Wiosna

Wiosna

Tak długo wyczekiwana przez wszystkich, niosąca ze sobą słońce, ciepło i nowe życie - Wiosna. W końcu nadeszła :)
Na wielu blogach widziałam już tzw "wiosenne" posty. Ale, jak tak sobie myślę, trochę dziwnie byłoby pisać o wiośnie, kiedy za oknem leży śnieg, prawda? Bo padał jeszcze zaledwie kilka dni temu, kiedy wydawałoby się, że wiosna powinna rozpoczynać się pełną parą.
No ale w końcu wiosna to coś więcej niż dzień w kalendarzu...
Mając nadzieję, że dzisiejszy dzień jest ostateczną oznaką nadejścia wiosny - bo nie wiem, jak u was, ale u mnie jest pięknie! - chciałabym przedstawić wam mój pierwszy ( i nie wiem, czy nie jeden z ostatnich, hah) przepis na tym blogu :)

U nas w domu obchodzi się święta w dość nietypowy sposób. Sadzimy kwiaty, szukamy jajek, oglądamy filmy razem z psem.... A każdy powinien przygotować od siebie jakąś potrawę ;)
Jako, że nie jestem wielką fanką gotowania, przyrządzania, ani żadnego innego rodzaju przygotowywania jedzenia (tj. oprócz żelek, czy muffinek, których się nie piecze), w tym roku postanowiłam zrobić wiosenną sałatkę, która jest naprawdę prosta w przygotowaniu, skoro nawet ja sobie z nią poradziłam!




Składniki:
  • roszponka
  • pomidorki koktajlowe
  • mozzarella (opcjonalnie feta, ja jednak za nią nie przepadam)
  • oliwki
  • pestki słonecznika/dyni
  • czubrica
  • olej
  • trochę wody ;)
Sos:
Wystarczy wsypać czubricę do mieszanki olejku z niewielką ilością wody i mieszać, aż zajmie ona całą objętość sosu.

Przygotowanie:
Należy umyć roszponkę i pomidory, porozdzielać listki roszponki i pokroić na niewielkie kawałki pomidorki oraz mozzarellę. Następnie wsypać wszystko( oprócz pestek słonecznika) do miski i wymieszać razem z sosem, po czym zostawić na ok. 20 minut, aby listki przeszły smakiem naszego sosu :) Kiedy już odczekamy, jedyne co pozostaje zrobić, to przełożenie gotowej sałatki do czystej miski i posypanie słonecznikiem
Smacznego! :p



A skoro Święta Wielkanocne tuż tuż, chciałabym życzyć wszystkim mile spędzonego czasu, dużo wypoczynku, radosnych chwil w gronie najbliższych i smacznych potraw.
 Wesołych Świąt! :)
"Sny"

"Sny"


Jestem na pustej łące, ale nie jestem sama.
Rozglądam się.
Nikogo nie widać, nie słychać...
Jedynie czuć.
Chciałabym zobaczyć tą osobę.
Porozmawiać... Podziękować.
Ale... Nikt się nie pojawia.
Czuję, że ktoś mnie wspiera,
Mimo, że wcale go nie widzę.
Siedzę chwilę w ciszy, już się nie rozglądam.
Nie muszę wiedzieć, kim jest ta osoba,
Jeżeli dzięki temu przy mnie zostanie.
Uśmiecham się do siebie.
Po chwili budzę się i wracam do rzeczywistości.
Chciałabym...
Żeby ten sen okazał się prawdą.

Stoję na środku placu pełnego ludzi.
Chcę spytać, co się stało.
Chcę spytać, gdzie jestem.
Już, już do kogoś się odzywam...
Wszyscy odchodzą.
Idę przed siebie, próbuję znaleźć drogę.
Nagle upadam
I czuję, że nie mogę się podnieść.
Leżę chwilę na ziemi,
Aż w końcu udaje mi się wstać.
Ktoś podał mi rękę.
Teraz prowadzi mnie przez tłum nieznajomych i nagle...
Udaje mi się wydostać, w końcu mogę
Być bezpieczna...
Uśmiecham się do siebie.
Po chwili budzę się i wracam do rzeczywistości.
Chciałabym...
Żeby ten sen okazał się prawdą.

Jestem na polu pełnym maków.
Idę, nie zbaczając z krętej ścieżki.
Nie mam już siły podążać nią dalej...
Ale nie poddaję się.
Już prawie dotarłam do końca.
Jeszcze kilka kroków..
Jestem.
Lecz kiedy dochodzę do końca ścieżki,
Wydłuża się, odkrywając nowy fragment pola.
Nowe wyboje, a także nowe kwiaty.
Teraz muszę odpocząć.
Ale kiedyś uda mi się dojść do jej końca
-To wiem na pewno.
Uśmiecham się.
Po chwili budzę się i wracam do rzeczywistości.
Chciałabym...
Żeby ten sen okazał się prawdą.

Tym razem jestem w domu.
Nie moim
-Ten jest inny, ładniejszy.
A ciepło i  uczucia od niego bijące
Aż zachęcają do wejścia.
Siadam na kanapie.
Rodzina zdaje się szczerze cieszyć
Na mój widok.
Witają mnie.
Przytulają.
Jemy razem kolacje, rozmawiamy,
Oglądamy telewizję.
To wszystko, co robię codziennie.
Tylko... Tym razem czuję się szczęśliwa.
Robię to, bo chcę to robić.
Nie dlatego, że muszę.
Uśmiecham się.
Po chwili budzę się i wracam do rzeczywistości.
Chciałabym...
Żeby ten sen okazał się prawdą.

W pokoju jest całkowicie ciemno,
Nie wiem, gdzie się znajduję.
Ale myślę, że wiem
Co się teraz stanie.
Odejdę
-Tak jak o tym marzyłam,
Odejdę od mojego życia.
Przecież właśnie tego chciałam.
Dlaczego więc teraz, kiedy tu jestem
Wcale nie chcę odchodzić?
