Azjatyckie maski uliczne - najnowsza moda!

Azjatyckie maski uliczne - najnowsza moda!

Kiedy padną słowa "azjatycka maska" prawdopodobnie większość osób pomyśli  masce w płachcie. Te w płachcie w ostatnim czasie stały się popularne na całym świecie, ale...nie są jedynymi, popularnymi w samej Azji. Jeśli wyjdziemy na ulicę jednego  większych miast Korei, czy Japonii, NA PEWNO zobaczycie wiele osób ubranych w maski, zasłaniające usta i nos.



W Polsce jedyne maski, jakie noszą, to maski antysmogowe - z blaszkami na nos, zaworkami, rzepami i specjalnymi wymiennymi filtrami, zakładane tylko w okolicy zimy - ewentualnie białe maski przeciwpyłowe, aczkolwiek takich widziała do tej pory tylko kilka. Ich główne zastosowanie to filtracja wdychanego powietrza, i dlatego właśnie niewielu stylowych Azjatów by je założyło, szczególnie tych pierwszych!

Maski przeciwpyłowe fashion, jak mówi sama nazwa, mają nie tyle filtrować, co być dodatkiem do codziennych stylizacji i je dopełniać. Funkcja filtrowania jest tylko "gratisem" do maski, choć oczywiście bardzo pozytywnym!
Niektóre są zwykłe, jednokolorowe - dostępne w naprawdę wielu odcieniach - ale inne zdobią wzory, czy nadruki. Możliwości jest naprawdę wiele, więc każdy znajdzie coś dla siebie, niezależnie od gustu :)


Dlaczego w ogóle w Azji noszą maski? 

Myślę, że każdy ma swój lub swoje powody, ale opierają się na tym samym. Niektórzy ze względów higienicznych - w Korei nawet samo kichanie uważa się za objaw infekcji - lub tylko jako stylowy dodatek.

Znacznie częściej niż u nas zdarza się tam też zaczepianie obcych i rozmowy z nimi. Dlatego właśnie ci, którzy mają ochotę na trochę spokoju zakładają słuchawki i/lub maskę. To taki "znak", że nie ma się ochoty na rozmowy, jednocześnie wyglądając dobrze ;)

Czasem, gdy ma się gorszy dzień i kiepsko się wygląda, zamiast malować się mimo braku ochoty wystarczy założyć pasującą maskę - i gotowe, nikt nawet nie zauważy!


Jaką maskę wybrać?

Nawet samych masek przeciwpyłowych fashion jest kilka rodzai! Moje są ze strony Creepycorn, oferującej ubrania w stylu azjatyckim - bluzy, bluzki, buty, maski... I nie tylko ;)
Dostępne na niej są 4 linie masek:
  • Cooterboy - maski "urban style" głównie dla miejskich sportowców, takich jak np.skaterzy czy rowerzyści.
  • Maskitch - typowe maski fashion, eleganckie i stylowe, często pokryte cekinami czy innymi ozdobnymi wzorami
  • Maskitch Sport - ze wszystkich czterech filtrują najlepiej, wykonane są z szybkoschnącej i przepuszczalnej tkaniny, a przeznaczone w szczególności dla biegaczy.
  • Nordic - maski "zimowe", wykonane z cieplejszej,trzymającej ciepło, tkaniny

Wybrałam po jednej z każdego rodzaju : jedna miętowa, pudrowo różowa, w czarno-białe cętki leoparda i czarna w białe kropki.



Najwygodniejsze okazały się gładkie maski, zwłaszcza różowa, z idealnym dla mnie kształtem i wielkością. Prawie nie czuć, że się ją ma na sobie! Również jeśli chodzi o paski, którymi zahacza się maskę o uszy, co dla mnie jest wielkim plusem, bo poprzednie maski miały je za krótkie i uwierały :)
Maska Cooterboy, czyli cętkowana, okazała się trochę za szeroka, a przez specyficzny krój wyglądało to dosyć... dziwnie. Nie wykluczam jednak, że to kwestia osobista, może na kimś innym będzie wyglądać dobrze.
Ta zimowa, jak mówi sama nazwa, wykonana jest z grubszego materiału, zbyt grzejącego, jak na lato, ale w chłodniejszym okresie może sprawdzić się świetnie!
Generalnie jestem bardzo zadowolona z wyboru, choć idealnie byłoby zamienić tą w cętki na jeszcze jedną jednokolorową.

Creepycorn to oczywiście tylko jedna ze stron, na jakich można kupić azjatyckie maski uliczne, ale szczerze mogę wam ją polecić na przyszłość, gdybyście zdecydowali się na zamówienie :)


Kiedy nosić maski przeciwpyłowe fashion?

To zależy tylko od was! Ja maski zakładam głównie na spacery(nad morzem sprawdzały się jeszcze lepiej, w końcu nie miałam włosów na twarzy!), czasem też idąc na miasto - ale w tym przypadku u nas maski sprawdzają się zupełnie odwrotnie niż w Azji, bo przyciągają uwagę, zamiast ją odwracać.

Możecie założyć je właściwie zawsze, gdy tylko macie ochotę i jeśli chodzi o bycie zaczepianym przez ludzi, faktycznie maski pomagają, ale trzeba się liczyć ze spojrzeniami niektórych z przechodniów. To właściwie jedyne kryterium :)



Jako zakończenie, powiem tylko, że przygotowanie dla was tej sesji było dla mnie wielkim wyzwaniem, więc mam nadzieję, że docenicie starania!
Sowia Poczta [lipiec 2018]

Sowia Poczta [lipiec 2018]

Jak pewnie zauważyliście, moja przygoda z podbijającymi polski rynek boxami dopiero się zaczyna, bo miałam ich dopiero 3 - jedno kosmetyczne, jeszcze zanim założyłam bloga, Kawaii box, o którym pisałam w czerwcu i...box od Sowiej Poczty :)
Sowia Poczta oferuje nam tematyczne boxy z książką, jako ich głównym elementem i kilkoma gadżetami, które dopełniają ich wizerunek. Do wyboru mamy m.in box dla odważnych, box fantastyczny, box magiczny, czy też box romantyczny, czyli ten, który wybrałam dla siebie.

Przesyłka, wysłana ostatniego dnia lipca, dotarła do mnie już 2 sierpnia, za co od razu odhaczyłam wielki plus. Z tego co zauważyłam, na stronie można podejrzeć tytuł książki, znajdującej się w danym pudełku, ale nie chciałam psuć sobie niespodzianki, także aż do samego końca nie miałam pojęcia, czego spodziewać się po boxie!



