Jakie książki o Korei warto przeczytać?

Jakie książki o Korei warto przeczytać?

Ostatnio miałam tak mało czasu, że post, który miał pojawić się już kilka tygodni temu, piszę dopiero teraz. Kiedy jeszcze miałam czas, znalazłam całkiem sporo książek o tematyce koreańskiej, lub z nią powiązanych i nawet zdążyłam je przeczytać ( a przynajmniej część z nich ), dlatego chciałabym dzisiaj przedstawić wam podsumowanie moich nowości czytelniczych, czyli wszystko to, co uważam za warte przeczytania :)
(Kolejność jest przypadkowa, nie sugerujcie się nią!)



1. "Sekrety urody Koreanek" Charlotte Cho
Są różne opinie na jej temat, niektórym się podoba, innym nie. Ja myślę, że warto ją przeczytać, chociażby dla stylu autorki i zabawnych obrazków, czy testów, dotyczących naszej skóry. A to, czy książka się spodoba, to już przecież indywidualna kwestia ;)
Gdybyście mieli ochotę więcej dowiedzieć się o koreańskiej pielęgnacji w 10 krokach, opisanej w "Sekretach urody Koreanek"- zapraszam do mojej recenzji!

2."Córki Smoka" William'a Andrews'a
Jest to ciężka książka - naprawdę ciężka - i chociaż czuć z niej surrealizm i niedokładne zrozumienie opisanej sytuacji przez autora, myślę, że warto do niej sięgnąć.
Jest to zawarta w formie powieści opowieść o koreańskich kobietach do towarzystwa, wykorzystywanych podczas wojny przez Japończyków, za którymi przeszłość ciągnęła się całe życie. Upokarzano je, gwałcono, bito i uprowadzano, a część z nich... Dała radę to przetrwać.
Była to moja pierwsza styczność z Koreańskimi comfort women i było to naprawdę dobre wprowadzenie do tego tematu, wciąż rzadko poruszanego.

3."Korea Południowa" Aleksandry Nemś
To nic innego  jak przewodnik turystyczny po Korei. Obejmuje głównie Seul, Busan i wyspę Jeju, czyli wszystkie te miejsca, które moglibyśmy chcieć odwiedzić, będąc w Korei ;)
Książka spodobała mi się, ponieważ mimo że ja za przewodnikami nie przepadam, ten całkiem przyjemnie się czytało. A przecież właśnie  to chodzi, prawda? Żeby można było dowiedzieć się nowych rzeczy, jednocześnie czerpiąc przyjemność z czytania :)



4."Przeżyć" Yeonmi Park
Recenzja tej książki też miała już okazję pojawić się na blogu, więc serdecznie was na nią zapraszam - recenzja.
Gdybym stworzyła ranking wymienionych przeze mnie pozycji, ta znalazłaby się na pierwszym miejscu - mimo, że opowiada o dziewczynie z Korei Północnej, nie Południowej.
Momentami zapierała dech w piersiach, tym bardziej, że spisana historia wydarzyła się naprawdę... 
Zapraszam was do przeczytania, uwierzcie - warto!

5."Ludy starożytnej Korei" i "Mitologia Korei" Hanny Ogarek-Czoj
 W obu książkach zawarta jest mitologia Korei, wierzenia, tradycje i trochę... historii ;)
Umieściłam je w jednym punkcie, gdyż właściwie są bardzo podobne, a ich treść w dużej części się pokrywa.
Nie ma wielu książek o tej tematyce - takich, które są przetłumaczone na polski - dlatego gdybyście mieli ochotę poczytać, pozycje wymienione powyżej wciąż są dostępne w co najmniej kilku miejscach.

6."Zaproszenie na kimchi" Leny Świadek
"Zaproszenie na kimchi" to pamiętnik Koreanki, która wychowała się w Polsce i praktycznie nie potrafi porozumiewać się po koreańsku. Pewnego dnia zapada decyzja o wyjeździe do Korei... i wszystko się zmienia. Język nie jest najlepszy, momentami ciężko się czyta, ale dla mnie możliwość przeczytania o jej doświadczeniach jest naprawdę wiele warta!



Może znacie jeszcze jakieś pozycje, które warto przeczytać? Chętnie dopiszę je do mojej listy "Do zamówienia" :) 

Jak stosować maski w płachcie?

Jak stosować maski w płachcie?