Próbuję otworzyć oczy, obudzić się
Wszystko na marne....
Przypominam sobie, jak bardzo chciałam
Żeby sny stały się prawdą.
Teraz,
Gdy już nie mogą się nią stać, widzę że były.
Tak usilnie nie chciałam tego zauważyć,
Starałam się wszystko od siebie odepchnąć.
I udało mi się.
Ale wcześniej...
Tak, wcześniej sny były prawdziwe.
I choć tak bardzo żałuję mojej decyzji,
Tej nocy już nie budzę się ze snu.
Zostaję tam.
Gdziekolwiek by to nie było.
A po chwili wszystko gaśnie...

~~~~~~~~
Zapraszam do dyskusji, przemyśleń, spostrzeżeń, uwag.... Na cokolwiek macie ochotę :)
Przyjazne psom miejsca w Korei

Przyjazne psom miejsca w Korei

Jakiś czas temu rozmawiałam z rodzicami o ewentualnym wyjeździe do Korei. Oprócz kwestii finansowych właściwie nie mieli większych zastrzeżeń- no ale co z psem?
Oczywiście zdążyłam już przejrzeć większość dostępnych w mojej okolicy hoteli dla zwierząt i ogłoszeń o prywatnych osobach zajmujących się zwierzętami, a także zorientować, czy ktoś z rodziny nie mógłby ewentualnie się nim zająć. Nie jest to duży problem- na pewno o wiele mniejszy niż zabranie psa do samolotu, bo tego mój Szafik by nie wytrzymał bez naprawdę mocnych tabletek uspokajających, którymi przecież nie chcemy go faszerować. Ale gdyby jakoś się udało...?
Na wszelki wypadek zaczęłam już szukać miejsc, w które można by udać się z naszym pupilem, bo nawet jeśli teraz się nie uda, kiedyś, w przyszłości chciałabym mieszkać w Korei, a bez zwierzaka nie wyobrażam sobie życia ;)
Znalazłam artykuł, który świetnie to przedstawia i oczywiście za pozwoleniem autora, chciałabym dziś przedstawić tłumaczenie jego treści na język polski (link). Cała strona poświęcona jest wszystkiemu, co związane z Koreą Południową, k-popem a nawet dramami. Naprawdę polecam, jeśli chcielibyście szukać informacji o czymkolwiek, bo znajdziecie tam prawie wszystko : link 

W przeszłości w Korei Południowej właściwie niewiele było właścicieli psów i innych futrzastych zwierzaków, dziś wiele miejsc jest specjalnie dla nich, lub przystosowane do ich przyprowadzania. Właśnie takie miejsca w Seoulu wam przedstawię, myślę, że jeśli ktokolwiek ma w planach wyjazd tam i zabranie zwierzaka, naprawdę warto skorzystać choć z kilku propozycji, dzięki którym nie tylko wam, ale i waszemu psu wyjazd może się spodobać :)

 © Emmanuel DYAN/flickr

Kawiarnie i hotele dla psów

Urban Dog
Duży, bo o powierzchni 100 metrów kwadratowych basen, z którego korzystają tylko nasze psy, wraz ze zjeżdżalniami i innymi atrakcjami specjalnie dla nich, przestronny hotel dla zwierząt i nowoczesny sprzęt do trenowania lub zabawy z naszymi pupilami to główne atrakcje kawiarni Urban Dog. Podczas gdy nasze psy hasają w basenie lub na sprzętach, personel dba o ich najwyższe bezpieczeństwo i czystość, a kamery bezpieczeństwa nagrywają wszystko, co tam się dzieje.
Dodatkowo, w każdą środę oferują nam całkowicie darmowe szkolenia dla psów pod okiem trenerów.

335, Hyoryeong-ro, Seocho-gu, Seoul, South Korea; +82-2-525-1550 


Sansang Puppy Cafe
Jeśli zabawa jest czymś, co twój pies lubi, koniecznie zajrzyj do Sangsang Puppy Cafe w dzielnicy Hongdae. Ta dobrze zorganizowana kawiarnia posiada 3 sfery, z których ty i twój pupil macie możliwość korzystać: wejściowa, do której wchodzimy z ulicy, strefa poznawania się i sala zabaw.
Po wejściu psy mogą zapoznać się z innymi, a wy z ich właścicielami. Gdy zwierzaki poczują się już komfortowo, możecie przejść do sali zabaw i korzystać z jej możliwości. Kawiarnia oferuje również usługi hotelowe specjalnie dla waszych psów i programy treningowe. Opłata za wstęp wynosi 8000 wonów- jakieś 25 złotych, w cenie jest również napój.


Parki przyjazne psom

DaDogDaDog Park
Wszystkie większe psy na pewno pokochają ten przestronny park dla psów, wraz z kawiarnią i sklepem. Składa się on z dwóch sekcji- jednej dla dużych psów, drugiej dla tych mniejszych. Za wstęp płacimy odpowiednio 7000 wonów(22 złote) za wstęp z małym psem i 10000(31 złotych) z dużym. Możecie przynosić i jeść swoje własne jedzenie, przy stolikach do tego przygotowanych, o ile nie wniesiecie go na ogrodzone tereny. Przyjazny personel jest cały czas do waszej dyspozycji i robi wszystko, aby zapewnić wam i waszym pupilom miły czas, a także oferuje wodę i torebki na psie odchody. Mimo że jest kawałek poza miastem, a dojazd nie jest najlepszy, park zdecydowanie warty jest odwiedzenia.
 
Post udostępniony przez Minzy 💎 (@miin__zy)


Publiczne Parki
W Seoulu znajdują się 3 publiczne parki, w których psy są mile widziane :)
Seoul Children's Grand Park, Peace Park i Boramae Park, gdzie zwierzaki mogą korzystać z różnych udogodnień- w tym czyste, otwarte przestrzenie, mini płotki do skakania i inne zabawki specjalnie dla nich. Otwarte są od marca do listopada i w tym czasie psy i ich właściciele mogą bezpłatnie z nich korzystać. Jedynym wymaganiem jest konieczność zarejestrowania psów w Animal Protection Management System , czyli systemie zarządzania ochroną zwierząt w Korei.




