Moje odkrycia czerwca!

Moje odkrycia czerwca!

Czerwiec... Był to miesiąc, w którym działo się naprawdę wiele. Jednak mimo tego, a raczej - właśnie dlatego, na moje comiesięczne odkrycia nie miałam aż tyle czasu, ile w maju, kwietniu, czy marcu. Mimo wszystko, coś zawsze się znajdzie, dlatego zapraszam na moje odkrycia czerwca :)

1.Skarbonka

Skarbonka - niby nic nadzwyczajnego, prawda? Ale ta jest wyjątkowa. Jest miniaturowa, ale to w niczym nie przeszkadza, bo jej pierwotnym zastosowaniem wcale nie jest wrzucanie pieniędzy, a wiadomości. Do osoby, do której należy, której ją dajemy... Pomysł jest świetny! No i, czy ona nie jest urocza? :)

 

2.Aloe soothing gel

Mimo, że to jeden z bardziej popularnych koreańskich kosmetyków w Polsce, dopiero kilka tygodni temu miałam okazję przetestować go po raz pierwszy. Jest to wielofunkcyjny żel z aloesu, który można stosować zarówno na skórę, jak i włosy oraz paznokcie - nawilża, regeneruje i odświeża. Zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie, ale ze względu na to, że nie poszukuję obecnie nowych kosmetyków nawilżających nie wiem, jak często będę go stosować. Za to nałożyć na włosy jeszcze nie próbowałam, więc na pewno spróbuję, to może być ciekawe!


3.Mitologia Korei

Ostatnio zainteresowała mnie również koreańska mitologia. Już dawno, bo kilka miesięcy temu, zakupiłam kilka książek na ten temat, ale wciąż brakowało mi czasu, aby bliżej je poznać. Dopiero niedawno znalazłam na to chwilę, tym samym rozpoczynając nową serię na moim blogu - mity, napisane na podstawie tych pozycji :)



4.Korea Festival

Wiem, wspominam o tym wydarzeniu już nie pamiętam który raz. Myślę jednak, że było na tyle ważne, że warto jeszcze raz o nim przypomnieć. W końcu właśnie w czerwcu miałam okazję odkryć Korea Festival! Jeśli jeszcze tam nie byliście, koniecznie zajrzyjcie do relacji :)


5.Antyperspirant

Odkryłam też w tym miesiącu nowe zastosowanie antyperspirantu. Przyznam wam, że nigdy nie spodziewałabym się po nim takiego działania! Okazało się, że świetnie sprawdza się jako żel przeciw otarciom. Jestem zachwycona :)

6.Bio maski-esencje

Te produkty Orientany nie są pierwszymi, jakie mam z tej marki, ale z pewnością najbardziej mnie zaskoczyły. Mają wyróżniający zarówno skład, jak i działanie, więc nic dziwnego, że ostatnio stały się całkiem popularne. Więcej możecie przeczytać o nich w przygotowanym przeze mnie wpisie.


7.Japońskie słodycze DIY

Wiele osób już o nich słyszało, głównie dzięki słynnej serii Agnieszki Grzelak "Japana Zjadam". I choć mnie do niedawna nieszczególnie interesowały, ostatnio, dzięki pewnej stronie zwróciły moją uwagę. Obecnie moje zamówienie jest w drodze, więc prawdopodobnie niedługo o nich ode mnie usłyszycie :p

Mit o Jumongu [Mitologia Korei #1]

Mit o Jumongu [Mitologia Korei #1]

Mitologia koreańska w głównej mierze opiera się na mitach opisujących powstanie państw i losy ich władców. Jedną z takich historii jest opowieść o Jumongu, niebiańskim chłopcu, który pojawił się na świecie w dosyć niezwykły sposób i posiadał wiele nadprzyrodzonych cech i właściwości. Mit ten nie istnieje samodzielnie, w oderwaniu od całości, ale przynależy do bogatej w wątki legendy opowiadającej o plemionach zamieszkujących północne i wschodnie tereny państwa oraz ich powiązaniach z ludem Pujo i państwem Pekje. Poszczególne opowieści, elementy legendy przedstawiające w większości tych samych bohaterów, tworzą dość zwięzłą i logiczną historię. 



Legenda głosi, że około 58 r. p. n. e. niebiański król Hemosu, od którego cała historia państwa wzięła początek, zstąpił na ziemię w okolicach Solsynggol. Cały orszak królewski zachwycał swym pięknem i okazałością - król przybył w powozie zaprzężonym w 5 smoków, zaś jego dwór zasiadał na grzbietach łabędzi. Podobno wtedy, na czas ukazania się bóstwa, nawet niebo ubarwiło się najwspanialszymi kolorowymi obłokami. Król Hemosu, w miejscu do którego przybył, założył państwo i nazwał je Północnym Pujo. 
 Potomkiem niebiańskiego króla był jego syn Heburu, który został następcą tronu. Podczas sprawowania rządów podjął on istotną decyzję przeniesienia stolicy państwa na wschód i zmienił jego nazwę na Wschodnie Pujo. Tę zmianę król Heburu oparł na wizjach swojego kanclerza Aranbula. Głos z nieba przekazywał kanclerzowi, że na miejscu dotychczasowej stolicy kraju w przyszłości ma założyć swoją siedzibę syn boga nieba. Nakazał on też przeniesienie królestwa na inne ziemie, równie urodzajne, z których dzięki łagodnemu klimatowi można uzyskać pokaźne plony. Król Heburu z pokorą podporządkował się tej woli nieba i przeniósł swoją siedzibę i całe królestwo na wschód. 