Nie sądziłam, że będę kiedyś pisać taki post. Maski w płachcie są naprawdę łatwe w użytkowaniu i nie wymagają od nas praktycznie niczego, więc aż dziwne, że nie wszyscy potrafią je stosować... Ale w końcu właśnie po to tu jestem - żeby wam pomóc! :)
Przygotowałam dla was kilka najważniejszych punktów, dotyczących tych masek i zachęcam do ich przeczytania nawet jeśli umiecie je poprawnie stosować, może akurat dowiecie się czegoś nowego :p


  • 1. Korzystajcie z przygotowanych nacięć na opakowaniu
Wiem, że to może wydawać się oczywiste, ale jak się okazuje - jednak nie jest ;) Ostatnio dostałam wiadomość od jednej dziewczyny: "Jakieś dziwne te maski, nie mogę jej wyjąć!". Okazało się, że nie zauważyła nacięć i obcięła tylko róg, a następnie zaczęła się siłować z wyjęciem jej przez tak mały otwór...
Już nie wspominając o tym, że czasem maski są "przyklejone" do usztywnienia, aby ułatwić nam aplikacje i wtedy już na pewno nie udałoby się jej wyjąć w ten sposób. Więc proszę was, po prostu ładnie je przycinajcie w wyznaczonym miejscu!

  • 2.Otwierajcie je dopiero przed użyciem!
Maski w płachcie są nasączone esencją i dopóki są w zamkniętym opakowaniu, wszystko jest w porządku, jednak jeśli je otworzymy i zostawimy na dłużej, po prostu wyschną i nie będą się już nadawały do użytku.


  • 3. Dostosujcie do swojej twarzy
Większość masek, a już zwłaszcza tych koreańskich (nie mam pojęcia dlaczego) jest o wiele za dużych na moją, i tak nie najmniejszą, twarz.
A że aby zadziałała, musi przylegać do naszej skóry, dobrym sposobem jest przecięcie w miejscach, gdzie jest nadmiar materiału i złożenie tych dwóch części na siebie - jedna idealnie przylega do naszej twarzy, druga nie przeszkadza nam i leży grzecznie na pierwszej ;)
To samo tyczy się otworów na usta i oczy, które czasem są zbyt małe - wystarczy je lekko przerobić!

  • 4.Odpowiedni czas trzymania jest ważny!
Zawsze na opakowaniu znajdziecie informację o tym, ile powinno się trzymać daną maskę - czy to po polsku, czy angielsku (w przypadku np. tych z Korei), ale zawsze jest.
Naprawdę warto z tego skorzystać, bo jeśli trzyma się ją krótko, może nie zdążyć zadziałać, a za długo... Jeszcze nie sprawdzałam, ale jeśli ktoś trzymałby ją bardzo długo, pewnie w końcu by zaszkodziła.



  • 5.Lewa, czy prawa?
Czasem maski mają dwie strony - jedną przystosowaną do nakładania na twarz, drugą niekoniecznie. Zdarza się to obecnie dosyć rzadko, ale warto sprawdzić, czy na opakowaniu nie ma jakiejś informacji.

  • 6. Nie zmywaj esencji!
Kolejnym ułatwieniem w stosowaniu maski w płachcie, w porównaniu do innych jest to, że wystarczy zdjąć ją z twarzy i już możemy zająć się czymś innym.
Nie trzeba, a wręcz nie powinno się myć twarzy po jej stosowaniu, aby esencja, która maska jest nasączona, mogła się wchłonąć.
Fajną opcją jest również wykorzystanie esencji, która została w opakowaniu i wklepanie jej np. w szyję, czy obszary twarzy, gdzie maska nie sięgała :)

------
Właściwie to tyle w tym temacie, widzicie więc, że stosowanie jest naprawdę bardzo proste!
Jeżeli chcesz dodać coś od siebie, koniecznie pisz ;)
Szukam również nowych koreańskich masek do przetestowania, więc jeżeli macie swoje ulubione, chętnie wysłucham!

Może spodobają ci się też :
•  Recenzja koreańskich masek od Eveline Cosmetics
Cytaty w hangulu
Koreański słowniczek
Nauka koreańskiego - prywatnie, czy w grupie?