"Francuskie lato" - Catherine Isaac

Jako, że to właśnie książka jest głównym elementem, to właśnie od niej warto zacząć. Wraz z moim boxem otrzymałam barwny egzemplarz "Francuskiego lata" autorstwa Catherine Isaac.
O książce wcześniej nie słyszałam, więc ciężko mi się wypowiedzieć na jej temat, ale na pewno napiszę wam kilka słów gdy tylko ją przeczytam! Wstawiam wam opis książki, myślę, że warto go przeczytać - mnie zachęcił :)

Zmęczona niedojrzałością swojego chłopaka, Jessica opuszcza Adama wkrótce po tym, gdy na świat przychodzi ich syn. Po dziesięciu latach dziewczyna dowiaduje się, że być może nie zostało jej wiele życia, a Adam, którego na zawsze wyrzuciła ze swojego serca, zostanie jedynym opiekunem syna.
Wakacyjny wyjazd do Francji, gdzie Adam prowadzi urokliwy hotel, może okazać się niepowtarzalną szansą na odbudowanie jego relacji z dzieckiem. Czy będzie to również podróż, która sprawi, że Jess na nowo odkryje radość życia?


Jedno jest pewne – wakacje w zachwycającej południowej Francji na zawsze odmienią życie kilku osób. Niezapomniana historia o pokręconych ścieżkach, którymi chadzają nasze uczucia. 



Ozdobne spinacze

O ile się nie mylę, na blogu jeszcze jej nie pokazywałam, ale niedawno "odświeżyłam" moją kratkę na ścianę, na której wieszam zdjęcia. Właśnie planowałam wyjście na zakupy, aby poszukać nowych, pasujących spinaczy...a tu taka niespodzianka! Uwielbiam takie chwile, naprawdę.
Spinacze są stylowe - białe, z motywem kwiatów i ptaków - i do mojej srebrnej kratki pasują wręcz idealnie :) Jedynym problemem jest ich ilość, bo przydałoby mi się co najmniej dwa razy tyle, ale skoro już znalazłam wzór, to jakoś sobie poradzę.


Piórnik/kosmetyczka

Ta urocza kosmetyczka od Długopisem Malowane to kolejny element lipcowego boxa romantycznego. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam jej nadruk, nie mogłam się powstrzymać i parsknęłam śmiechem - a zawsze warto mieć pod ręką coś, co może poprawić ci humor!
Jako, że piórników na ten rok mam już pod dostatkiem, postanowiłam, że stanie się podręczną kosmetyczką. Jest dosyć niewielka, ale to tylko na plus, bo w końcu coś zmieści mi się do mniejszych torebek!


Ceramiczna podkładka

Ceramiczna podkładka pod kubek, talerzyk, tacka, czy po prostu element ozdobny. Ten kwadrat możemy wykorzystać na naprawdę wiele sposobów i w pierwszej chwili, gdy jeszcze był zapakowany, byłam nim zachwycona. Niestety, po zdjęciu papieru złudzenie czarno-białej kolorystyki zniknęło, a niebieski...Cóż, nie powiem, żeby kolor mi się nie podobał, ale nie mam żadnych niebieskich elementów zarówno w pokoju, jak i w całym domu.
Jako, że ostatecznie mi się nie przyda, planuję podkładkę dać więc na urodziny przyjaciółce, która lubi tego typu rzeczy. Tylko mnie nie zdradźcie! :p



Wszystkie elementy były estetycznie i bezpiecznie zapakowane, a wraz z boxem otrzymałam dwie przeurocze sowie naklejki i ręcznie napisany, spersonalizowany list wyjaśniający zawartość zestawu. Był to mój pierwszy kontakt z Sowią Pocztą, ale ogólnie oceniam na plus, więc kto wie, może jeszcze sięgnę po ich boxy...?
Zestaw DIY - mini donaty!

Zestaw DIY - mini donaty!

Japońskie zestawy DIY, czyli "zrób to sam", stały się popularne w Polsce głównie dzięki serii Agnieszki Grzelak - Japana Zjadam. Sama obejrzałam zaledwie kilka filmów i jeśli mam być szczera, nie zwróciły szczególnie mojej uwagi. Wyglądały bardzo...sztucznie.
Kilka tygodni temu odezwała się do mnie jednak jedna z czytelniczek - Dominika - i nieco zmieniła mój punkt widzenia, jeśli chodzi o podobne zestawy, za co jej dziękuję :) Ten, który przedstawię wam dzisiaj, jest pierwszym, jaki zdobyłam i chciałabym podkreślić, że nie kupiłam go, aby zjeść powstałe słodycze!



Japońskie donaty DIY to dosyć niewielki zestaw, z którego mają z założenia powstać 4 donaty. Jeśli chodzi o samo opakowanie, to jako minimalistce, nieszczególnie przypadło mi do gustu, ale wynagrodziła to wewnętrzna folia, w jakiej znajdują się wszystkie elementy zestawu - jest naprawdę śliczna!
Po otwarciu obu opakowań znalazłam plastikowe foremki, "miseczki" i łyżkę do mieszania, miarkę, a także 7 tajemniczych torebek w różnych rozmiarach. Odszyfrowanie z instrukcji, jak powinnam wykonać poszczególne kroki trochę mi zajęło, ale na szczęście obyło się bez tłumaczenia z japońskiego ;) Chociaż, jak tak teraz myślę, może i byłoby mi łatwiej!



Dwie największe torebki okazały się proszkami, które po dokładnym wymieszaniu z kilkoma miarkami wody nabierały elastyczności i stawały się ciastem na nasze donaty. Wszystkie mniejsze natomiast mają na celu ich dekoracje - z kilku, również z proszkiem, powstały polewy, a pozostałe to przeróżne posypki, wyjątkowo OD RAZU zdatne do użytku :)



Kiedy oglądałam jak inni wykonują podobne do mojego zestawy, wydawało się to takie...proste! Kilka ruchów i powstawały urocze króliczki, gudetamy czy pyszczki rilakkumy.
Nie uważam się za osobę szczególnie uzdolnioną artystycznie, ale mimo wszystko zazwyczaj prace ręczne idą mi całkiem dobrze. Dlatego naprawdę zaskoczyło mnie, jak trudno było uzyskać estetycznego donata!