Korean Folk 410

Jednak czas płynął, a władca Wschodniego Pujo martwił się coraz bardziej brakiem męskiego potomka, który zasiadłby po nim na tronie szybko rozwijającego się państwa. Król Heburu składał więc liczne ofiary bogom, lecz nie przynosiło to żadnych rezultatów. Pewnego dnia, gdy wyruszył się na kolejną wyprawę w celu złożenia darów, zdarzyło się coś niespodziewanego. Koń, którego dosiadał król, sam doprowadził go nad jezioro Konjon, w rzadko uczęszczaną okolicę. Miejsce to sprawiało wrażenie niezwykle tajemniczego, całe było otoczone starymi i wysokimi drzewami, a głębokie, ciemne jezioro budziło grozę. Królewski koń przystanął przed jednym z głazów leżących nad brzegiem jeziora i zaparł się kopytami. Heburu, zaskoczony jego zachowaniem, postanowił więc sprawdzić, dlaczego koń wskazuje akurat na ten kamień. Towarzysze króla przewrócili głaz i oczom wszystkich przybyłych ukazał się niezwykły i zaskakujący widok. Pod kamieniem wskazanym przez konia siedział maleńki, przypominający żabkę chłopiec o złocistej skórze, od której bił niezwykły blask. Król nie posiadał się ze szczęścia i był pewien, że to niebiosa zesłały mu dziedzica i następcę. Zabrał więc chłopca ze sobą i nadał mu imię Kymwa, czyli Złota Żaba. Król dbał o niego jak o własnego syna i dobrze go wychował, a gdy po długich i sprawiedliwych rządach Heburu zakończył swoje panowanie, jego miejsce zajął właśnie Kymwa. 

Korean Folk 418

Po wielu latach panowania król Kymwa związał się z piękną kobietą o imieniu Juhwa, czyli Wierzbowy Kwiat, a ona wydała na świat wielkie jajo, z którego wykluł się chłopiec. W miarę jak dorastał, coraz bardziej różnił się od rówieśników, odznaczał się niepospolitymi rysami twarzy, a przede wszystkim niezwykłymi umiejętnościami. Miał on ogromną siłę woli, był nadzwyczaj uczciwy i prawy, niebywale pomysłowy, a największe sukcesy osiągał w nauce sztuki wojennej. Posiadał wyjątkową umiejętność jazdy konnej, a kiedy skończył siedem lat, potrafił już ujeździć najdzikszego konia. Również strzelanie z łuku szło mu doskonale, a ponieważ w języku państwa Pujo ten, który perfekcyjnie strzela z łuku, nazywany był "jumong", takie właśnie imię otrzymał syn Juhwy. Od dzieciństwa jego charakter i wybitne zdolności zdradzały cechy królewskie, tak, jakby jego przeznaczeniem było panowanie. 

Korean Folk 409

 Król Kymwa miał aż siedmiu synów, ale żaden z pozostałych braci pod względem umiejętności nie mógł się równać z Jumongiem, co budziło w nich zazdrość i nienawiść do syna Juhwy. Knuli by pozbawić go życia, a kiedy nie udało im się podburzyć ojca przeciwko niemu, postanowili sami go zgładzić. O tajnych planach bratobójczych dowiedziała się matka Jumonga i ostrzegła syna, polecając mu, by razem ze swoimi wiernymi towarzyszami: Oi, Mari i Hjoppu uciekał z państwa. Bracia wysłali za nim pościg, ale na próżno, gdyż Jumong przybywszy nad rzekę zaczął prosić o pomoc bóstwa, powołując się na swoje niebiańskie pochodzenie, a wtedy ryby i żółwie morskie utworzyły dla niego most na rzece ze swoich własnych ciał. Po udanej uciecze Jumong dotarł do Jolbondzu i nad rzeką Pulljusu zbudował swoją siedzibę i założył nowe państwo, któremu nadał nazwę Kogurjo. Legendarne źródła datują tę historię na 37 r. p.n.e.
Przewodnik po Seulu

Przewodnik po Seulu

Ten po Seulu to już drugi, po Korei Południowej, przewodnik Pascala, jaki zakupiłam. Sama się sobie dziwię, bo naprawdę przewodniki nie są czymś, co bym szczególnie lubiła... Czasem nawet wręcz przeciwnie! Mimo wszystko ten o całej Korei zrobił na mnie całkiem dobre wrażenie, więc gdy znalazłam przewodnik o Seulu, w cenie znacznie niższej niż w księgarniach, z chęcią po niego sięgnęłam, mając nadzieję, że nie zawiodę się, kupując go :)



Choć okładka, oprócz napisu "Seul" nieszczególnie przypadła mi do gustu, wnętrze pozytywnie mnie zaskoczyło. Oprócz bardzo wielu zdjęć czy ilustracji przy tekście, znalazłam w niej także kilkanaście stron całych przez nie zajętych, mapy Seulu i jego okolic oraz świetne przerywniki między rozdziałami. Książka ma mały format, ale dzięki temu łatwiej coś w niej znaleźć, bowiem większość bloków tematycznych jest dosyć krótkich, zajmujących 2-3 strony.



