przemawia za tym, jak ważny on jest :)



Przyznam, że nie przeczytałam całej książki. To znaczy...Oczywiście przeczytałam ją do końca(bez tego nie sięgnęłabym nawet po napisanie wstępu do recenzji ;p), ale zdarzyło się kilka fragmentów, które pominęłam. Były to głównie teksty przeznaczone dla posiadaczy innego typu skóry, niż mój, ale także dwie, czy trzy, niesamowicie długie, tabelki z rodzajami kosmetyków. Dlaczego właściwie o tym wspominam? Już tłumaczę.
Jak wiadomo, skóra nieustannie się zmienia. To, że obecnie masz, powiedzmy, skórę suchą, nie znaczy, że za kilka lat nie będzie miała ona innych potrzeb. Warto o tym pamiętać i, nie szufladkując skóry na stałe do jednej kategorii, nawet po skończeniu lektury mieć pod ręką fragmenty dotyczące jej rodzaju(z książki, z której korzystacie, oczywiście).



"Skóra.Azjatycka pielęgnacja po polsku"  łączy w sobie dwie najważniejsze cechy poradnika - jest napisana tak, aby zainteresować czytelnika, co bezsprzecznie się jej udaje i przekazuje nam wiedzę. Jest bardzo estetyczna, zarówno na zewnątrz, jak i w środku - na co szczególnie zwracam uwagę, bo myślę, że estetyka jest niemal równie ważna co tekst!
Co mi się w książce nie podoba, to niektóre ze zdjęć, niepasujące do całej jej reszty i wydanie. Przez twardą oprawę ciężko jest ją czytać i bez przerwy trzeba podtrzymywać jedną ze stron, aby nie wróciła do wyjściowej pozycji. Było to uciążliwe, przyznaję, ale jest to tylko jeden z elementów, składających się na całość, więc myślę że mimo wszystko lepiej przymknąć na niego oko, bo jest ona naprawdę wartościowa ;)

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Pascal :)

13 komentarzy:

  1. Nie miałam jeszcze okazji przeczytać, ale z tego co piszesz taki poradnik o pielęgnacji skóry bardzo by mi się przydał! Świetny post, ale dalej czekam na jakieś nowe kosmetyki z Korei ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Na pewno jest to ciekawa propozycja, jednak wolę czytać o rozwoju duchowym niż o skórze, dlatego pewnie nigdy do tej książki nie zajrzę :/

    OdpowiedzUsuń
  3. ciekawa książka

    https://emi-skucinska.blogspot.com/2018/09/spodnie-w-kwiaty.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Taaaaak! To jest książka dla mnie! Kocham azjatycką pielęgnację. Co prawda ograniczam się do maseczek w płachcie i kilku produktów typu toner do twarzy, ale jestem nimi zachwycona i niezmiennie zachwyca mnie kondycja skóry azjatów. Koniecznie muszę sięgnąć po ten tytuł - dzięki za recenzję, bo nie wiedziałam, że istnieje! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Rewelacyjny poradnik dla osób dbających o skórę

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawy poradni dla mnie zawszę mnie przerażają te literki itp na kosmetykach a lubię wiedzieć co na siebie kładę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawy post, chociaż muszę przyznać, że moje dbanie o skórę to po prostu mycie pod prysznicem :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Jakiś czas temu czytałam inną książkę o pielęgnacji skóry i niestety mnie nie porwała, jej największym minusem było to, że podpowiadała użycie jedynie produktów z wysokiej półki (ceny +200 PLN).
    Mam nadzieję, że tu jest inaczej :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja raczej takich książek nie czytam więc raczej nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kiedy pierwszy raz natrafiłam na wzmiankę o azjatyckiej pielęgnacji, również machnęłam ręką i poszłam dalej. Tak samo jak Ty, dopiero niedawno zainteresowałam się tematem. Informacje czerpałam głównie z blogów. Moja obecna pielęgnacja nie jest w pełni "azjatycka", jednak stosuję się do kolejności zabiegów (mycie, tonik, krem, olej) - co w sumie robiłam już wcześniej - i staram się co jakiś czas nałożyć maseczkę, np. z glinki zielonej. Czytanie o pielęgnacji twarzy przede wszystkim zmotywowało mnie do zadbania o swoją cerę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zgadzam się z Tobą, pierwszy rozdział jest niezwykle istotny. Bez tego nie da rady się poprawnie i dobrze ruszyć dalej.

    OdpowiedzUsuń
  12. Chyba nie moja tematyka. Nie za bardzo lubię czytać takie książki, jednak warto było tu zajrzeć

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz motywuje do dalszego pisania, do starania się dla was, dlatego będzie mi mega miło, jeśli go zostawicie :)

Copyright © 2014 Chinguui blog , Blogger