W przypadku tych "czekoladowych" donatów dodałam o kroplę za dużo wody i ciasto zrobiło się zbyt delikatne i rozpływające się, więc udało mi się wykonać tylko jednego z dwóch przewidzianych. Jaśniejsza masa udała się idealnie i już myślałam, że kryzys zażegnany, a tu przyszło dekorować donaty... Nie będę wchodzić w szczegóły, ale wierzcie, doprowadzenie ich do stanu, w jakim są na poniższym zdjęciu, było o wiele trudniejsze niż się wydaje (przerwa w polewie to moja porażka - kiedy już prawie mi się udało, przenosiłam je na kartkę, aby nie pobrudzić blatu...)

Co do smaku, nie mogłabym oczywiście nie spróbować, ale szczególnie mnie nie zaskoczył - czuć dokładnie to, z czego się składają, czyli nic naturalnego ;) Podziwiam wszystkich, którym udało się to przełknąć.



Wykonanie donatów DIY było świetną zabawą i ciekawym doświadczeniem, ale myślę, że nie wartymi ceny, jaką zestaw ma w Polsce. Sama zakupiłam go o wiele taniej, na Ebay'u i jestem bardzo zadowolona z tej decyzji! Podobne słodycze możecie znaleźć też np. na stronie Blippo lub w polskim sklepie Scrummy.

Mieliście okazję sami wypróbować któryś z dostępnych zestawów DIY? A może znacie europejskie odpowiedniki?
Koreańskie triki urodowe!

Koreańskie triki urodowe!

Koreańska idealna cera... Wiecznie młode Koreanki... Sekretny rytuał Koreanek.
Tak, te hasła na pewno przewinęły wam się w artykułach, wpisach czy książkach. I nic dziwnego, skoro już od jakiegoś czasu wszędzie głośno o koreańskiej pielęgnacji!
 Jak można się łatwo domyślić, tak naprawdę wiele Koreanek, podobnie jak wszystkich innych kobiet, nie ma idealnej cery! Jeżeli już taką mają... Cóż, zazwyczaj to kwestia uwarunkowania genetycznego, operacji plastycznych albo dokładnej pielęgnacji i dbania o cerę. Bo do pielęgnacji skóry Koreanki zdecydowanie bardzo się przykładają, i to już od najmłodszych lat.

Oprócz codziennych czynności, jakie również w Polsce składają się na naszą pielęgnację, czy stosowania rozsławionych masek w płachcie, mieszkanki tamtego kraju mają wiele własnych sposobów na odmłodzenie, ujędrnienie i poprawienie stanu skóry, a także trików usprawniających zajmowanie się nią. Jest  ich o wiele, wiele za dużo na jeden wpis, szczególnie, że chciałabym każdy wam nieco przybliżyć, dlatego jeśli pomysł się wam spodoba, z chęcią przygotuję kolejne części, z nowymi trikami, a dziś opowiem o zaledwie kilku :)

Koreańskie triki urodowe #1
Algi

♡Masaże twarzy

♡Zasypka dla niemowląt


Algi

Algi morskie, oprócz zawijania sushi, mogą także przysłużyć się naszej skórze. Koreanki stosują głównie maski w płachcie, kremy, emulsje i esencje z ich dodatkiem, ale jeśli akurat nie masz ich pod ręką, nic nie szkodzi! Wystarczy ci trochę spłaszczonych alg i ciepła woda :)

JAK STOSOWAĆ MASKĘ Z ALG?

Dokładnie zmyj makijaż i oczyść twarz, przygotowując ją do nałożenia maski. Algi namocz chwilę w ciepłej wodzie, po czym ostrożnie nałóż je na twarz - dla komfortu omiń okolice oczu i ust. Dla pełnego efektu trzymaj w ten sposób powstałą maskę ok. 15 min, po czym zdejmij ją i przemyj twarz wodą.

Algi złagodzą podrażnienia, ukoją naszą skórę i zwężą pory. Mogą również świetnie wpłynąć na zmarszczki i przeciwdziałać starzeniu się !


Masaże twarzy

Masaże twarzy to coś, co w koreańskiej pielęgnacji przejawia się na kilka sposobów. Masaż możemy wykonać rękami, specjalną szczoteczką, masażerami, a także ręcznikiem namoczonym w ciepłej wodzie.

Samych technik masażu oczywiście jest wiele, ale opierają się na tej samej bazie, czyli rozmasowywaniu kremy po odpowiednich "trasach". Technika którą ja wam przedstawię to jedna z prostszych i zajmujących mniej czasu :)

Masaż należy wykonywać  delikatnie naciskając na twarz, wykonując dosyć powolne ruchy. Punkty od 3- powinny trwać po ok. minucie. Można oczywiście wykonać go wszystkimi innymi metodami, nie tylko dłońmi!

JAK WYKONAĆ MASAŻ TWARZY KOREAŃSKĄ METODĄ?

1.Dokładnie umyj twarz i dłonie(ciepłą wodą, aby zagrzać ręce!), a następnie nałóż na nie swój ulubiony krem lub olejek nawilżający - koniecznie taki, który za szybko się nie wchłonie.

2.Przyłóż dłonie do czoła, brody i policzków, przytrzymując po ok.2-3 sekundy, aby zostawić na nich krem/olejek.

3.Opuszkami palców wykonaj linię od środka oka i zawiń na skroni, rysując "ślimaka".

4.Złóż dłonie w pięści i przejedź wzdłuż kości policzkowych - od środka twarzy na zewnątrz.

5.Kierując się od górnej części nosa, poprzez górę czoła, skronie i brzegi policzków "dojedź" dłońmi do brody.

6.Zakończ masaż lekko masując szyję, przesuwając dłonie od jej środka na zewnątrz.

Przykładowy masażer:




Zasypka dla niemowląt

Koreanki dążą do posiadania jak najjaśniejszej cery. Oprócz jasnych podkładów, korektorów i pudrów w kolorze białym, jakie można wykorzystać, niektóre z nich stosują tzw.jamsu. Jest to nic innego, jak puder dla niemowląt :) 
Wykańcza on makijaż, utrwalając go na wiele godzin, a także mocno matuje skórę i rozjaśnia ją o kilka odcieni.


JAK WYKONAĆ JAMSU?