Znalazło się sporo tematów, które kompletnie mnie nie interesowały (tak, po prostu je pominęłam :p), ale równie dużo było tych, od których nie mogłam się oderwać. Podoba mi się, że przewodnik został napisany nie kierując się do konkretnej grupy wiekowej, jak wiele innych i myślę, że każdy, kto interesuje się Koreą, na pewno znalazłby coś dla siebie!
W moich ulubionych rozdziałach znalazły się między innymi "W świecie Hallyu", czyli kilka wycieczek dla fanów k-dram i k-popu(Polecam!), "Locks of Love", czyli kłódki zapinane przez zakochanych przy N-Tower, ale także "W gościnie u mnichów", co nawet mnie zaskoczyło, bo jest to wprowadzenie i plan dnia w buddyjskiej świątyni, który spędzić tam mogą turyści!

Oprócz miejsc ciekawych do zwiedzenia, tras wycieczkowych i innych przydatnych informacji, w książce znalazły się też spisy najlepszych według turystów miejsc, w których można przenocować w Seulu, a także restauracji. Razem z adresami, przeciętnymi cenami i ważnymi faktami na temat miejsca,jeżeli takie są :)



Musze przyznać, że ten przewodnik znajdzie się w przynajmniej pierwszej trójce najlepszych, jakie czytałam! Szczerze mogę polecić go wszystkim, których interesuje Seul lub ogólnie - Korea Południowa. Myślę, że jeśli szukacie czegoś podobnego, nie zawiedziecie się :)
31 ciekawostek o Korei Południowej

31 ciekawostek o Korei Południowej

Pisałam już o ślubach, walentynkach, strojach... Wiele razy już dokładnie opowiadałam o szczegółach przeróżnych zwyczajów czy tradycji Korei, i nie ma wątpliwości, że będę jeszcze nie raz. W tym wpisie chciałabym jednak tylko przedstawić ciekawostki i informacje, które mogą was zainteresować. Jeśli chcielibyście, aby na temat którejś napisała więcej, dajcie znać w komentarzu!



1.Koreańczycy uważają cyfrę 4 za pechową (Czasem nawet na drzwiach mieszkania o tym numerze, piszą literę, nie cyfrę, aby uniknąć nieszczęścia!)

2.Wybierając się na ślub lub pogrzeb w Korei, powinno się włożyć pewną sumę do białej koperty i przed uroczystością wręczyć osobie ją organizującej.

3.W Korei wierzą, że nasza osobowość zależy od grupy krwi.

4.Wysuszone czerwone papryczki wieszane są w progu, jeśli w danym domu w ciągu następnego tygodnia ma urodzić się dziecko.

5.Jest to pierwszy kraj, w którym wprowadzili cyfrowe podręczniki.


6.Wierzą, że napisanie czerwonym atramentem imienia oznacza, że ta osoba wkrótce umrze.

7.Maj uchodzi w Korei za miesiąc rodziny :)

8.Narodowym drzewem jest hibiskus.

9.W Korei Południowej pełnoletność osiąga się w wieku 19 lat.

10.Bardzo hucznie obchodzi się tam 1 urodziny dziecka.

11.Nazwa “Korea” wywodzi się z dynastii Goryeo, która została ustanowiona przez Generała Wang Geon w 918 roku. Goryeo oznacza “wysokie i czyste”.

 12.Korea Południowa ma największy rynek chirurgi plastycznej na świecie przypadający na jednego mieszkańca. Szacuje się, że między 1/5 a 1/3 kobiet z Seulu przeszło przynajmniej raz operację plastyczną.

 13.Jest to pierwszy kraj w którym wprowadzili cyfrowe podręczniki.

 14.Korea Południowa ma najszybszą prędkość internetu bezprzewodowego na świecie. 

 15.Taksówki w Korei są oznaczone kolorami w zależności od doświadczenia kierowcy oraz oferowanych usług. Szare lub Białe taksówki to “najzwyklejsze”, czarne to “limuzyny”.

16.Istnieje 170 odmian Kimchi -narodowej potrawy Koreańczyków.

17.Motto kraju to „Przynieść korzyść wszystkim ludziom”.

18.W Korei, w przeciwieństwie do Chin czy Japonii, używa się metalowych, nie drewnianych, pałeczek.

19.Obowiązkowa jest dwuletnia służba wojskowa dla wszystkich koreańskich mężczyzn.

20.Nowy rok obchodzony jest dwa razy.

21.Prawie wszystkie restauracje mają możliwość dostawy prosto do domu zamawiającego.

22.Lotte World Tower w Seulu jest najwyższym budynkiem w kraju i piątym co do wysokości na świecie.

23.Tylko 4% Koreańczyków ma nadwagę, co jest jednym z najniższych na świecie.

24.W Korei Południowej publiczne picie alkoholu jest całkowicie legalne.

25.Mieszkańcy Korei to miłośnicy gazet. Codziennie ukazuje się aż 63 różnych wydań gazet codziennych.

26.W Korei wierzą, że mycie włosów w Nowy Rok oznacza pecha. Szczęście spłynie razem z wodą.

27.Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju ogłosiła Koreę krajem o najwyższym oszacowanym krajowym IQ.

28.Najwyższy szczyt kraju to Halla-san , liczący 1950m n.p.m.

29.W Seulu obowiązuje zakaz palenia w miejscach publicznych pod karą w wysokości 100 dolarów

30.Oszacowano, że koreańscy mężczyźni wydają na kosmetyki rocznie ok.900 mln USD!

31.W Seulu organizowany jest raz do roku Dzień Polski!

Co przywożę z Korea Festival?

Co przywożę z Korea Festival?