Przyjazne psom bary i restauracje

The royal food and drink
To niewielkie bistro położone w centrum dzielnicy Haebangchon jest jednym z najlepszych miejsc,w których.
Ale tym, co szczególnie wyróżnia The royal food and drink pod kątem przyprowadzania psów, jest to, że personel chętnie wita waszych futrzastych przyjaciół.

Post udostępniony przez The Royal Food and Drink (@theroyalfad)


Southside Parlor
Southside Parlor już kilka lat temu wyrobił sobie opinię jednego z najlepszych barów koktajlowych w Seoulu, dzięki uprzejmej obsudze i niesamowitym koktajlom, powstałych z pomysłowych połączeń lokalnych, sezonowych składników. Niedawno stał się znany również z tzw. Puppy Happy Hour, odbywającego się na dachu, z  widokiem na Itaewon. Pamiętaj jednak o zabraniu własnych torebek na kupy!



A to tylko przykłady przeróżnych barów i restauracji przyjaznym psom w Seoulu!

Galerie przyjazne psom

Starfield mall
Nie tak dawno temu w Seoulu powstała pierwsza galeria, do której wstęp mają psy. Jest to właśnie Starfield mall.Mogą  one wchodzić do samej galerii oraz do wielu sklepów, oznaczonych naklejką na drzwiach. Co więcej, galeria oferuje również ogromny sklep dla zwierząt domowych- Molly's Pet Shop, a  Siheung Premium Outlets szczyci się parkiem na 1 piętrze.
 

Hotele przyjazne psom

Hotel Cappuccino
Jeśli wybierasz się do Seoulu, Hotel Cappuccino w dzielnicy Gangnam jest jedym z wielu miejsc, które chętnie przyjmą zarówno was, jak i waszego pupila, a nawet 2, niestety jedynie do 10 kilogramów, choć myślę, że nikt ich tam nie waży, więc chodzi tylko o orientacyjną wagę. Oferują oni drewniane podłogi, łóżko, zabawki, wszelkie produkty higieniczne, jakie mogłyby być potrzebne psu, a nawet ubranko do spania. Przygotowują także specjalne potrawy dla psów, bez dodatku soli czy przypraw. Procent z zysków hotelu przekazywany jest na ochronę praw zwierząt w Korei.


  

Four Seaasons Hotel
Jeśli twój zwierzak naprawdę czuje się VIP'em i zasługuje tylko na najlepsze warunki, a ty chcesz przeznaczyć na wasz pobyt sporą kwotę, koniecznie zatrzymaj się w Four Seasons Hotel na obrzeżach Seoulu. Pieski mogą cieszyć się takimi udogodnieniami jak zabawki, antypoślizgowa mata do spania, materac do karmienia i tabliczka z imieniem.


Jeśli jednak nie masz funduszy na wymyślne hotele, sprawdź Pet Sitting Network-South Korea
-anglojęzyczną grupę na facebook'u dla miłośników psów w Seoulu, oferujących swoje usługi za darmo, za niewielką opłatą lub depozytem.
Wiele osób jest również aktywnych na stronie Animal Rescue Korea ,zajmującej się ratowaniem porzuconych zwierząt, szukaniem domów dla tych do adopcji i oferująca zajmowaniem się waszymi pupilami.
Jeśli jesteś zajęty i potrzeujesz kogoś, kto będzie miał oko na twojego zwierzaka, lub wyprowadzi go na spacer, VVeWalk oferuje przeróżne usługi w przystępnej cenie :)



Post udostępniony przez Vivian lee (@vvewalk)


Które miejsca sami chcielibyście odwiedzić? A może znacie jeszcze jakieś inne, niewspomniane w poście? 


Od innego świata dzieli nas tylko otwarcie książki - "Kroniki Jaaru.Księga luster"

Od innego świata dzieli nas tylko otwarcie książki - "Kroniki Jaaru.Księga luster"



Tytuł książki: "Kroniki Jaaru. Księga luster"
Autor: Adam Faber
Wydawnictwo: Czwarta strona
Wydanie: W twardej oprawie, wygodna do czytania czcionka :)
Ilość stron: 451

 Kate Hallander przez całe życie myśli, że jest zwyczajną nastolatką, z kompleksami, do znudzenia monotonnym życiem i przyjaciółką, która nie myśli o niczym innym jak o chłopakach, których zresztą zmienia jak rękawiczki.
Pewnego dnia Kate udaje się jednak do sklepu przyjaciółki jej ciotki - Selene - i odkrywa coś niezwykłego.
Nie jest to bowiem zwykły sklep, a sklep dla czarownic. W którym zamiast gazet i powieści znajdziemy księgi zaklęć, zamiast owoców i  warzyw zioła, potrzebne do rzucania czarów, a kawałek dalej możemy zobaczyć magiczne kryształy, miecze, sztylety, kociołki, różdżki... I inne niezbędne czarownicom przedmioty.
Odkąd Kate odwiedziła sklep po raz pierwszy, nie może przestać o nim myśleć, a niezwykłe przyciąganie sprawia, że zaledwie kilka dni później ponownie do niego zagląda, i tym razem nie wychodzi z pustymi rękami. Wychodzi z Księgą luster - księgą przez duże K.
Kiedy magia wkracza w jej życie, zmienia się dosłownie wszystko. Bo wszystko wygląda inaczej, kiedy twój przyjaciel ma błękitną skórę, a ty za pomocą prostego zaklęcia potrafisz otworzyć przejście i nagle znaleźć się po drugiej stronie miasta, czy nawet - w innym świecie.