Po wykończeniu makijażu dokładnie pokryj twarz zasypką,wklepując ją pędzlem, gąbeczką lub puszkiem do pudru. Następnie zamknij oczy, włóż twarz do miski z zimną lub letnią wodą i przytrzymaj 10-30 sekund. Zaczekaj aż wyschnie, ewentualnie lekko wycierając i gotowe! 





Dla tych, którzy jeszcze nie mieli okazji jej wypełnić, wstawiam link do ankiety. Jest anonimowa i zajmie wam nie więcej niż kilka minut, a mi pomoże tworzyć dla was lepszą stronę ( i może poprawi humor!) :)


powered by Typeform


Marzenia...Do Spełnienia

Marzenia...Do Spełnienia

Będzie mi bardzo miło, jeśli wypełnicie ankietę na końcu wpisu!
Kilka miesięcy temu zobaczyłam u jednej z blogerek (niestety nie pamiętam nazwy jej bloga:() serię, w której opisywała spełnianie swoich marzeń. Jasne, przeszło mi przez myśl, że sama mogłabym popracować nad realizacją kilku, ale wyśmiałam te myśli, twierdząc, że jeśli mają się spełnić, to się spełnią. Straszna bzdura.
Jeżeli mam być szczera, to wątpię, by w ciągu najbliższych lat udało mi się spełnić chociaż połowę tych, które bym chciała. Ale siedząc i nic nie robiąc nie spełnię żadnego, dlatego warto spróbować! Przecież nawet próby mogą okazać się świetną zabawą, prawda?

Aby uporządkować wszystko w głowie, przygotowałam listę wszystkich pragnień, jakie przyszły mi do głowy - niektóre łatwiejsze, inne prawie niemożliwe do zrealizowania. Podkreślone pozycje to te, na których spełnienie bardziej liczę ;)




1.Kilkumiesięczny wyjazd do Korei (Tego raczej nie muszę tłumaczyć, sami rozumiecie)


2.Nurkowanie z żółwiami morskimi (Miałam okazję nurkować raz, w zeszłym roku, na Fuertaventurze. Ale...Chciałabym podczas płynięcia spotkać coś więcej niż kilka rybek :p)


3.Skok ze spadochronem (Tego nie udało mi się zrealizować głównie przeze mnie samą, gdyż mój lęk przed spadaniem nie pozwala mi nawet zaplanować podobnej przygody. Mam jednak nadzieję, że uda mi się go pokonać!)


4.Umiejętność pozowania do zdjęć (Zawsze miałam problem z wychodzeniem na nich "naturalnie")


5.Pływanie z delfinami (oczywiście w naturalnym środowisku, gdzie nie są w żaden sposób męczone...)


6.Przygarnięcie kota



7.Staż w gabinecie weterynaryjnym (lub coś w tym stylu)



8.Rejs luksusowym jachtem


9.Kurs fotografii


10.Otwarcie pogotowia dla zwierząt (To moje marzenie na nieco bardziej odległą przyszłość, ale jest dla mnie bardzo ważne, więc pomyślałam, że warto je tu umieścić)


11.Samotny wyjazd za granicę


12.Umiejętność porozumiewania się w j.koreańskim na poziomie zaawansowanym


13.Zobaczenie na żywo wieloryba (na wolności)


14.Zajęcia z jogi


15.Upieczenie udanych ciasteczek :) 




Jak tak teraz myślę, to od wielu z nich dzieli mnie tylko kwestia finansowa. A mówią, że nie wszystko zależy od pieniędzy... :p

Na blogu umieszczam tą listę, aby zachęcić do realizacji marzeń zarówno mnie, jak i was - wszystkich tych, którzy w tej chwili czytają to zdanie. Bo czasem można nawet nie zdawać sobie sprawy, jak niewiele brakuje do ich realizacji. A to dopiero byłaby strata, gdyby zaprzepaścić taką okazję... Koniecznie dajcie znać, jakie są wasze marzenia - i co robicie, aby je spełnić!

Na koniec chciałabym też prosić was o wypełnienie krótkiej, anonimowej ankiety na temat bloga. Pomoże mi go ulepszyć i tworzyć dla was lepsze treści! Jest to kilka pytań na temat designu i tematyki, a także miejsce na zamieszczenie waszej własnej sugestii - sprawdźcie sami :) Dziękuję za każdą odpowiedź!



powered by Typeform

Jak zaczęła się moja przygoda z Koreą?

Jak zaczęła się moja przygoda z Koreą?

Azjatyckie dramy... Tak, zdecydowanie wiele dla mnie znaczą. Kiedy myślę o Korei, to właśnie one są pierwszym, co przychodzi mi do głowy. Dlaczego? Już opowiadam :)

Nie tak dawno temu, kiedy Azja nie była pośród moich zainteresowań, kilka z moich znajomych już wtedy ją uwielbiała - mówię tu głównie o k-popie i dramach. Wiadomo, nie mogło obyć się bez rozmów o nich w mojej obecności, czy wspólnego słuchania utworów, ale jakoś...nie zachęciły mnie. I możliwe że do tej pory podchodziłabym do całego azjatyckiego świata sceptycznie, gdybym pewnego razu nie dała się przekonać do obejrzenia jednej z dram!

Była to 1-godzinna seria "Exo Next Door", której każdy odcinek trwał 12 minut. Właśnie jej długość przekonała mnie do próby, ale, jak na ironię, gdy tylko skończyłam oglądać, marzyłam o jej wydłużeniu. Jako ciekawostkę dodam, że było to w środku nocy, a ja leżałam pod kołdrą i miałam nadzieję, że moje słuchawki są szczelne na tyle, że dźwięk nie obudzi mojej mamy. Nie ma to jak spektakularny początek ;)



Do tej pory nie jestem, i nie planuję zostać typową fanką k-popu, ale mimo wszystko obejrzenie tego koreańskiego serialu naprawdę zmieniło moje życie, jakkolwiek sztucznie to brzmi. Zresztą podobnie jak ten blog!

Raz, nieco ponad pół roku temu, pisałam już tutaj o dramach - był to poradnik dla osób, które ich nie znają, nie wiedzą gdzie je oglądać, albo też szukają nowych propozycji - ale myślę, że było to zbyt ogólnikowe i nie do końca spełniające moje obecne oczekiwania :)
Dlatego właśnie, jako "dodatek" do dzisiejszego wpisu, przygotowałam dla was 5 wartych obejrzenia dram, wraz z krótkimi opisami.