Jakiś czas temu pojawiła się tu relacja z jednego z najlepszych wydarzeń, na jakich miałam okazję być w tym roku - Korea festiwal 2018. Jeśli zajrzeliście do wpisu, na pewno wiecie, jak wiele stoisk oferowało możliwość zakupów... i mimo, że bardzo starałam się oszczędzać, nie mogłabym przecież wrócić z pustymi rękami! Dlatego przygotowałam dla was post, w którym opiszę, co przywożę z festiwalu :) Oprócz całej masy jedzenia (bo to w większości już tajemniczo zniknęło).

1.Zeszyty

Choć do początku roku szkolnego zostało jeszcze trochę czasu, myślę, że aby upolować satysfakcjonujące wyglądem przybory, wypadałoby już zacząć myśleć o szkolnych zakupach. Gdy znalazłam te cudeńka, w dodatku w przystępnej cenie, nie wahałam się ani chwili przed zakupem :)



2.Pamiątka ze stoiska kaligraficznego

Jak już wspomniałam w mojej relacji, jedno ze stoisk oferowało możliwość zdobycia odbitki metodą drzeworytu i wykaligrafowanie przez Koreankę naszego imienia. Wszystko działo się w sporym pośpiechu, ze względu na ilość chętnych, ale wciąż jestem bardzo zadowolona z efektu, zwłaszcza, że sama zainteresowałam się niedawno kaligrafią!


3.Wachlarz

Przez kilka dobrych godzin zastanawiało mnie, dlaczego niektórzy wachlują się czymś w rodzaju paletek pingpongowych... Tak, okazało się, że to wachlarze ;) Mój znalazłam porzucony przez kogoś obok ławki i pomyślałam, że czemu nie, może dzięki niemu nie zapomnę poszukać czegoś podobnego w internecie. I tak już został!


4.Box

Zakupiłam również box-niespodziankę. Uważam go za jeden z bardziej udanych zdobyczy, bo zawierał całą masę koreańskich przekąsek, słodyczy, a nawet napój, oraz skarpetki. W o wiele niższej cenie, niż wyszłoby to osobno! Niestety, dziwnym trafem chwilowo zgubiłam skarpetki, a z kolei większość reszty opakowania magicznie...zniknęła ;)

5.Maski

 Na tym samym stoisku, na którym zdobyłam mój koreański box, spostrzegłam maski z wyspy Jeju. Nigdzie wcześniej takich nie widziałam, więc musiałam wypróbować ;p Jedna jest wulkaniczna, natomiast druga z aloesem. Do tej pory nie zdążyłam ich jeszcze przetestować, ale jeśli ich działanie okaże się wyjątkowo wyróżniające, na pewno dam wam znać!


6.Pocztówki

Te rozdawane były na informacji :) Właściwie, byłam nieco zdziwiona, gdy okazało się, że można tak po prostu je sobie wziąć - zdarzyło mi się już widzieć pocztówki nawet i po 10 zł...- ale skoro tak było, to czemu nie. Wszystkie bardzo mi się podobają i choć póki co nie dowiedziałam się jeszcze, co oznaczają napisy na nich, poszukam dla choć jednej z nich miejsca na ścianie!


7.Ulotki, ulotki i...ulotki

Choć zazwyczaj ulotki nie są czymś, za czym przepadam, te dostępne na festiwalu były naprawdę ciekawe, a w dodatku związane z Koreą. Brałam więc ile wlezie! Teraz, już o wszystkim, uzbierał mi się więc ich całkiem pokaźny stosik - jedne bardziej wartościowe, inne mniej... Ale przynajmniej nic nie przegapiłam.
Wstawiam wam zdjęcie kilku z nich :)


8.Zdjęcia?

Wiadomo, pamiątki w postaci rzeczy są fajne, cieszą i zaskakują. Myślę jednak, że oprócz wspomnień to nie rzeczy, a zdjęcia, są najcenniejszym, co możemy przywieźć z ważnego dla nas wydarzenia, czy miejsca. Bo zdjęcia są nasze. Są dowodem na to, co robiliśmy i mogą sprawić, abyśmy poczuli się, jakbyśmy wciąż tam byli. A to naprawdę wartościowe :)

Innowacyjne Bio Maski-Esencje [Orientana]

Innowacyjne Bio Maski-Esencje [Orientana]

Jak na pewno już zauważyliście, ostatnie miesiące są dla mnie pełne niespodzianek, możliwości i zmian, ale przede wszystkim-nowości. Niesamowite, o jak wielu rzeczach nie miałam, i wciąż nie mam, pojęcia! Jedną z takich rzeczy są nowe produkty marki Orientana - Bio maski-esencje. I to właśnie o nich chciałabym wam dzisiaj opowiedzieć :)



 Może już słyszeliście o japońskiej roślinie Konjac (zwanej jeżykiem diabła), dzięki popularnym ostatnio gąbkom do mycia twarzy, powstałych właśnie z niej. Osobiście już od jakiegoś czasu używam takiej gąbeczki, a właściwie dopiero teraz dowiedziałam się czegoś więcej o Konjacu!
Oprócz produkcji gąbeczek do twarzy, roślina ma bowiem również zastosowanie w pielęgnacji.
W jej skład chodzi wiele substancji odżywczych, które mogą być cenne dla skóry, w tym białka, kwasy tłuszczowe, mikroelementy, witaminy A, E, K, C i komplet witamin z grupy B oraz kwas foliowy! Pod wpływem wody Konjac zamienia się w żel - jedyny, w 100% naturalny, który intensywnie nawilża skórę i penetruje głębokie jej warstwy.