Już od samego początku tej niezwykłej przygody Kate nie ma łatwo. W pierwszych chwilach jej pobytu w Jaarze - magicznym świecie, do której przenosi się za pomocą Księgi - przerażający likantus próbuje odebrać jej życie i okazuje się, że nie jest jedynym, który tego pragnie...
 Dziewczyna i jej fer z Jaaru, Fion, muszą szybko nadrobić zaległości w wiedzy magicznej Kate, bo nigdy nie wiadomo, co może przynieść jutro.
I mimo, że wszytko zdaje się dziać przeciwko niej, udaje jej się znaleźć kilka osób, gotowych jej pomóc, nawet za cenę śmierci - Prawdziwych przyjaciół.
I tu chciałabym przytoczyć wam niezwykły wiersz zawarty w książce, a w Jaarze powiązany z jednorogim obrońcą Kate, Jawisem :

Nie stój i nie płacz nad grobem mym,
Ja nie umarłem, nie ma mnie w nim.
Ja będę puchem, co z nieba spadł,
Moje westchnienie uniesie wiatr.
Stanę się złotem rosnących zbóż,
Zostanę deszczem jesiennych burz.
Gdy cię Pan Wschodu zbudzi ze snu,
Trzepotem skrzydłem zawtóruję mu.
Ja będę siłą ukrytą w pniach
I tajemnicą gwiazd będę ja.
Nie stój i nie płacz nad grobem mym,
Bo nie umarłem, nie ma mnie w nim.


 W "Księdze luster" Adam Faber ukazuje nam dwa równoległe światy: ten, który znamy na co dzień, i tajemniczy Jaar, zamieszkały jedynie przez istoty magiczne. I mimo tak wielu między nimi różnic, wcale nie są sobie aż tak dalekie, jak się wydaje..

Książka wciąga tak bardzo, że nie mogłam oderwać się od niej aż do ostatniej,451 strony. Czytając ją zdążyłam zjeść kolację ( co było dosyć trudne, cały czas uważając, żeby przypadkiem nie ubrudzić książki), wypić kilka szklanek wody, a będąc gdzieś w połowie wyszłam nawet na krótki spacer, aby pooddychać świeżym powietrzem ;)
Klimat powieści jest trochę bajkowy, gdzie magia nieustannie przeplata się z rzeczywistością, a świat Jaaru ze światem Kate, czyli środkiem tętniącego życiem Londynu. "Księgę luster" czyta się bardzo przyjemnie i gładko, więc nawet nie wiadomo, kiedy strony uciekają.

W wielu książkach widziałam już wprowadzane na siłę opisy i wyjaśnienia, wprowadzające nas w fantastyczny świat, jednak w "Kronikach Jaaru" tym na pewno nie musimy się martwić. A.Faber zgrabnie wprowadza je w dialogi bohaterów, lub przemyślenia Kate w sposób, który tylko jeszcze bardziej zachęca do czytania jego książek.

Jedna z niewielu rzeczy jakie NA PRAWDĘ nie spodobały mi się w książce, jest jej opis.
Po przeczytaniu go, poznajemy właściwie połowę fabuły i nie jesteśmy zaskoczeni, kiedy wydarzenia toczą się właśnie w ten sposób. "Księga luster" to książka, której opis można napisać na mnóstwo sposobów tak, aby zachęcał czytelników. Sama kilka wymyśliłam, hah ;)
Niestety opis, który możemy znaleźć na tylnej okładce z pewnością nie zachęca, i gdyby nie fakt, że już wcześniej słyszałam dobre opinie o książce, nie wiem, czy sięgnęłabym po nią po jego przeczytaniu...
Mimo wszystko książkę zdecydowanie oceniam na plus i myślę, że warto po nią sięgnąć :)


Czy Jaar istnieje na prawdę? Weźcie w dłoń athame, wypowiedzcie zaklęcie i sami się przekonajcie!

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona :



Koreański słowniczek

Koreański słowniczek

Dostałam już kilka zapytań dotyczących kolejnych postów o nauce koreańskiego, dlatego też postaram się wznowić serię :) W tym poście przedstawiam wam 25 słówek, zwrotów i zapytań, które mogłyby przydać się w codziennych rozmowach w Korei, lub nawet przez internet, w razie poznania Koreańczyka. Myślę, że dużym błędem jest skupianie się na tych zwykłych słówkach - nazwach zwierząt, kolorów... Oczywiście, one również są bardzo ważne, ale jeśli się na nich za bardzo skupimy, to nie uda nam się z nikim dogadać ;) Chyba, że wam się uda, ja na razie nie wpadłam na to, jak mogłoby się to udać, hah. Nie przedłużając, przejdźmy do naszego słowniczka, a konkretnie jego pierwszej części :

좀 도와 드릴까요? - W czym mogę pomóc?

아시겠습니까? - Rozumiesz?

죄송하지만, 말씀하신 것을 잘 이해하지 못했습니다- Przepraszam, nie zrozumiałem/am

축하합니다 - Gratulacje!

많이 드십시오 - Smacznego!

또 오십시오 - Zapraszamy ponownie

여기 누군가 영어로 말할 수 있습니까? - Czy ktoś tu mówi po angielsku?

그것을 다시 반복해 주세요. - Proszę powtórzyć

잠시만 기다리세요 - Proszę chwilę zaczekać

저는 한국어를 할 줄 모릅니다 - Nie mówię po koreańsku :p

 당신을보고 - Do zobaczenia

안녕히 주무세요 - Dobranoc

사랑합니다 - Kocham cię

신속히 쾌차하시길 바랍니다 - Wracaj do zdrowia!

행복한 부활절 되세요 - Wesołych świąt Wielkanocnych :)

건강히 지내세요 - Trzymaj się

우리 연락을 안한지 너무 오래 됐다 - Minęło sporo czasu, odkąd ostatnio się kontaktowaliśmy

제 생각이에요. - M/oim zdaniem

지금 말구요 - Nie teraz

잠깐만 어디좀 - Zaraz wracam

누구세요? - Czy my się znamy?