  • W - TWO WORDLS
Była to pierwsza tak długa, bo trwająca 20 godzin, dram,  jaką oglądałam.  "Męczyłam" się z nią dobre kilka tygodni! (Dla porównania, obecnie podobnej długości drama zajmuje mi średnio 4-6 dni)
Drama łączy ze sobą dwa światy - ten ludzi i ten, w którym żyją bohaterowie komiksu. Przez długi czas nic ich nie łączyło, ale jak to zawsze się zdarza, w pewnym momencie czemuś, czy raczej komuś, udało się przedostać na drugą stronę... Niesamowita historia :)


  •  MY LOVE FROM THE STAR
Wyobrażacie sobie, jak to byłoby spotkać kogoś z innej, nieznanej planety? Bo choć wydaje się to nierealne, właściwie skąd mamy pewność, że takiej osoby nie ma na Ziemi? ;)
Ja zawsze marzyłam o tym, aby odkryto życie na innej planecie, czy księżycu... W "My love from the star" się to urzeczywistnia - Min Yoon, który zdecydowanie nie pochodzi z Ziemi, zostaje na niej uwięziony na wiele lat... Jak potoczy się jego historia? - Zachęcam do sprawdzenia!


  •  OH MY VENUS i SHE WAS PRETTY
Ogólnie rzecz biorąc, byłyby to typowe, dramowe, romanse. Byłyby, bo nie są! To jedyne, które do tej pory znalazłam, w których główne bohaterki nie są ideałami rodem z magazynu modowego czy billboardu w centrum Seulu - jedna z nich ma sporą nadwagę, a druga problem z kolorytem cery i bardzo...specyficzną fryzurę.
Fabuła polega na metamorfozie dziewczyn, ale jest naprawdę wciągająca, ciekawa i przede wszystkim prawdziwa, jak na dramę!