To właśnie ten żel jest bazą, na której powstały Bio maski-esencje. Ponieważ ułatwia on wchłanianie substancji aktywnych, razem z dodanymi do niego elementami, może tworzyć naprawdę świetnie działające na naszą skórę połączenie!
Dodatkowo, jest to produkt do stosowania na noc. To właśnie wtedy skóra regeneruje się najszybciej, a wchłanianie znacznie się zwiększa, dzięki większej przepuszczalności, rozszerzaniu naczyń krwionośnych i wyższemu dotlenieniu.
Aplikując więc naszą maskę-esencję na noc, mamy pewność, że zadziała jeszcze lepiej, niż mogłaby zrobić to za dnia!



Każdy z czterech rodzajów tego produktu, oprócz nawilżania, ma nieco inne właściwości:
Bio maska-esencja z algami filipińskimi -reguluje wydzielanie sebum, zmniejsza widoczność porów, matuje i łagodzi stany zapalne.
Bio maska-esencja z papają&kurkumą -rozjaśnia przebarwienia, oczyszcza, rozświetla i ujednolica koloryt.
Bio maska-esencja ze śluzem ślimaka -wygładza, ujędrnia i uelastycznia skórę, redukuje przebarwienia, wspomaga niwelowanie blizn i zmniejsza zmarszczki.
Bio maska-esencja z żeń szeniem koreańskim -odmładza, ujędrnia i odżywia skórę, a także wygładza zmarszczki.

Przez ostatnie 1,5 miesiąca regularnie stosowałam dwie z nich -papaję&kurkumę, oraz śluz ślimaka. Produkty bardzo szybko się wchłaniają, nie sprawiają dyskomfortu dla naszej skóry i nie zostawiają śladów na naszej pościeli (całe szczęście!).
Mimo, że kondycja mojej skóry jest obecnie całkiem dobra, podczas stosowania wciąż zauważyłam całkiem sporą różnice w jej nawilżeniu i elastyczności! Jednak nawet oprócz tego produkty mają jeszcze inne zastosowania, co możecie wyczytać kilka wersów wyżej.
Osobiście zmagam się z wieloma przebarwieniami po trądziku, więc działanie masek-esencji w celu ich niwelowania było jedynie uzupełnieniem, ale również dawało efekty - nieznaczne, bo w moim przypadku naprawdę trudno sobie z nimi poradzić, ale były. Myślę więc, że przy niewielkich różnicach w kolorycie skóry mogą sprawdzić się one naprawdę dobrze :)



Stosowanie Bio masek-esencji było dla mnie miłym doświadczeniem, więc póki co na pewno go nie poprzestanę, zwłaszcza, że zostało mi jeszcze sporo zawartości.
Gdybyście szukali nowych produktów na noc, zdecydowanie polecam wam jedną z opisanych powyżej żelowych esencji, ze względu zarówno na działanie, jak i ich skład, który z jeszcze większą dokładnością możecie poznać na stronie Orientany :)



Między kartkami książki, czyli "Słowa w ciemnym błękicie"

Między kartkami książki, czyli "Słowa w ciemnym błękicie"

 Tytuł: "Słowa w ciemnym błękicie"
Autor: Cath Crowley
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 287
Oprawa: miękka, ze skrzydełkami



 Wiele lat temu Rachel zakochała się w Henrym. Dzień przed przeprowadzką napisała do niego list i schowała w swojej ulubionej książce w księgarni, która należała do jej rodziny. Czekała. Ale Henry nigdy nie przyszedł. Teraz Rachel wraca do miasta i do księgarni, by pracować razem z chłopakiem, którego wolałaby już nie zobaczyć. Ale po przykrych przeżyciach, które spotkały jej najbliższych, Rachel potrzebuje choć chwili zapomnienia. Brat Rachel utonął kilka miesięcy temu i dziewczyna pogrążona jest w smutku.
Henry i Rachel pracują obok siebie – otoczeni książkami, obserwują rozwijające się historie miłosne, wymieniają listy między stronami. Dzięki temu znajdują w sobie nadzieję. Spoglądają w przyszłość dzięki książkom. Pozwalają sobie uwierzyć, że dostaną od losu drugą szansę. 




"Słowa w ciemnym błękicie" to historia ukryta między kartkami książek. Problemy głównych bohaterów, ich wzloty i upadki, wszystko ma związek z książkami, z antykwariatu  rodziny Henry'ego. Jest on o tyle wyjątkowy, że prowadzący go wpadli na nietypowy pomysł założenia biblioteki listów...
 Biblioteka listów to miejsce, gdzie każdy może zostawić wiadomość. Wiadomość dla przyjaciela, czy osoby, do której chce się zbliżyć, ale także dla nieznajomego.
Listy, jakie wymieniają między sobie bohaterowie powieści pojawiają się przez całą książkę, między jej rozdziałami. Między kartkami książki. Tak, jak w oryginalnie.

Książka zawiera właściwie niewiele zwrotów akcji, a skupia się głównie na emocjach i próbach poradzenia sobie ze śmiercią brata. Nie znaczy to jednak, że nie jest na wciągająca. Wręcz przeciwnie, trudno było mi się od niej odkleić!



Główna bohaterka została świetnie przedstawiona, jako osoba z traumą, która mimo wszystko chcę o siebie zawalczyć i żyć dalej. Razem z rozwojem wydarzeń przechodzi transformację, stając się bliższa tej sobie, którą była przed wypadkiem jej brata. Jest bardzo dojrzała i zupełnie nieidealna, dzięki czemu łatwiej nam utożsamić się z jej postacią.