지금 - Teraz, w tym momencie

제가 빚진게 있네요 - Jestem ci winien przysługę

얘기하고 싶은게 있어요. - Zaproszenie o rozmowy

미리 감사드려요 - Z góry dziękuję




Wyzwanie pisarskie: dzień 4 + info

Wyzwanie pisarskie: dzień 4 + info

Co chciałabym robić za 10 lat?

Myślę, że marzenia można podzielić na dwie kategorie - te, w których spełnienie wierzymy i te, których spełnienie jest dla nas raczej nierealne. Tłumaczymy sobie, że przecież nie można mieć wszystkiego - realne marzenia nam wystarczą. I tak, oczywiście jest to prawda, nikt nie zdoła zrealizować wszystkich swoich marzeń. Ale ten podział my ustalamy. I to od nas samych zależy, które marzenia przypiszemy do tych, których spełnienie jest prawdopodobne. Bo można przypisać do nich wszystko, o ile wierzymy siebie. A jeżeli się postaramy, przyłożymy do budowania własnego życia - kto wie, co spotka nas za kilka lat...


Moje marzenia nigdy nie były wygórowane. Marzyłam o rzeczach które spokojnie mogłabym osiągnąć z odrobiną szczęścia. Ale, jako pesymistka, uważałam, że to niemożliwe, że lepiej nie łudzić się, że kiedyś się uda, bo tylko będę zawiedziona. I kiedy tak myślałam, faktycznie się nie spełniały. Oczywiście nie wszystkie, ale te, których nie można kupić, lub zrealizować bez żadnego wysiłku.

Pewnego dnia obudziłam się i tak sobie pomyślałam chwilę o sobie. No bo właściwie dlaczego nie miałabym zacząć ich spełniać? Dlaczego miałabym w siebie nie uwierzyć?
Wciąż nie do końca mi się udało, ale z każdym kolejnym celem, który udaje mi się zrealizować - nie musi być duży, wystarczy bardzo mały, ale taki, na którym nam zależało - coraz mocniej czuję, że to my decydujemy o większości spraw. Czy nam się uda je zrealizować, czy też nie...


Za dziesięć lat chciałabym, żeby było podobnie do tego, jak jest teraz. Chcę wciąż prowadzić bloga - niekoniecznie tego, bo różnie bywa, może przestanie mi się podobać Korea, hah. Ale prowadzić go, i osiągnąć sukces w blogowaniu. A sukcesem nie musi być przecież jeden z najpopularniejszych blogów... Myślę, że sukcesem jest sam fakt, że się pisze przez tyle czasu, i to pisze dobrze, tak, że ktoś nas czyta. I to, że nam samym podoba się to, co piszemy.
Chciałabym mieć bliskie mi osoby - rodziców, przyjaciół, może "kogoś jeszcze" ;)
Oczywiście byłoby cudownie, gdyby do tej pory udało się co najmniej raz polecieć do Korei. Ale zobaczymy, jak się wszystko potoczy :)

I to, że tak niewiele chcę zmienić w moim życiu, to kolejny dowód na to, że jestem szczęśliwa. A ponieważ jestem szczęśliwa, to cała reszta ma już o wiele mniejsze znaczenie.

A wy, co chcielibyście robić za 10 lat? Chcielibyście coś zmienić w swoim życiu, poprawić? A może pasuje wam to, co macie teraz?

WAŻNE INFO

Na moim fanpage'u pojawiła się ankieta dotycząca tego, co w najbliższym czasie chcielibyście zobaczyć na moim blogu. Będzie mi bardzo miło, jeżeli zajrzycie i zagłosujecie. W końcu zależy mi właśnie na tym, żeby posty się wam podobały :)
Zapraszam tutaj ---- ankieta

Wyzwanie pisarskie: dzień 3

Wyzwanie pisarskie: dzień 3

A co, gdyby nie było jutra?


Jeżeli by wierzyć w to, że kiedyś nastąpi koniec świata - tak z dnia na dzień, wszystko po prostu się zakończy - to przecież mogłoby to być w każdej chwili. Nawet teraz, jutro, czy pojutrze. Nie wyobrażam sobie tego, naprawdę. Przecież jest tyle rzeczy, które jeszcze chciałabym zrobić. Tyle miejsc, które chciałabym zobaczyć. I tyle osób, które chciałabym poznać...


Ale co, gdyby faktycznie miało nie być jutra?

Myślę, że w tej sytuacji ludzi można podzielić na dwie grupy: jednych, którzy zamartwiali by się co teraz będzie, co się z nimi stanie, i jak to w ogóle jest możliwe.
I drugich, którzy postanowili by skorzystać z tego ostatniego dnia spełniając swoje marzenia i mądrze korzystając z tych ostatnich chwil.
Ja zdecydowanie należę do tej drugiej grupy. To znaczy... Na pewno bym się strasznie martwiła, ale to nie znaczy, że miałabym siedzieć i nic nie robić w ostatnich chwilach mojego życia. Gdyby potem miało nic nie być, albo mielibyśmy mieć inne życie po śmierci, to przecież nie moglibyśmy zrobić już tych wszystkich rzeczy, które możliwe są na Ziemi. Nie robiąc ich, stracilibyśmy na to ostatnią szansę, bo następnej prawdopodobnie by już nie było.
Nie trzeba przecież od razu stać się prezydentem, czy oblecieć całego świata, ale myślę, że warto byłoby robić wtedy coś, co sprawia nam przyjemność i daje radość. Tak, żebyśmy mogli dobrze zapamiętać to życie i nie żałować, że mieliśmy okazję je przeżyć.

Gdybym mogła poznać albo datę mojej śmierci, albo sposób, w jaki umrę, wolałabym poznać to pierwsze. No bo... Można by chociaż się przygotować. Pożegnać. Przypomnieć innym, jak się ich kocha. Dlatego myślę, że dobrze byłoby wiedzieć, że nadchodzi koniec świata.