Fotorelacja z Warszawy

Fotorelacja z Warszawy

Kilka dni temu zorganizowałam sobie wycieczkę, koreańską wycieczkę, po Warszawie. Jej przebieg przybliżyłam wam już w poście - Wycieczka koreańskim szlakiem po Warszawie - więc dziś, nie przedłużając już, zapraszam was do krótkiej fotorelacji z wyjazdu!
(Miała być nieco dłuższa, ale... To jest wręcz nie do uwierzenia - chciałam przenieść zdjęcia z aparatu na laptopa i wyjęłam z niego kartę, podczas pobytu u babci. Została. Jakieś 300 km stąd ;p
Ale patrząc na ilość zdjęć nawet teraz... Może to i lepiej?)


Muzeum Etnograficzne - Galeria Koreańska i wystawa o Peru (fragmenty):













Koreańska kawiarnia Cafe Crystal:










 Sklep z koreańskimi kosmetykami - Jeju Beauty Store - oraz moje zakupy :)







Bistro Powidoki:






Życzę wam miłego popołudnia i mam nadzieję, że wasze wycieczki będą równie udane, co moja!
Wycieczka koreańskim szlakiem po Warszawie!

Wycieczka koreańskim szlakiem po Warszawie!

Jak część z was już pewnie wie, ostatnich kilka dni spędziłam w okolicach i w samej Warszawie. Tyle razy miałam już okazję zwiedzać naszą stolicę, że tym razem postanowiłam podejść do tego trochę bardziej nietypowo - wypoczywając ;)
Niemal cały wczorajszy dzień poświęciłam natomiast na podążanie śladem koreańskich miejsc w Warszawie i właśnie kilka z nich chciałabym wam dziś opisać, więc zapraszam do czytania!
Nie chcąc zbytnio przedłużać, wstawiam tu tylko kilka zdjęć, natomiast w ciągu najbliższych dni planuję osobny post, w postaci fotorelacji z Warszawy, do której serdecznie was zapraszam, jeśli któreś z miejsc was zaciekawi :)

1.Galeria koreańska
O wybraniu się do niej myślałam już od jakiegoś czasu, więc było to miejsce które odwiedziłam jako pierwsze. Wystawa była całkiem ciekawa, mieliśmy możliwość obejrzenia przedmiotów z tradycyjnego koreańskiego domu,lektyki ...
Po tym, jak bardzo wystawa została rozreklamowana jako "tradycyjny dom", spodziewałam się czegoś...większego?
Niestety zachwycona nie byłam - choć o ile ktoś ma dosyć blisko, myślę że warto się przejść - i dużo bardziej spodobała mi się ekspozycja obok, skarby Peru ;)


2.Jeju Beauty Store
Ten punkt wycieczki był chyba tym, który najbardziej przypadł mi do gustu. Koreańskie kosmetyki to coś, co uwielbiam, ale już od jakiegoś czasu nie miałam okazji zajrzeć do sklepu, w którym można je dostać.
Jeju Beauty Store, o ile się nie mylę, posiada swój sklep też w Krakowie, jednak to ten w stolicy był pierwszym, który odkryłam. Obsłużyła mnie bardzo miła pani, doradziła w sprawie kupna nowego podkładu i masek , a nawet dołączyła kilka próbek do moich zakupów!
W sklepie stały całe rzędy maseczek, a kosmetyków - zarówno do pielęgnacji, jak i makijażu - było jeszcze więcej. Jeśli jesteście ciekawi moich zakupów, koniecznie zajrzyjcie do fotorelacji, kiedy już będzie dostępna :)



4. Bistro Powidoki
Jest to bar koreański, zaraz obok (bo w tym samy budynku) muzeum sztuki współczesnej. Z zewnątrz prezentuje się świetnie, uwielbiam takie klimaty!
Zamówiłam zupę miso i pierożki z grzybami shitaki. Zupa nie zwaliła mnie z nóg, ale pierożki były naprawdę, naprawdę dobre! Wielkim plusem jest piękny widok na Wisłę i zaciszne miejsce, mimo bliskiej odległości od centrum, więc myślę, że rekompensuje to dość wysokie ceny.