Nastrój powieści jest niesamowity i stanowi jej największy atut. Czytając, nie tylko może nam się zdawać, jakbyśmy uczestniczyli w wydarzeniach. Możemy poczuć się jak w starym, klimatycznym antykwariacie, poczuć zapach książek na jego półkach i usłyszeć przewracane strony. A wystarczy dobrze wczytać się w "Słowa w ciemnym błękicie". Coś niezwykłego!

Jest to pozycja młodzieżowa, ale nie wykluczam, że innym też mogłaby się spodobać. Bo myślę, że faktycznie by mogła :) Jeśli tak jak ja kochacie papierowe książki, koniecznie sięgnijcie po "Słowa w ciemnym błękicie".



Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Jaguar :)

Mój pierwszy Kawaii box + Rozdanie!

Mój pierwszy Kawaii box + Rozdanie!

W tym miesiącu miałam okazję poznać coś zupełnie nowego - pudełko subskrypcyjne Kawaii box. Jest to jedno z bardziej oryginalnych pudełek, jakie znalazłam, a w dodatku niesamowicie urocze ! Pudełko może zawierać właściwie wszystko, co jest kawaii. Słodycze, pluszaki, przybory szkolne, gadżety, akcesoria i wiele innych :) I mimo, że zazwyczaj nie jestem przekonana do kupowania tego typu zestawów "w ciemno", zamysł Kawaii box tak mi się spodobał, że wiem, że pudełko tego miesiąca na pewno nie jest ostatnim, jakie otrzymałam! Myślę, że od razu milej jest, gdy się spojrzy na tak urocze rzeczy, jakie znajdują się w każdym boxie, a przy okazji można zdobyć świetne ozdoby do pokoju, gadżety codziennego użytku w nieco bardziej uroczej odsłonie, czy też świetny prezent dla przyjaciela :)


1. Zestaw karteczek z Muminkami
Pierwszą rzeczą, jaką znalazłam w czerwcowym Kawaii box, były urocze karteczki z motywem muminków. Są ich cztery rodzaje, każdy w innym, pastelowym kolorze i z wizerunkami innej postaci w rogach. Karteczki nie są co prawda czymś, co trudno dostać, ale ja, jako wzrokowiec, zawsze podczas nauki korzystam z fiszek, więc na pewno mi się przydadzą i te! Zwłaszcza, że bardzo podoba mi się ich opakowanie :)


2.Opaska z uszami
Opaski z materiału to coś, co bardzo przypomina mi dzieciństwo. Gdy byłam mała, nie chciałam wyjść z domu, nie mając na sobie jednej z moich ullubionych. Opierałam się z całych sił i nie chciałam ruszyć, dopóki ktoś mi jej nie podał :p
Czy teraz będę ją nosić? Nie wiem... Ale w zasadzie, czemu by nie spróbować!


3.Salmon sushi boy squishy
Przyznam się, że kiedy pierwszy raz go zobaczyłam, nie miałam pojęcia, czym jest. Oprócz tego, że sushi, oczywiście ;)Okazało się, że squishy to coś jak piłeczka antystresowa, tylko w uroczym i według mnie bardziej zachęcającym, wydaniu. W powiązanym z Kawaii box sklepie, można znaleźć setki wzorów, więc na pewno każdy znajdzie coś dla siebie!
 W stresującej sytuacji jeszcze nie miałam okazji testować, ale na co dzień sprawdza się super!
Jedynym problemem, jaki zauważyłam, był specyficzny zapach, jaki squishy miał po rozpakowaniu. Na szczęście noc spędzona na wietrzeniu się na balkonie pomogła ;)


4.Truskawkowe pianki Hello Kitty
Hello Kitty nie jest postacią, którą szczególnie lubię. Więcej, wolałabym wręcz nie musieć oglądać jej podobizny na żadnej z rzeczy tak wyczekiwanego przeze mnie pudełka. Na pewno nie zdziwi was więc, że od początku byłam sceptycznie nastawiona do pianek.
I powiem wam, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Są naprawdę dobre i mięciutkie, a w dodatku mają intensywnie truskawkowe nadzienie! Oceniam zdecydowanie na plus :)


5.Długopis - rurka
Co bardzo podoba mi się we wszystkich azjatyckich długopisach, jakie miałam do tej pory, to to, że nawet gdy z pozoru są zwyczajne, zawsze coś w nich mnie zaskakuje. Myślę jednak, że nikt nie ma wątpliwości, że długopis będący rurką nie jest do końca zwyczajny ;)
Mógłby być naprawdę fajny, bo po zdjęciu zatyczki jest wygodny do trzymania w dłoni i pisze się nim dobrze, ale jak zwykle, jest to żelowy długopis. Mimo dobrych chęci, nie jestem w stanie pisać żelowymi długopisami, wszystko od razu mi się rozmazuje, a pismo wygląda dziesięć razy gorzej... Pomyślę więc, komu mogłabym go podarować, żeby nie leżał nieużywany na półce ^^


6.Naklejki Sumikko Gurashi
Te naklejki możemy przylepić na papier, ale myślę, że byłoby to w pewnym sensie ich zmarnowanie, bo nadają się również na laptop, telefon, drzwi, czy szafę! Jeszcze nie wymyśliłam, co zrobię z moimi, ale są tak urocze, że na pewno znajdę im jakieś miejsce, i to w najbliższym czasie, żeby nie zdążyły się nawet zakurzyć :p






7.Winogronowe żelki Precure
Te żelki to rzecz która z całego czerwcowego Kawaii box'a najmniej przypadła mi do gustu. Mimo całkiem interesującego wyglądu, żelki mają sztuczny smak i zdecydowanie zbyt dużo żelatyny, sądząc po intensywności jej smaku. Niestety, ten produkt bardzo mnie zawiódł.