  • SUSPICIOUS PARTNER
Suspicious partner, czyli trochę o zbrodni, śledztwie i prawie, a przy tym najlepszy, ze wszystkich pojawiających się w obejrzanych przeze mnie dramach, romans. Jeżeli miałabym wybrać 2 dramy, które podobały mi się najbardziej, myślę że ta na pewno by się w nich znalazła, dlatego jeśli lubicie podobne klimaty, koniecznie obejrzyjcie!



~~~
Wszystkie dramy dostępne są na Viki i prawdopodobnie na DramaQueen!



3 nietypowe koreańskie kawiarnie, jakich nie zobaczymy w Polsce

3 nietypowe koreańskie kawiarnie, jakich nie zobaczymy w Polsce

Korea zdecydowanie charakteryzuje się szerokim wyborem kawiarni, które bardzo często nie są zwykłymi, jakie widzimy u nas, wychodząc na ulicę... Często kawiarnie są tematyczne, z dodatkowymi udogodnieniami (np. kawiarnia pełna komiksów, z możliwością przymierzania strojów czy masażu wykonanego przez rybki). Możliwości jest naprawdę wiele i mimo, że naprawdę chciałabym przedstawić wam je wszystkie, nie wiem nawet, czy starczyłoby mi wpisów w tym miesiącu, dlatego przygotowałam krótkie opisy trzech, moim zdaniem najbardziej interesujących, kawiarni Korei :)


1.Szopia kawiarnia

To miejsce jest jednocześnie domem kilkunastu szopów, kapibary, a nawet wietnamskich świnek. Zwierzęta zostały uratowane i przygarnięte z niewoli, a ich przyjazne nastawienie tylko zachęca do kontaktu :) Bo mimo wielu zasad, koniecznych dla bezpieczeństwa zarówno mieszkańców kawiarni, jak i klientów, można głaskać i nawiązywać kontakt z szopami!
 Można porównać ją do kocich kawiarni, które niedawno pojawiły się także w Polsce, ale wiadomo... Szopy są znacznie bardziej niezwykłe od kotów.



2.Kawiarnia z motywem...kupy

Po zobaczeniu na zdjęciach z ulicznego stoiska ciastka w kształcie kupy właściwie nie powinno mnie to dziwić. Ale...kawiarnia? Korea nieustannie zaskakuje!
Mimo, że miejsce nie jest szczególnie duże, całe opiera się właśnie na tym motywie. Jedzenie, napoje, pluszaki, a także wiele dekoracji - a wszystko to związane z kupą. Znalazł się tam nawet sztuczny sedes...!
Nie jest to może wymarzone miejsce na posiłek, ale za to na pewno zapewni niezapomniane wspomnienia i mnóstwo śmiechu, podczas "zwiedzania" całej kawiarni, to wam mogę zagwarantować :)



3.Kawiarnia pełna muminków

Ta, w przeciwieństwie do poprzedniej pozycji, jest z kolei naprawdę duża. I od góry do dołu wypełniona muminkami! Oprócz kawiarni, w której wszystkie napoje, ciasta, czy inne przysmaki mają rysunek, kształt lub jadalną naklejkę związaną z muminkami, pełni również funkcję sklepu. Możemy więc zakupić pluszaki, kosmetyki, gadżety, długopisy a także zestawy na prezent i wiele innych, które nawet nie przychodzą nam do głowy, gdy myślimy o kawiarni!
Warto wspomnieć również, że cały wystrój, łącznie z meblami, posiada motyw muminków i dostępne są również muminkowe miejsca do zdjęć...
Wchodząc do takiego miejsca możemy więc naprawdę poczuć się jak w krainie pełnej muminków!

http://www.napokladziezycia.pl/kawiarnia-muminkow-seul-korea/

HiNative - spytaj Koreańczyka

HiNative - spytaj Koreańczyka

Jakiś czas temu, przeglądając przydatne do nauki koreańskiego, natrafiłam na aplikacje HiNative. I choć (jak wiele innych, w moim przypadku) z początku nie zrobiła na mnie najlepszego wrażenia, okazała się jednym z bardziej wartościowych, jeśli chodzi o aplikacje, odkryć tego roku!

HiNative służy, ogólnie rzecz biorąc, do wzajemnej pomocy w nauce. Oferuje nam możliwość zadawania pytań opierających się na gotowych, dostosowujących się do wszystkich wersji językowych schematach, czyli np. "jak to powiedzieć", "czy to brzmi naturalnie", albo "pokaż mi przykład", a także naszych własnych, zależnych tylko od naszej inicjatywy, łącznie z nagrywaniem głosu i wstawianiem zdjęć.

 Co najbardziej podoba mi się w całej aplikacji to fakt, że na pytania faktycznie dostajemy odpowiedź! Czas oczekiwania zależy oczywiście od ilości użytkowników, posługujących się danym językiem i godziną w ich kraju, ale np. w przypadku koreańskiego zajmuje to zazwyczaj kilkanaście minut, a angielskiego 3-5 :)

[Z powodu kiepskiego internetu na wakacjach nie mam zdjęć aplikacji ani jej logo, zaktualizuję po powrocie do domu :p]

 Do wyboru mamy ponad 110 języków z całego świata i większość z nich może pochwalić się aktywnymi użytkownikami. Oprócz samego zadawania pytań, możemy również oczywiście odpowiadać - na pytania zadane przez innych, czy to na temat naszego kraju, czy innego, choć trochę nam znanego!

Aplikacja pozwala nam dowiedzieć się właściwie wszystkiego, co nas w danej chwili zastanawia.
Czy nasza wymowa jest właściwa ( dzięki opcji nagrywania dźwięku w pytaniu i odpowiedziach), jak powinna brzmieć,jeśli nie jest, czy zdanie, lub inna wypowiedź przez nas skonstruowana jest poprawna, jak brzmi wyrażenie w danym języku, a nawet jakie są ciekawostki, zwyczaje i atrakcje w kraju o który pytamy.

Z własnego doświadczenia powiem, że właśnie z tą aplikacją próbowałam nauczyć się poprawnego "Dzień dobry" w języku koreańskim (miałam, i nadal trochę mam, problem z wymową tego słowa) i wiele bardzo miłych Koreańczyków mnie w tym wspomogło! Wysyłałam też do korekty fragmenty maili do zagranicznych firm, których nie byłam pewna, czy też moje mini-wypracowania na zajęcia z koreańskiego ^^


Co do kosztów, wygląda to tak, że przez pierwsze 2-3 tygodnie mamy dostęp do wszystkiego, natomiast po tym czasie zostaje nam tylko kilka opcji zadawania pytań bez konieczności opłat (kilkadziesiąt złotych na miesiąc). Oczywiście, mimo korzystania nie opłaciłam aplikacji, bo nie sądzę, żeby było warto! Poradziłam sobie tak, że co jakiś czas, jeśli chcę korzystać, a bezpłatny okres już wygasł, po prostu zakładam nowe konto. A nowe konto=nowe bezpłatne tygodnie :) O ile nie zależy komuś na zbieraniu punktów i uwiarygodnianiu profilu, myślę, że jest to świetna opcja.

Podsumowując, aplikacja jest zdecydowanie warta uwagi, zwłaszcza dla tych, którzy szukają takich, wspomagających naukę języków, ale jeśli nie chcemy wydawać na nią nie wiadomo jakich pieniędzy, trzeba umieć sobie radzić :)
A wy, macie jakieś sprawdzone aplikacje do nauki?
31 ciekawostek o Japonii

31 ciekawostek o Japonii

 Nie tak dawno temu pojawiła się pierwsza część, w której przedstawiłam ciekawostki o Korei Południowej. Tym razem pomogę wam lepiej poznać kolejny, bardzo popularny kraj wschodniej Azji - Japonię, czyli kraj kwitnącej wiśni :) Mimo, że Japonia mnie interesuje, większości przedstawionych ciekawostek nie znałam do tej pory, więc dla mnie jest to całkowita nowość. Mam nadzieję, że was też trochę zaskoczę!