5.Miss Kimchi
Tu niestety nie udało mi się dotrzeć, ale jako że miejsce w planach było, wrzucam na listę - może wy będziecie  mieli okazję odwiedzić ;)

6.Cafe Crystal
Ostatnim punktem wycieczki była właśnie kawiarnia Cafe Crystal. Po tym, jak znalazłam ich stronę na facebook'u nie mogłam się oprzeć i nie pójść!
Wystrój kawiarni jest cudowny, całkiem w moim stylu, więc z przyjemnością weszłam do środka. Miałam okazję po raz pierwszy spróbować bingsu - koreańskich lodów!
Zamówiłam ryżowe napoje, oraz bingsu o smaku matchy i te drugie...były okropne. Serio. Smak był gorzki, a w połączeniu z czerwoną fasolą na słodko, wydawał się jeszcze gorszy.
Na szczęście na ratunek przyszła mi moja mama, która dzielnie zwiedzała razem ze mną i oddała mi część swoich, tradycyjnych lodów. Te były o wiele lepsze! ;)
Z kawiarni wyszłam ostatecznie zadowolona i najedzona, ale mam dla was 2 rady, o których koniecznie powinniście pamiętać: nie bierzcie bingsu o smaku matchy (chyba, że lubicie jak lody są mdłe i gorzkie...) i najlepiej przyjdźcie na lody z kimś, sami raczej nie zjecie całej porcji!



Jestem bardzo zadowolona z mojej wycieczki i mam ogromną nadzieję, że będę miała okazję ją kiedyś powtórzyć, dodając nowe miejsca! A was jeszcze raz zachęcam do śledzenia bloga na bieżąco, aby obejrzeć fotorelacje :)
A jak wyglądał twój pierwszy bal? - Recenzja książki "Mój pierwszy bal"

A jak wyglądał twój pierwszy bal? - Recenzja książki "Mój pierwszy bal"

Tytuł: "Mój pierwszy bal"
Autorzy: John Green, Holly Back, David Levithan, E. Lockhart, Melissa de la Cruz, Daniel Ehrenhaft, Sarah Mlynowski, Ned Vizzini i inni
Liczba stron: 270
Wydawnictwo: Jaguar

"Mój pierwszy bal" to nic innego, jak zbiór opowiadań, dotyczących pierwszego balu bohaterów. 20 autorów zebrało napisane przez siebie przygody bohaterów podczas pierwszego balu w jednym miejscu i złożyło w książkę.
Kilka dłuższych opowiadań, kilka krótszych, kilka o przeżyciach pierwszego balu, kilka o tym, że nie udało się na niego wybrać, kilka całkiem odjechanych, a kilka w pełni realistycznych. A one wszystkie tworzą w jakiś sposób całość, w książce, pod tytułem "Mój pierwszy bal"

Pierwszy bal to ważny moment w życiu każdego z nas i myślę, że warto się wybrać chociaż po to, aby przekonać się, jak to jest. Ja na swój na razie wciąż czekam i mimo, że nieszczególnie lubię tańczyć, chciałabym jak najbardziej przyspieszyć ten dzień!



W przypadku tej pozycji naprawdę ciężko jest całkowicie położyć ją na półce "Podoba mi się" czy "Nie podoba".
Pomysł jest świetny,( aż sama miałam ochotę dołożyć do tego moje opowiadanie ) ale nie mogę całej książki przydzielić do jednej kategorii, bo opowiadania są tak różne, że ocenianie ich razem mijałoby się z celem ;)
Zacznę więc może od tych, które podobały mi się najmniej:

"Bal dla grubasek"  - Podczas gdy bal trwa w najlepsze, dziewczyny z tzw 'Klubu L' organizują konkurencyjną imprezę. Co oznacza 'Klub L'? Oznacza 'Klub grubych dziewcząt'...
Patrząc na zakończenie, mam wrażenie (zrymowało się, hah), że autor chciał propagować to, że osoby grube nie różnią się do innych - niestety, widać to tylko w zakończeniu. Przez całe opowiadanie dowiadujemy się, że większe osoby bez przerwy jedzą, jest dziwne, kiedy uda im się znaleźć partnera na bal, a ich imprezy prezentują się bardziej luźno, niż osób szczupłych. No przepraszam bardzo, ale co to za bzdury...? Przecież wszyscy jesteśmy tacy sami! Nie wiem, co autor chciał powiedzieć przez tą opowieść, ale wyszło naprawdę, naprawdę kiepsko.