8.Brelok - Chomik
Nie tak dawno temu w ogóle przekonałam się do breloków, ale zobaczywszy tego chomika, tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że słusznie.
Jest naprawdę śliczny, a w dodatku pasuje do większości torebek, jakie posiadam! Coś czuję, że w najbliższym czasie będziemy mieli wiele okazji, aby lepiej się poznać, bo tak mi się spodobał, że nie wiem, kiedy wyjdę bez niego z domu ^^
Tylko... Jakbyście wpadli na to, co o trzyma, koniecznie piszcie. Główkuję nad tym od kilku dni, a wciąż nie mam pojęcia!


9.Podładka pod kubek
Ten uroczy królik, a w zasadzie jego głowa, to nic innego jak podkładka pod kubek, mająca na celu ochronę stołu. Niby nic nadzwyczajnego, ale w moim przypadku strzał w dziesiątkę, bo tyle razy od zakupu (czyli przez jakieś 5 miesięcy) zdarzyło mi się już go zalać, że sama się dziwię, że jeszcze nie ma żadnych śladów. Więc tylko się cieszyć, mój stół będzie uratowany przez króliczka! :)


10. Zestaw do wykonywania pand
Tą pozycję celowo zostawiłam na koniec, bo jest tą, która najbardziej mnie zaskoczyła, a tym samym -najbardziej zaciekawiła. Zestaw składa się z zaledwie 5 elementów, oraz instrukcji, a służy do samodzielnego wykonywania pand z ryżu oraz wodorostów. Patrząc na opakowanie, efekt jest niesamowity!
Niestety osobiście nie udało mi się jeszcze ich wykonać, z powodu braku klejącego się ryżu w mojej okolicy ;) Planuję jednak, w razie powodzenia ich ulepienia, osobny post na temat zestawu, więc mam nadzieję, że mi się uda!



ROZDANIE

To jednak nie koniec, bo wraz z Kawaii box przygotowaliśmy dla was rozdanie - do wygrania zestaw z tego miesiąca z pełną zawartością! Jak na pewno zauważyliście, ja jestem bardzo zadowolona z boxa, więc myślę, że warto, zwłaszcza, że zgłoszenie się jest bardzo proste :) Wystarczy podać swoje imię i nazwisko oraz email! Ale to nie wszystko, macie bowiem możliwość otrzymania dodatkowych losów, wykonując jedno, lub więcej, zadań z listy, widocznej po zgłoszeniu.
Zapraszam, jestem pewna, że się nie zawiedziecie!

Chinguui Blog Kawaii Box Giveaway
"Zaginieni" Patricii Gibney

"Zaginieni" Patricii Gibney

Tytuł: Zaginieni
Autor: Patricia Gibney
Wydawnictwo: NieZwykłe
Liczba stron: 498
Oprawa: Miękka, ze skrzydełkami


Dół, który wykopali, miał mniej niż metr głębokości. Maleńkie ciało spoczywało w białym worku po mące. Trzy pary przerażonych oczu przyglądały się tej scenie z okna na trzecim piętrze. Chłopiec siedzący w środku odezwał się, nie odwracając wzroku: Ciekawe, które z nas będzie następne?
Kiedy w katedrze zostaje odnalezione ciało kobiety, a drugie, tym razem młodego mężczyzny, zawisa na drzewie przed jego domem, detektyw inspektor Lottie Parker rozpoczyna śledztwo. Oba ciała mają na nogach charakterystyczny, nieudolnie wykonany tatuaż. Niewątpliwie ofiary coś łączyło. Ale co? Trop prowadzi Lottie do Domu św. Angeli, dawnego przytułku dla dzieci, z którym wiąże się mroczna przeszłość rodziny inspektor Parker. Teraz to sprawa osobista. Podczas gdy Lottie zaczyna dostrzegać związek pomiędzy nowymi zbrodniami a morderstwami sprzed dziesięcioleci, znika bez śladu dwóch nastolatków. Lottie musi wytropić zabójcę, nim ten uderzy ponownie, ale czy tym samym nie narazi swoich dzieci na śmiertelne niebezpieczeństwo? Wkrótce Lottie stanie twarzą w twarz z szaleńcem, który ma zdecydowanie inne niż ona pojęcie sprawiedliwości.



Kiedy tylko spojrzałam na okładkę książki, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Tak, nie ocenia się książki po okładce, ale czasem to właśnie okładka sprawia, że dany egzemplarz zwraca naszą uwagę. W tym wypadku zwrócił ją na tyle, że z wielką niecierpliwością oczekiwałam otrzymania przesyłki z "Zaginionymi", nie mogąc się już doczekać :)

Po tak świetnej zapowiedzi, w postaci okładki i opisu, początek powieści znacznie mnie zawiódł. Był dosyć...typowy. Nie jestem jednak osobą, która łatwo się poddaje. I całe szczęście, bo nie przejęłam się początkową schematycznością i czytałam dalej.