Gdyby miało nie być jutra, na pewno chciałabym ten czas spędzić z najbliższymi mi osobami - psem, rodzicami, przyjaciółmi. Chciałabym razem z tymi wszystkimi osobami polecieć do Korei Południowej, do Seulu. Jeśli byłabym tam z nimi i czułabym się bezpieczna, nie chciałabym już niczego więcej. wtedy mogłabym spokojnie czekać, aż wszystko się skończy.

Ale myślę, że jeżeli koniec świata ma nastąpić, to mamy jeszcze naprawdę dużo czasu. Gdyby teraz świat się skończył, to byłoby tak, jakby ktoś przestał czytać książkę w połowie, daleko przed jej końcem. A książka nieprzeczytana do końca, nie może być przez nas zrozumiana. Dopiero zaczynamy orientować się w tym, jak toczy się zawarta w niej historia i nagle miałaby się skończyć?
Myślę więc, że jeżeli kiedyś to nastąpi, to nie za życia mojego, czy moich ewentualnych dzieci, ale dopiero, gdy zbliżymy się do końcowej okładki.

Co o tym myślicie? I co wy byście chcieli zrobić, gdyby miało nie nastąpić jutro?

Koreańska lista życzeń

Koreańska lista życzeń

 Jako, że wczoraj był dzień kobiet, poprzeglądałam trochę pozapisywanych wcześniej stron i ułożyłam listę rzeczy, które chciałabym sobie z tej okazji ( jakiś powód musi być )  kupić, lub dostać.
Jest tego całkiem sporo, więc pewnie nie uda się wszystkiego zdobyć teraz, ale propozycje są naprawdę fajne, więc można by wykorzystać je
Myślę, że mogą to też być fajne pomysły na prezent dla  wszystkich interesujących się Koreą, czy ogólnie wschodnią Azją, więc zapraszam do czytania! :)

1. Wstęp do Galerii Koreańskiej

Muzeum Etnograficznie otworzyło niedawno, bo kilka tygodni temu, wystawę, dotyczącą Korei. Będziemy mieli możliwość wejścia do tradycyjnego koreańskiego domu i zwiedzenia jego wnętrza :) Wybieram się tam mniej więcej w połowie kwietnia, będę was jeszcze informować o szczegółach na mojej stronie na facebook'u.




 2. Azjatycki Zakątek

O tej stronie pisałam już co najmniej kilka razy, ale nie może jej zabraknąć, bo wciąż mam kilkanaście pozycji , które chciałabym zamówić ;) Jest to mój chyba ulubiony sklep internetowy z azjatyckimi rzeczami, mają naprawdę duży asortyment, a propozycje są  fajne i różnorodne, więc myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie :)
A tutaj rzeczy, które ja najbardziej chciałabym dostać.

 To tylko przykład, ale wszystkie ubrania z Listen Flavor są śliczne! Szkoda, że takie drogie, no ale trudno... Możecie znaleźć je tutaj.
 

Słyszałam o tych mlecznych maseczkach same pozytywne opinie, więc muszę w końcu wypróbować :D Ta konkretna jest kokosowa, ale na stronie możecie znaleźć również bananowe, truskawkowe, aloesowe, czekoladowe i o smaku zielonej herbaty!


Rilakkuma - nie może jej zabraknąć. Już od jakiegoś czasu marzy mi się ta maskotka i do tej pory nie miałam okazji jej kupić, hah.
 Ciekawych propozycji jest naprawdę wiele - maski ochronne, plecaki-worki, produkty spożywcze i jeszcze inne. Aż szkoda, że nie uda się kupić wszystkiego.

  3. Hanbok

Powiem wam, że nie miałam jeszcze okazji przymierzać tradycyjnego koreańskiego stroju - hanboka.
Początkowo szukałam raczej miejsca, gdzie mogłabym go wypożyczyć, ale właściwie żadnego nie znalazłam, więc postawiłam na zakup. Udało mi się znaleźć naprawdę ładny, w całkiem dobrej cenie - na promocji, więc uznałam to za dobry znak i prawdopodobnie uda mi się jeszcze dzisiaj zamówić :p
Planuję sesję zdjęciową w hanboku, więc jeśli dojdzie, na pewno się o tym dowiecie!
 Najbardziej podoba mi się biała opcja - niestety nie udało mi się zapisać zdjęcia, ale ten jest na drugim miejscu, też całkiem ładny.



4. Zakupy spożywcze i nie tylko ;)
Będąc w Warszawie w celu zwiedzenia Galerii Koreańskiej mam zamiar odwiedzić również kilka innych interesujących miejsc, między innymi właśnie koreański sklep spożywczy, Korea House i co najmniej 2 orientalne restauracje.
Jeżeli znacie jakieś fajne miejsca w Warszawie, związane z Azją (i nie tylko, oczywiście!), będzie mi miło, jeżeli polecicie mi je w komentarzach, lub w innym miejscu, chętnie przeczytam wasze propozycje i je odwiedzę :)
  5. Koreańskie kosmetyki
 Ten punkt również nie powinien być dla nikogo zaskoczeniem - uwielbiam azjatyckie kosmetyki!
Ostatnio preferuję raczej zamawianie przez internet - isuki, beautikon, cocolita, koreański sekret - ale jeśli polecacie jakieś miejsca w Warszawie, Krakowie, albo nawet Katowicach, chętnie do nich zajrzę :D

Na ten moment to chyba tyle, chociaż lista została skrócona o ponad połowę, po wycięciu rzeczy, które przełożyłam na inną okazję (za 2 miesiące mam imieniny!).
A wy, co chcielibyście dostać z okazji dnia kobiet? Albo - co dostaliście?



Wyzwanie pisarskie: dzień 2

Wyzwanie pisarskie: dzień 2

Czym dla mnie jest szczęście?