"Zagubiony" - "Zagubiony" z kolei napisany jest z perspektywy chłopaka, który "spotyka" się ze swoim kolegą - Dutchem. Jest to pewnego rodzaju opowieść o ich miłości, czy raczej, jej początku, ale... Cała fabuła prezentuje się tak, że po kolei dowiadujemy się, gdzie wyżej wymienieni bohaterzy uprawiają seks. Dosłownie. Nie będę wdawać się w szczegóły, bo nawet nieszczególnie jest o czym mówić, skoro prawie całą fabułę już poznaliście.
Podoba mi się tylko ostatni, kilku zdaniowy akapit, kiedy to Dutch odwzajemnia uczucia głównego bohatera :) Naprawdę szkoda, że cała historia nie została napisana tak, jak ten akapit.

Ciężko mi powiedzieć, które z nich jest gorsze - myślę, że są na podobnym poziomie - ale na szczęście są to jedyne, które bardzo mi się nie podobały, reszta w większości była w porządku :)
Żebyście nie myśleli, że w książce zabraknie ciekawych opowiadań, przejdźmy teraz z kolei do tych, które najbardziej mnie zainteresowały:


"Jesteś królową balu.Tańcz" - Z pozoru zwykłe opowiadanie o introwertyczce, która wcale nie miała ochoty wybierać się bal, okazało się, jak dla mnie, prawdziwym sukcesem. Może dlatego, że trochę utożsamiam się z główną bohaterką, może dlatego, jak prawdziwie, bez idealizowania napisana historia, ale zdecydowanie uważam ją za jedną z lepszych i cieszę się, że miałam okazję ją przeczytać. Daje nam ona nadzieję i pokazuje, że to od nas zależy, jakimi ludźmi jesteśmy. Że to my decydujemy o samych sobie i że czasem warto zaryzykować, zmienić coś. Bo nie wiadomo, co przyniesie nam los :)

"Kurczak" - Najlepszy przyjaciel Elsie ma autyzm i gdziekolwiek nie pójdzie, zabiera ze sobą tytułowego kurczaka. Dziewczyna  ceni sobie ich obu, ale coraz częściej nie jest jej łatwo - przecież chciałaby wieść normalne życie, mieć przystojnego chłopaka, tańczyć na balu... A że bal jest wyjątkowym dniem, postanawia zabawić się wraz ze znajomymi. Niestety, w pewnym momencie, gdy nikt się tego nie spodziewa, kurczak zostaje trafiony kamieniem...
Strata zawsze nas zmienia, często bardziej, niż byśmy chcieli. Elsie dopiero, gdy tracą kurczaka, uświadamia sobie, jak ważny jest dla niej przyjaciel - Ben. Bo tylko prawdziwy przyjaciel jest kimś, kto zostanie na zawsze i nie opuści nas z byle przyczyny :)



Jest to tylko kilka przykładów z naprawdę wielu, które chciałabym wymienić. Nie rozpiszę wam jednak wszystkich dwudziestu, bo sama nie wiem, ile osób by to przeczytało ;)

Wiele lat temu marzyłam o zostaniu księżniczką, która tańczyłaby na balu, wśród książąt, białych koni i wróżek spełniających moje życzenia. I mimo, że oczywiście teraz już o tym nie myślę, pozostał pewnego rodzaju sentyment do bali. Książka jest bardzo pomysłową formą opowiedzenia o tym, jak może wyglądać bal - bo każde opowiadanie jest całkowicie inne, a jest ich aż 20! - i kończyłam ją czytać z uśmiechem na twarzy.

Nie gwarantuję, że każde opowiadanie wam się spodoba, zdziwiłabym się, gdyby tak było, ale myślę, że książka jest warta przeczytania. Na pewno się nią nie zawiedziecie! :)

Za egzemplarz bardzo dziękuję wydawnictwu Jaguar:
Koreańskie maski od Eveline Cosmetics

Koreańskie maski od Eveline Cosmetics

Może wiecie, a może jeszcze nie, ale NAPRAWDĘ uwielbiam koreańskie maseczki. Używałam ich nawet przed tym, jak zaczęłam interesować się Koreą!
Kiedyś,jakiś już czas temu, przechadzając się po sklepie i oglądając dostępne kosmetyki, moją uwagę zwróciły maseczki, na których opakowaniach widniały urocze zwierzątka. Bardzo lubię takie rzeczy, więc od razu sprawdziłam o co z nimi chodzi, a chwilę później stałam już przy kasie wraz z co najmniej kilkoma koreańskimi maseczkami w płachcie :)
Teraz znam już ich całkiem sporo, bo mimo, że mam swoje sprawdzone i ulubione produkty, wciąż kocham poznawać nowe! I właśnie dlatego przychodzę dziś do was z recenzją maski od Eveline Cosmetics - Charcoal Illuminating Ritual.