Akcja toczy się dynamicznie, więc nie potrzebowałam wiele czasu, aby całkiem się wciągnąć. Każdy rozdział wydawał mi się nieco inny, a jednocześnie tak samo pochłaniający. Była to moja pierwsza książka Patricii Gibney, jaką miałam okazję przeczytać, ale bardzo spodobał mi się jej styl pisania i sposób, w jaki przedstawia wydarzenia, więc pewnie nie ostatnia!

Po każdym morderstwie, porwaniu, czy innym zwrocie akcji wydawało mi się, że już rozumiem, o co chodzi, jednak za każdym razem okazywało się, że nie miałam racji, a akcja zaskakiwała mnie na coraz to nowe sposoby. Oprócz teraźniejszych w książce wydarzeń, poznajemy też część przeszłości bohaterów, co jeszcze bardziej mieszało mi teorie o zakończeniu ;)



Główną bohaterka - Lottie Parker - poznajemy jednak nie tylko jako policjantkę. Okazuje się ona wrażliwą kobietą, oraz kochającą, choć nie najlepiej radzącą sobie ostatnimi czasy, matką. Bardzo przypadły mi do gustu wątki jej relacji z dziećmi, przeplatające się z próbami rozwikłania sprawy. Mimo różnicy wieku między nami, utożsamiłam się z bohaterką i chętnie przeczytałabym więcej historii z jej udziałem. Jest wykreowana na bardzo prawdziwą i zwykłą osobę, taką, jaką można spotkać na ulicy. Ma mnóstwo wad i zalet, jak każdy z nas, ale jednocześnie jest w niej coś niezwykłego, i to coś bardzo mi się spodobało :)

Mogę z czystym sumieniem polecić książkę wszystkim miłośnikom thrillerów, na pewno się nie zawiedziecie! Nie zdradzę wam więcej szczegółów fabuły, jeżeli jesteście ciekawi, koniecznie przeczytajcie :)

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe !
http://www.wydawnictwoniezwykle.pl/


Może zainteresuje cię też:
Moje odkrycia maja
Azjatycki zakątek - majowe zakupy!
Jak szybko opanować nowy alfabet?
Jak stosować maski w płachcie?

Korea Festival 2018

Korea Festival 2018

Jak być może czytaliście na stronie mojego bloga na facebook'u, w tą sobotę miałam okazję pojechać do Warszawy na Korea Festiwal 2018. Jest to, o ile się nie mylę, największy koreański festiwal w Polsce, więc naprawdę cieszę się, że mogłam w nim uczestniczyć!

Już jadąc autobusem z dworca przekonałam się, jak dużym zainteresowaniem cieszy się wydarzenie. Pojazd był przepełniony przez osoby na niego się wybierające! Przynajmniej trudno było się zgubić - na miejsce szliśmy w około 70-osobowej grupie ;)
Jako, że do Warszawy dotarłam ok. godziny 10, na samym festiwalu byłam niemal od chwili jego rozpoczęcia. Wydarzenie miało miejsce w parku Agrykola, w centrum stolicy, bo dosłownie obok Łazienek. Wejścia do obu parków były oddalone o niecałe 30m!
Już kiedy przyjechałam, wszystkie stoiska były zapełnione, a do wielu z nich stały ustawione kolejki, często dłuższe niż kilkanaście osób!




 Na pewno było z czego wybierać - rozłożonych stoisk było niemal 40. Oprócz tych przygotowanych przez restauracje, znalazły się także stoiska sklepów spożywczych (koreańskich, oczywiście), agencji turystycznej, oraz takie z kosmetykami, przyborami szkolnymi, filmami, książkami i kilka innych!



Jednak mimo tak szerokiego wyboru, największym zainteresowaniem cieszyły się te, przy których sami mogliśmy coś wykonać. Mieliśmy m.in możliwość malowania wachlarzy, przymierzania hanboku, zaśpiewania na stoisku Norebang oraz zdobycia własnej odbitki drzeworytu, z napisanym naszym imieniem.
Mimo dosyć długiego oczekiwania myślę, że naprawdę było warto je odwiedzić!



W całym festiwalu najbardziej podobała mi się atmosfera. Chociaż nie znałam prawie nikogo, przy okazji wiele osób ze mną rozmawiało, pomagało i wskazywało restauracje, w których jest najsmaczniejsze jedzenie. Tak, jakbyśmy wszyscy byli przyjaciółmi :)
 Pojawiło się na nim również mnóstwo Koreańczyków - niektórzy mówiący po polsku, inni jedynie po angielsku. Była to świetna okazja na poznanie kilku z nich i rozmowę!

Ważnym elementem było też losowanie. Każde z miejsc, które rozłożyły swoje stoiska na festiwalu, przygotowało bon lub nagrodę rzeczową, którą mieliśmy szansę wygrać w losowaniu, odbywającym się pod koniec wydarzenia. Czekało na nas ok. 50-60 nagród, natomiast losów zostało sprzedanych aż 1100! Niestety tym razem nie udało mi się nic zdobyć, ale jestem pewna, że kiedyś to się zmieni ;)



Festiwal naprawdę bardzo mi się podobał, był jednym z bardziej udanym dni w ostatnim czasie. Jestem  pewna, że w przyszłym roku również się na nim pojawię. A póki co, będę cieszyć się moimi pamiątkami, które pokażę wam w kolejnym poście :)




Może zainteresuje cię też:
TOP 5 koreańskich kosmetyków - maj 2018
Wywiad z autorkami bloga -Polki w Korei!
Jak stosować maski w płachcie?
Jakie książki o Korei warto przeczytać?



Copyright © 2014 Chinguui blog , Blogger