Szczęście. Tak często mówimy, że jesteśmy szczęśliwi... Znalazłam idealną bluzkę na urodziny mojej przyjaciółki, udało mi się dobrze napisać sprawdzian z matematyki, a YouTuberka, którą lubię, przyjeżdża za kilka dni do Krakowa - czuję się szczęśliwa.
Ale czy na prawdę wtedy jestem? Wystarczyło by kilka komentarzy innych: bluzka jest beznadziejna, zachowuję się jak kujon, tą YouTuberkę oglądają tylko przegrywy. Nie, nie przejęłabym się tym. Przynajmniej tak by mi się wydawało, bo przecież nie zmieniłoby to mojego zdania. Ale... dlaczego w takim razie szczęście rozpłynęłoby się, zostawiając tylko lekkie zadowolenie?

zdjęcie autortwa @zuzkob :)

Szczęście nie przychodzi ot tak. Czasami nawet nie zauważamy granicy między czasem, gdy go nie było, a gdy się pojawiło. Po prostu jest. Szczęście - to poczucie bezpieczeństwa i tego, że nie jesteś sama. Czasem jest z tobą osoba - ale nie pierwsza lepsza, przypadkowa. Taka, która z tobą zostanie, nie opuści cię, niezależnie od tego, co mogłoby się wydarzyć. Czasem jest z tobą pasja, która daje ci powód, by chciało ci się wstać rano i przetrwać dzień.
Czasem jest z tobą miejsce, zwierzę, a nawet marzenie, które dodaje ci sił. Powodów do szczęścia może być mnóstwo, może być nim praktycznie wszystko - musisz tylko odnaleźć swój...

Zamknij oczy i na chwilę zostaw w tyle wszystkie swoje problemy, troski czy smutki. Zastanów się chwilę, pomyśl o swoim życiu i tym, co się w nim pojawia. Spróbuj dostrzec to, co daje ci szczęście. Przecież tak wiele możesz stracić, tyle może cię ominąć, jeśli tego nie zauważasz.
Szczęście to temat, na który można wypowiadać się bez końca. Każdy ma swoją własną jego definicję i własną na nie odpowiedź. Ale wystarczy zadać sobie samemu to pytanie i usłyszeć na nie odpowiedź.
Czy jestem szczęśliwa?

 zdjęcie autortwa @zuzkob :)

Tak, jestem. Mam tyle problemów i trudnych sytuacji, że czasem po prostu nie mam siły wstać i kolejny raz robić tych samych czynności. I kiedy leżę z zamkniętymi oczami, zastanawiając się co zrobić i czuję mokry nos mojego psa na  policzku, wtedy wiem, że jestem szczęśliwa. Że do szczęścia wcale nie trzeba tak wiele, jak niektórym się wydaje.

A kiedy jestem, wszystko wokół wydaje się lepsze, piękniejsze i bardziej żywe. Tak jakbym znalazła się w innej wersji tego nudnego świata.

Czym dla was jest szczęście? Czy jesteście szczęśliwi?


Wyzwanie pisarskie: dzień 1

Wyzwanie pisarskie: dzień 1

Czego nie mogłabym zrobić?


Nie mogę tego zrobić, nie dam rady, nie mogę tam pojechać, nie mogę tego powiedzieć, nie uda mi się...
Nie mogę. Co to właściwie znaczy? Kiedy mówię "Nie mogę.", czy naprawdę nie mogę tego zrobić? Ale co mnie powstrzymuje? Jedynie strach. Strach, przed spróbowaniem czegoś nowego. A jest on tak naprawdę bardzo potężny i wiele z nas jest przez niego kontrolowanym.
Pomyślcie. Jakże nasze życie mogłoby być inne, gdyby nie ciągły strach. Boimy się tego, że nam się coś nie uda. Że się skompromitujemy. Boimy się zmienić coś w naszym życiu. Boimy się działać. Boimy się powiedzieć, co naprawdę myślimy i boimy się myśleć, że będziemy musieli to powiedzieć.
A kiedy się czegoś boimy, zazwyczaj unikamy tego, staramy się zlikwidować szansę spotkania z naszym lękiem do minimum, a kiedy w końcu się pojawia - uciekamy. I niekoniecznie musi być to metafora.


Uciekając, jedyne co zyskujemy, to przesunięcie spotkania z naszym lękiem. Ale zazwyczaj kiedyś, za jakiś czas, i tak na niego natrafimy. Uciekając, tylko wzmacniamy lęk. Nie dajemy szansy samym sobie, aby coś zmienić, poprawić.
Kiedy boimy się spróbować, to od nas zależy, co postanowimy. Ale czego tak naprawdę się boimy? Samej rzeczy, czy tego, że jej nie znamy? Pod wpływem strachu naprawdę ciężko jej poczuć, która odpowiedź jest prawidłowa. A tak naprawdę nie wiemy przecież, czy powinniśmy się bać. Nie wiemy, bo nie spróbowaliśmy.
Jest wiele rzeczy, których moglibyśmy się bać, tylko czy naprawdę warto? Uważam, że strach nie jest niczym złym. Ale strach, który ma jakieś podstawy. Spróbowałeś kiedyś skakania ze spadochronem, ale wciąż się tego boisz, i nie chcesz powtórzyć? Okej, może znajdziesz coś lepszego dla siebie. Ale jeśli boisz się wsiąść na statek i popłynąć, choć jeszcze nigdy nie miałeś okazji tego robić? A skąd wiesz, czy ci się nie spodoba? Czy akurat wtedy nie poczujesz powołania do sterowania statkami? A może odkryjesz w sobie pasję do nurkowania? Nie wiesz tego, bo za bardzo bałeś się spróbować.