1.Tokio, czyli stolica Japonii, jest drugim najdroższym do życia miastem na świecie.
2.Gest machania ręką oznacza chęć rozmowy.
3.W Japonii można spotkać kwadratowe arbuzy, które stworzono po to, aby zajmowały mniej miejsca w transporcie.
4.Narodowym sportem jest sumo.
5.W Japonię wlicza się 6800 wysp!
6.To kraj, w którym jest najniższy wskaźnik przestępczości na całym świecie.
7.Niemal wszyscy mieszkańcy umieją czytać i pisać.
8.Większość japońskich ulic nie ma nazw.
9.Osoby, posiadające tatuaże nie mają wstępu do niektórych publicznych łaźni i gorących źródeł.
10.To z Japonii wywodzą się popularne obecnie mangi.
11.Najpopularniejszy w Japonii napój gazowany - fanta - dostępny jest w ponad 70 smakach.
12.Ryż jest dołączany do niemal wszystkich posiłków :)
13.Kotatsu to specjalny japoński stół z zamontowanym pod spodem piecykiem i kołderką przymocowana do blatu, którą przykrywa się nogi aby je ogrzać.
14.W Japonii całkiem legalnie działają mafie - strzegą porządku w różnych regionach!
15.Wchodząc do łazienki, należy założyć specjalne kapcie, aby nie zabrudzić reszty domu.
16.Siorbanie podczas posiłku to oznaka szacunku i swego rodzaju komplement dla kucharza.
17.Marihuana pospolicie porasta zbocza japońskich gór.
18.Znacznie popularniejsze od piekarników są kuchenki ryżowe.
19.Czasami pociągi są tak zatłoczone, że pracownicy kolei zatrudniani są do przepychania pasażerów wewnątrz pociągu!
20.Rok szkolny zaczyna się w kwietniu.
21.W Japonii znajduje się wieżowiec, przez który na wylot przechodzi autostrada.
22.Termin karaoke oznacza w języku japońskim “pusta orkiestra”.
23.98 % adoptowanych osób to mężczyźni w wieku od 20 do 30 lat!
24.Japończycy są bardzo punktualni, a ich pociągi i autobusy zazwyczaj nie spóźniają się więcej niż 30 sekund!
25.To w Japonii otwarto pierwszy hotel obsługiwany przez roboty.
26.W kraju popularne są tzw.hotele kapsułowe.
27.Ok. 34% społeczeństwa nie ma stałego zatrudnienia.
28.Pismo japońskie należy do najbardziej skomplikowanych na świecie.
29.W Japonii znajduje się 200 wulkanów, w tym aż 80 aktywnych.
30.W domach są specjalne podwyższenia podłogi, aby wiadome było, gdzie należy zdjąć buty czy kapcie.
31.W języku japońskim nie ma żadnych przekleństw.

10 sklepów internetowych z azjatyckimi kosmetykami

10 sklepów internetowych z azjatyckimi kosmetykami

Azjatyckie, a zwłaszcza koreańskie, kosmetyki stały się w ostatnich latach prawdziwym hitem. Ich dostępność w Polsce staje się coraz lepsza, ale wciąż spotykamy się z pytaniem - gdzie najlepiej je zamawiać? Sklepów stacjonarnych, które oferują szerszy wybór azjatyckich kosmetyków wbrew pozorom nie jest wcale tak wiele. Oczywiście, szukając kilku masek w płachcie, czy kremu ze śluzu ślimaka, nie trzeba się szczególnie wysilić(na szczęście)...
Jednak jeśli do swojej pielęgnacji wprowadzasz więcej produktów z Azji, raczej bez zamawiania przez internet się nie obejdzie. Ja wręcz wolę kupować je w sklepach internetowych, jest to znacznie wygodniejsze, a wybór i różnorodność większa :)
Jeśli szukasz sprawdzonych sklepów internetowych, w których znajdziesz oryginalne, azjatyckie kosmetyki, ten wpis jest dla ciebie!



1.Koreański Sekret

Mało kto nie słyszał jeszcze o Koreańskim Sekrecie. Wiele osób go zachwala i uwielbia... Ja myślę, że trzeba umieć w nim szukać, aby za bardzo nie przepłacić, bo część produktów ma naprawdę wysokie ceny. Ale trzeba przyznać, wybór - zarówno kosmetyków do pielęgnacji, jak i do makijażu - jest niesamowicie duży!



2.Miyun

Ten niedawno otwarty sklep nie ma jeszcze szczególnie szerokiego asortymentu, ale prężnie się rozwija :) Właścicielka sama testuje wszystkie kosmetyki z jego oferty i przedstawia wrażenia na stronie Miyun na facebook'u. Świetny pomysł, zawsze możemy dowiedzieć się, jakiemu produktowi warto zaufać!



3.Shibushi

Tym, co najbardziej podoba mi się w kolejnym, jednym z popularniejszych sklepów z azjatyckimi kosmetykami, jest podział na poszczególne kroki koreańskiej pielęgnacji. W każdym jednym kroku możemy zakupić produkty, tym samym gromadząc wszystkie, niezbędne do rytuału :)



4.BeautyTrend

Tego sklepu sama właściwie prawie nie znam, ale moja przyjaciółka regularnie z niego zamawia i jest zadowolona, więc myślę, że możecie mu zaufać! Moją uwagę szczególnie zwrócił całkiem spory wybór masek całonocnych, niektórych naprawdę ciekawych, i was też zachęcam do ich przejrzenia :)



5.Nextera

Ten jest bardziej nastawiony na gadżety i ubrania, niż kosmetyki, dlatego tych jest zaledwie kilka. Ja jednak od jakiegoś czasu w Nexterze kupuję produkty do włosów i sprawdzają się naprawdę dobrze, dlatego myślę, że mimo niewielkiego wyboru warto do niego zajrzeć ^^



6.Gangnam

To jeden z moich ulubionych sklepów internetowych, w których zamawiam moje azjatyckie kosmetyki. Asortyment jest duży i świetnie wpasowuje się w mój gust :) Jeśli planujecie w nim zamawiać, dam wam dobrą radę - czekajcie na promocje! Serio, warto. Promocje są częste i na tyle duże, że możecie trafić na maski za kilka złotych, a kremy za kilkanaście. Jak na Polskę, to naprawdę świetnie!
[A teraz, póki są wakacje, jest zniżka 20% na cały asortyment, na hasło "Wakacje" :))]



7.Cocolita

W tym ogromnym sklepie z produktami do pielęgnacji znajduje się jedynie dział z azjatycką pielęgnacją, ale wciąż, naprawdę duży. Są tam głównie maski (kilkaset rodzaji!), ale nie znaczy to, że nie możemy znaleźć ciekawych kosmetyków.



8.Jeju

Ten sklep  wyjątkowo bardziej podoba mi się jako stacjonarny. Tylko wtedy ma atmosferę, która buduje jego urok :) Jednak (pomimo dość wysokich cen) zapraszam na ich stronę, może znajdziecie coś dla siebie.





9.Asian store


Ten sklep do moich ulubieńców  na pewno nie należy, chociażby ze względu na szatę graficzną, która zupełnie do mnie nie przemawia, ale wiem, że wiele znanych mi osób go poleca, więc jeśli macie ochotę, zajrzyjcie ^^



10.Juui

W Juui najbardziej podobają mi się dostępne masażery twarzy, które niestety dosyć rzadko dostępne, są naprawdę genialne! Jednak oferta przeróżnych kosmetyków również jest spora, a sam sklep jest świetnie uporządkowany i łatwo w nim znaleźć to, czego szukamy :)



