Pilaten Shea Hand Cream - mój pierwszy krem z Chin!

Tak jak koreańskich i japońskich kosmetyków używam już od dawna, i myślę, że jestem dość obeznana w temacie, tak z chińskimi prawie w ogóle nie miałam do tej pory styczności. Nie żebym ich unikała - o czego przecież nie mam powodu - po prostu mam wrażenie, że nie znajdowało się wśród tych dostępnych nic, co zwróciłoby moją uwagę.
Ostatnio jednak na półce jednego ze sklepów zauważyłam Krem do rąk z masłem Shea od Pilaten i postanowiłam spróbować. W końcu jeśli się nie spróbuje, nigdy nie dowie się jakie to jest, tak? :)



Opakowanie jest urocze, doceniam zwłaszcza zakrętkę, gdyż naprawdę uwielbiam taki jej kształt! Uważam jednak, że o wiele lepiej by się prezentowało, gdyby srebrny zamienić na jakiś inny jasny kolor. Może to tylko moje osobiste odczucie, ale patrząc na nie, kojarzy mi się z maścią, lub innym lekiem, a nie kremem do rąk...

Zapach jest przyjemny, delikatny i czuć, że jest naturalny, jednak to konsystencja kremu mnie zachwyciła. Jest bardzo lekka i w połączeniu z nieco przezroczystą barwą tworzy efekt, dzięki któremu naprawdę bardzo przyjemnie smaruje się kremem. Wchłania się praktycznie od razu, pozostawiając jedynie miłe uczucie miękkości :)



Od momentu zakupu używam go już ok. 2 tygodni i choć nie sprawdza się aż tak dobrze, jak mój kochany Lazy&Joy Custard Hand Cream (O którym więcej pisałam tutaj), muszę przyznać, że faktycznie działa :)
Dłonie są nawilżone, miękkie i przyjemne w dotyku, a w dodatku ślicznie pachną! Dzięki szybkiemu wchłanianiu, zapachowi i konsystencji mogłabym używać go dosłownie bez przerwy. Połączenie go, wraz z działaniem Lazy&Joy byłoby moim ideałem kremu do rąk!




Mimo, że to jeden z moich pierwszych kosmetyków z Chin, mogę wam go szczerze polecić, bo myślę, że naprawdę warto w niego zainwestować. Jestem zachwycona :)

Może zainteresuje cię też:
TOP 5 koreańskich kosmetyków
Majowe odświeżenie, czyli tonik i balsam do ust od Resibo
Jak stosować maski w płachcie?
Jak szybko opanować nowy alfabet?
Tradycyjne azjatyckie stroje - hanbok, kimono, qipao

18 komentarzy:

  1. U mnie chińskie kosmetyki raczej nie przechodzą - jest tam wymóg testowania na zwierzętach, a to moje główne kryterium :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bardzo zwracam na to uwagę, ale chciałam spróbować i postanowiłam tym razem się tym nie przejmować... :)

      Usuń
  2. Kremik do rąk jeszcze bym przygarnęła, natomiast innych produktów tej marki odrobinę się boję - szczególnie tego zdzieraka do wągrów ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszałam o tej marce i przetestowalabym ich kosmetyki

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaciekawiłaś mnie mocno. O koreańskich czy japońskich kosmetykach słyszałam i miałam nawet kilka ale chińskie?!

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę się im przyjrzeć i zobaczyć, co jest dostępne w Wietnamie. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oooo proszę, może wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nigdy nie próbowałam Chińskich czy Koreańskich kosmetyków , ale z chęcią to zrobię! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie na początek polecam koreańskie, są znacznie łatwiej dostępne, a działanie mają chyba jeszcze lepsze :)

      Usuń
  8. Ja od niedawna interesuje się ogólnie azjatyckimi kosmetykami, ale jeszcze nie miałam przyjemności testować, żadnego produktu chińskiego (chyba, że o tym nie wiedziałam)
    Zaobserwowałam Cię i będę tutaj często wpadać, ze względu na tematykę bloga
    Zapraszam także do mnie
    http://akilegna-kib.blogspot.com/2018/05/a-lot-of-new-cosmetics-ie-22-promotion.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, na pewno zajrzę też do ciebie! :)

      Usuń
  9. Nie miałam okazji stosować produktu, jednak chińskie kosmetyki znam i używam :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz motywuje do dalszego pisania, do starania się dla was, dlatego będzie mi mega miło, jeśli go zostawicie :)

Copyright © 2014 Chinguui blog , Blogger