Zdjęcie autorstwa Zuzkob ♡

Myślę, że jeżeli mamy okazję, powinniśmy z niej skorzystać. Bo drugi raz może się nie trafić. Bo możemy tego później naprawdę żałować. Właśnie przez ten strach nie umiem teraz surfować, ani razu nie byłam na tyrolce, a życie wcale nie skłania się, abym po raz drugi dostała się do grupy, z której zrezygnowałam. Nie pozwalajmy mu kontrolować przebiegu naszego życia, który przecież sami powinniśmy ustalać.

Czego więc nie mogłabym zrobić? Nie mogłabym latać balonem, nie mogłabym publicznie występować, o ile nie zostałabym do tego zmuszona, nie mogłabym spędzić całego dnia chodząc po górach i na pewno nie mogłabym zjeść masła, brukselki lub szpinaku.
Wiem to, bo spróbowałam i podjęłam decyzję, że to nie jest coś dla mnie. Więc "nie mogłabym" nie oznacza wcale tego, czego bym nie mogła, a to czego bym chciała.

A wy, jak to widzicie? Czego byście nie mogli?
---------------------------------------------------------
Jako, że zaczyna się nowy miesiąc, ja zaczęłam nową serię na blogu. Każdy post będzie dotyczył moich przemyśleń dotyczących jednego pytania, tak jak w tym poście, a cała  seria powinna skończyć się wraz z marcem, ale zobaczymy, jak wyjdzie :) Co myślicie o takim pomyśle? Postaram się równolegle dodawać wciąż posty o Korei, nie martwcie się, za bardzo się nią interesuję, żeby zrezygnować pisania na ten temat, haha.
Nauka koreańskiego - prywatnie, czy w grupie?

Nauka koreańskiego - prywatnie, czy w grupie?

Zaczynając uczyć się języka koreańskiego, robiłam to sama, w domu. Starałam się przygotowywać różne materiały, szukałam fajnych aplikacji. Ale mam wrażenie, że wszystko wtedy trwało bardzo długo, a w dodatku, w internecie... Cóż, jest mnóstwo różnych wersji,chociażby tego, jak poprawnie wymawiać hangeul. Uczyłam się więc wszystkich wersji po kolei, myśląc, że ta następna jest już na pewno poprawna ;) I nie wiem, jak wy uważacie, ale według mnie warto mieć kogoś, kto może nam powiedzieć, jakiej wersji się uczyć i czy robimy to poprawnie.
Już po miesiącu nauki udało mi się znaleźć odpowiadającą mi lekcję. I tu chciałabym bardzo polecić wam stronę E-korepetycje , która jest chyba najlepszą do szukania zajęć, czy korepetycji - ogłoszeń nauki języka koreańskiego znalazło się aż 107 :)



Do tej pory uczyłam się i dalej się uczę, właśnie na prywatnych lekcjach z j. koreańskiego. Spotykamy się w domu pani, która mnie uczy, lub moim - obecnie jest z tym trochę problem, bo nie mamy stołu, ale powinien przyjść do tygodnia-dwóch czasu ;)
Jako że nie byłam całkiem początkująca, było trochę łatwiej, bo nie musiałyśmy przechodzić podczas lekcji przez alfabet. Pierwsze 4 godziny ( nie jednego dnia, oczywiście! ), jak nie więcej, poświęciłyśmy na przeróżne zadania związane z alfabetem i słowami, aby wszystko dokładnie omówić i sobie utrwalić - a dopiero później przeszłyśmy do gramatyki i zwykłej nauki języka.
Na lekcjach korzystam z kserówek angielskiej książki, podręcznika i ćwiczeń, dostałam także alfabet i kartki z innymi materiałami. Jako, że lekcje są prywatne, uczy się na nich  dosyć szybko i nie ma problemów z nierozumieniem czegoś, a pani jest naprawdę bardzo miła i we wszystkim pomaga.
Właściwie jedynym minusem jest dla mnie cena - 70 złotych za  godzinę to jednak dosyć sporo, zwłaszcza jeżeli wydaje się tyle przez dłuższy czas.

I właśnie dlatego wybrałam się wczoraj na lekcję organizacyjną "szkoły językowej", w której zajęcia miały odbywać się w grupie, żeby przekonać się, czy mogłabym ewentualnie chodzić tam od września. Myślałam, że mogłaby być to naprawdę dobra opcja i niestety bardzo się zawiodłam.
 Pierwsze wrażenie było całkiem dobre - pani lektor była wyglądającą na miłą Koreanką, inne osoby też wydawały się być w porządku. Jednak cała lekcja organizacyjna trwała 40 minut i przez cały ten czas pani lektor odezwała się do nas może raz, czy dwa. Początkowo myślałam, że jej polski nie jest szczególnie dobry, ale nie - do swojego męża, który "prowadził" tą lekcję odzywała się płynnie i bez żadnych problemów.
Następnym wielkim minusem była kwestia organizacyjna. Prowadzący nie mieli pojęcia, ile osób przyjdzie, przez całe zajęcia nie dowiedziałam się nawet, czego będziemy się uczyć (!), a zaraz po krótkim przedstawieniu każdej osoby dostaliśmy do podpisania umowy, nie mając pojęcia o zajęciach, za które mielibyśmy płacić. Nie będę już czepiać się samej umowy, chociaż  miałabym czego, ale byłam naprawdę zawiedziona przebiegiem zajęć. Powiem wam, że byłam po prostu w szoku, kiedy kilka z osób, które również tam przyszły, jeszcze na tych zajęciach zapłaciły za semestr...
Nie było może tragicznie, ale uważam, że skoro za takie zajęcia się płaci, ma się prawo wymagać pewnych rzeczy, zwłaszcza, że nie są to jedyne zajęcia z koreańskiego w moim mieście.

Zdecydowanym plusem była cena i fakt, że dostaliśmy fantastyczne maseczki z Korei, ale czy to są powody, z których wybiera się dane lekcje...?
No niestety, ja na razie jestem zdecydowanie na nie i myślę, że zostanę przy prywatnych zajęciach.

Copyright © 2014 Chinguui blog , Blogger