Z 6 dostępnych w tej serii masek, wybrałam Charcoal illuminating ritual z prostej przyczyny, jaką jest fakt, że przedtem nie miałam okazji testować maski w płachcie zawierającej aktywny węgiel ;)
W opakowaniu są dwie maseczki, więc myślę, że jak na cenę 9,99zł jest to naprawdę opłacalne!
 Jak wszystkie maski w płachcie, aplikacja jest bardzo prosta i wygodna, nie trzeba również jej zmywać (wręcz się nie powinno), co bardzo ułatwia nam cały proces i zabiera o wiele mniej czasu, niż w przypadku innych maseczek.

Materiał jest przyjemny w dotyku i myślę, że używanie ich w lecie jest szczególnie dobry pomysłem, ze względu na jego dosyć chłodną temperaturę (zwłaszcza na początku) i uczucie odświeżenia, czystości po nałożeniu! Jedynym jego minusem jest kształt, bo zamiast niewielkiego wycięcia, umożliwiającego oddychanie przez nos, została wycięta dziura, przez co nos praktycznie nie jest przykryty maską. Poradziłam sobie wmasowując w niego emulsję, która została w pustym opakowaniu, ale większym udogodnieniem mimo wszystko są  niewielkie wycięcia...



Po 8-krotnym, teraz już, użyciu, mogę stwierdzić, że po ich stosowaniu jakąś różnicę zdecydowanie widać. Pory - z którymi ciągle walczę ;) - są zwężone i mniej się zatykają, co dla mnie jest naprawdę ogromnym plusem, bo mało produktów skutecznie na nie działa, przynajmniej u mnie.
Zauważyłam, że przy regularnym stosowaniu (w moim przypadku co ok. 2-3 dni) powstaje nieco mniej wyprysków, a skóra jest bardziej niż zwykle oczyszczona.
Mimo, że jest to z założenia maseczka oczyszczająca, ma działanie również nawilżające, co przy mojej wiecznie przesuszającej się skórze jest świetnym dodatkiem, wspomagającym wszelkie kremy i inne produkty ją nawilżające.
Nie zauważyłam różnicy w matowości mojej skóry, ani jej blasku - co według producenta powinno się pojawić - ale ja jestem bardzo specyficznym przypadkiem, więc nie wiem, może u was się sprawdzi ;)



Podsumowując, przedstawiam wam główne plusy i minusy masek, które zakupiłam.

Plusy:
+ łatwa aplikacja i przyjemny materiał maski
+ uczucie odświeżenia
+ oczyszczenie skóry
+ zwężone, mniej zatykające się pory
+ działanie nawilżające
 + cena

Minusy:
- zbyt duże wycięcie na nos
- brak widocznych efektów w kwestii matowości, blasku skóry
+/- dosyć słaby i neutralny zapach

Myślę, że jeżeli szukacie masek o działaniu oczyszczających, z czystym sumieniem mogę polecić wam te Eveline :)
Ja sama na pewno w najbliższym czasie wypróbuję również inne z tej serii i mam nadzieję, że sprawdzą się równie dobrze!
A wy, stosujecie jakieś koreańskie maski w płachcie? Polecacie?



Cytaty w hangulu!

Cytaty w hangulu!

Dziś po raz kolejny przychodzę do was z dawką koreańskich słówek - tym razem są to cytaty :)
Osobiście lubię rozpisywać sobie podobne do tych na kartkach, które wieszam na ścianie magnetycznej myślę, że wygląda to super, zwłaszcza w hangulu!
Zachęcam was do tego, zawsze jakaś odmiana i aż miło spojrzeć na słowa pełne motywacji, zachęcające do działania :)

Przepraszam za tłumaczenie jedynie w języku angielskich, ale nie miałam czasu przełożyć na polski - tak, żeby dobrze brzmiało. Jeśli wolelibyście, żebym się tym jeszcze zajęła, to koniecznie dajcie znać w komentarzu, wtedy postaram się to załatwić w kolejnym poście :)

고생끝에낙이 - At the end of hardship comes hapinness



내일도 어저가 좋았을 갓이다 - Tomorrow will be better than yesterday



영원히 - Forever



원숭이도 나무에서 떨어진다 - Even monkeys fall from tree



돌아보지마 - Don't look back



꾸미 있다면 절대 포기하지마라 - If you have a dream, never give up



다괜찮을거야 - Everything will be alright



개가 웃는 이유는 너야 - You're the reason I'm smiling



내 마음이 들라나? - Can you hear my heart?


Jest to dopiero część pierwsza, więc nie wykluczam niedługiego pojawienia się kolejnych, jeśli post spotka się z zainteresowaniem z waszej strony :)


Uwiecznij wspomnienia z Saal Digital!

Uwiecznij wspomnienia z Saal Digital!

Zaraz po świętach miałam tyle na głowie, że całkiem zapomniałam o idącej do mnie paczce. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy nagle do drzwi zapukał kurier... ;) Ale oczywiście pozytywne, i to bardzo!



Saal Digital to strona oferująca nam przeróżne fotoprezenty - fotoksiążki, fotozeszyty, obrazy, kartki, kalendarze... i kilka innych. To właśnie ich różnorodność i szeroka oferta zachęciły mnie do bliższego poznania strony ;)
W ramach testowania zamówiłam u nich fotozeszyt, składający się z - o ile się nie mylę - 52 stron. Miałam możliwość personalizacji całego zeszytu, ręcznego ustawiania zdjęć, dodawania tekstów, a także dostępnych w aplikacji obrazków. Cały proces był dość czasochłonny, ale zaczynając, nie miałam nawet wybranych zdjęć do zeszytu, więc nic dziwnego.
Mój fotozeszyt zamieniłam w zbiór koreańskich zdjęć. Zaraz po okładce znalazła się mapa Seoulu, następnie zdjęcia moich koreańskich idoli, przeróżne inspiracje i kilka cytatów.
Myślę, że prezentuje się super, zwłaszcza okładka, która wydrukowana wygląda jeszcze lepiej niż w wersji elektronicznej :D
Papier jest przyjemny w dotyku, dosyć gruby, przez co strony nie zegną się tak łatwo, a wydruk dobry - zdjęcia wyglądają niemal jak wywołane!


Całość zeszytu projektowałam w aplikacji Saal Digital, i to właśnie do niej mam pewne zastrzeżenia.
Otóż przy wstawiania każdego zdjęcia, mogliśmy zobaczyć, jakiej jakości jest według aplikacji. Większość zdjęć miałam bardzo dobrej jakości, trafiło się również kilka takich o dobrej. Nie Wiem, jak wy uważacie, ale dla mnie jakość dobra powinna być DOBRA. I przy wydruku na rozmiar mniejszy niż A5 nie powinno być problemów...
Najwidoczniej jednak aplikacja ma inne pojęcie słowa dobry, i wprowadziła mnie w błąd kilka razy kiedy to powiększyłam zdjęcia dobrej jakości na całą stronę, a po wydruku okazało się, że są znacznie rozmazane i wcale nie prezentują się tak, jak powinny zdjęcia tej jakości...
To jedyny minus Saal Digital, jaki zauważyłam, więc mimo wszystko ocena zdecydowanie pozytywna :)
A teraz, kiedy już mam jakieś doświadczenie, na pewno będę pamiętała, żeby wybierać same zdjęcia bardzo dobrej jakości, i tym samym nie popełnić drugi raz tego błędu!


Kolejne zakupy u nich - tym razem może fotoksiążkę - planuję po moim wyjeździe do Korei (czyli jeszcze nie wiem kiedy...), abym mogła uwiecznić na papierze wspomnienia stamtąd i zebrać najlepsze ujęcia w jednym miejscu. Nie mogę się już doczekać!
Myślę, że fotoksiążki i fotozeszyty, oprócz dla nas samych, mogą również być ciekawym pomysłem na prezent dla naszych bliskich - na przykład poprzez zebranie wspólnych zdjęć z wakacji, czy inneg wyjazdu. Pomysł jest oryginalny, więc

    Zapraszam was również na Instagram Saal Digital :)



   A wy, co umieścilibyście w swoim fotozeszycie/fotoksiążce? A może już taki zamawialiście?


Copyright © 2014 Chinguui blog , Blogger