Jeśli jednak w żadnym ze sklepów nie znajdziecie tego, czego szukacie, możecie odezwać się do autorki strony Yumiko , która, oprócz stałych produktów, oferuje zamówienie wybranej przez was rzeczy z zagranicznej strony ^^ Dla mnie jest to świetna opcja, bo mimo wszystko w Polsce nie ma aż takiego wyboru, jaki byśmy chcieli, aby był!

"Graffiti Moon", namalowane na horyzoncie

"Graffiti Moon", namalowane na horyzoncie

Tytuł: "Graffiti Moon"
Autor: Cath Crowley
Liczba stron: 292
Wydawnictwo: Jaguar
Oprawa: miękka, ze skrzydełkami

WIECZÓR - w pogoni za nieznanym
NOC - pełna niedomówień i niepotrzebnych tajemnic
RANEK - przepełniony odwagą, szczerością i spełnieniem. Tak rodzi się uczucie dwojga wrażliwych ludzi, którzy muszą na nowo zbudować wzajemne zaufanie.



"Graffiti moon" to dzień pełen intensywnych zdarzeń, doznań, zmian i odkrywania samych siebie. Jeden dzień  - to mało, prawda? Jednak dla głównych bohaterów to znacznie więcej, niż 24 godziny. Jest to dzień, w którym poznają, wybaczają, rozumieją... Odnajdują siebie. I jest to dla nich najcenniejszym ze wszystkiego, czego mogliby się spodziewać.

Lucy, marzy o Shadowie, tajemniczym malarzu graffiti, czy raczej - jej wyobrażeniu o nim. Jest zafascynowana jego pracami i wydaje jej się, że dzięki nim wie wszystko o ich autorze. Shadow jest dla niej jedynym, co wyróżnia się w jej świecie, i co tak bardzo warte jest uwagi. Mimo, że zna jedynie pseudonim - kilka liter, które z czasem nabierają znaczenia. A może właśnie dlatego...?



Ed, który stracił swojego mentora, większość czasu spędza na malowaniu. Ptaków, postaci, natury, przedmiotów... Wszystko to zostaje na ścianach opuszczonych budynków, jako ślad po dwóch nastolatkach, którzy odnaleźli swoją pasję. Lucy pamięta jako dziewczynę, która bez mrugnięcia okiem zostawiła go, nie wzywając karetki. Ale, czy kiedykolwiek naprawdę ją znał?

Jest jeszcze Poeta - tajemniczy (a może nie tak bardzo?) chłopak, który zapisuje swoją historię w postaci wiersza. Zarówno w jego świecie, jak i w książce ;)

Nastrój powieści, tak jak we wszystkich pozycjach tej autorki, które do tej pory czytałam, jest niezwykły. Wręcz możemy poczuć zapach wysychających na ścianie farb! Wszystko w książce kręci się wokół sztuki - ale pomimo, że osobiście nie jestem jej fanką, nie przeszkadza to czytaniu, a jedynie wplata się w historię, tworząc wraz z nią całość.



Jak dla mnie, wątek kryminalny w "Graffiti Moon" to ten, który można by całkowicie pominąć. Jest to bardziej "zapychacz" (przynajmniej moim zdaniem) i nawet w tej roli sprawdza się nie najlepiej, zaburzając realizm zdarzeń.

Mimo wszystko, jednak warto docenić, że książka jest szczera. Podoba mi się równowaga między wadami i zaletami, zarówno bohaterów, jak i w pewnym sensie - zdarzeń. Myślę, że to świetna pozycja na wolny wieczór. Jest to lekka i przyjemna powieść, ale jednocześnie niosąca ze sobą przekaz, i poruszająca.

Powieść, choć ciekawa, zdecydowanie nie dorównuje poprzedniej pozycji Cath Crowley, jaką miałam okazję przeczytać - "Słowa w ciemnym błękicie". Jednak wciąż, jeśli szukasz książki jak ta, a "Słowa w ciemnym błękicie" masz już za sobą, myślę, że warto po nią sięgnąć :)

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Jaguar:


Moje odkrycia czerwca!

Moje odkrycia czerwca!

Czerwiec... Był to miesiąc, w którym działo się naprawdę wiele. Jednak mimo tego, a raczej - właśnie dlatego, na moje comiesięczne odkrycia nie miałam aż tyle czasu, ile w maju, kwietniu, czy marcu. Mimo wszystko, coś zawsze się znajdzie, dlatego zapraszam na moje odkrycia czerwca :)

1.Skarbonka

Skarbonka - niby nic nadzwyczajnego, prawda? Ale ta jest wyjątkowa. Jest miniaturowa, ale to w niczym nie przeszkadza, bo jej pierwotnym zastosowaniem wcale nie jest wrzucanie pieniędzy, a wiadomości. Do osoby, do której należy, której ją dajemy... Pomysł jest świetny! No i, czy ona nie jest urocza? :)

 

2.Aloe soothing gel

Mimo, że to jeden z bardziej popularnych koreańskich kosmetyków w Polsce, dopiero kilka tygodni temu miałam okazję przetestować go po raz pierwszy. Jest to wielofunkcyjny żel z aloesu, który można stosować zarówno na skórę, jak i włosy oraz paznokcie - nawilża, regeneruje i odświeża. Zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie, ale ze względu na to, że nie poszukuję obecnie nowych kosmetyków nawilżających nie wiem, jak często będę go stosować. Za to nałożyć na włosy jeszcze nie próbowałam, więc na pewno spróbuję, to może być ciekawe!


3.Mitologia Korei

Ostatnio zainteresowała mnie również koreańska mitologia. Już dawno, bo kilka miesięcy temu, zakupiłam kilka książek na ten temat, ale wciąż brakowało mi czasu, aby bliżej je poznać. Dopiero niedawno znalazłam na to chwilę, tym samym rozpoczynając nową serię na moim blogu - mity, napisane na podstawie tych pozycji :)



4.Korea Festival

Wiem, wspominam o tym wydarzeniu już nie pamiętam który raz. Myślę jednak, że było na tyle ważne, że warto jeszcze raz o nim przypomnieć. W końcu właśnie w czerwcu miałam okazję odkryć Korea Festival! Jeśli jeszcze tam nie byliście, koniecznie zajrzyjcie do relacji :)


5.Antyperspirant

Odkryłam też w tym miesiącu nowe zastosowanie antyperspirantu. Przyznam wam, że nigdy nie spodziewałabym się po nim takiego działania! Okazało się, że świetnie sprawdza się jako żel przeciw otarciom. Jestem zachwycona :)

6.Bio maski-esencje

Te produkty Orientany nie są pierwszymi, jakie mam z tej marki, ale z pewnością najbardziej mnie zaskoczyły. Mają wyróżniający zarówno skład, jak i działanie, więc nic dziwnego, że ostatnio stały się całkiem popularne. Więcej możecie przeczytać o nich w przygotowanym przeze mnie wpisie.


7.Japońskie słodycze DIY

Wiele osób już o nich słyszało, głównie dzięki słynnej serii Agnieszki Grzelak "Japana Zjadam". I choć mnie do niedawna nieszczególnie interesowały, ostatnio, dzięki pewnej stronie zwróciły moją uwagę. Obecnie moje zamówienie jest w drodze, więc prawdopodobnie niedługo o nich ode mnie usłyszycie :p

Mit o Jumongu [Mitologia Korei #1]

Mit o Jumongu [Mitologia Korei #1]

Mitologia koreańska w głównej mierze opiera się na mitach opisujących powstanie państw i losy ich władców. Jedną z takich historii jest opowieść o Jumongu, niebiańskim chłopcu, który pojawił się na świecie w dosyć niezwykły sposób i posiadał wiele nadprzyrodzonych cech i właściwości. Mit ten nie istnieje samodzielnie, w oderwaniu od całości, ale przynależy do bogatej w wątki legendy opowiadającej o plemionach zamieszkujących północne i wschodnie tereny państwa oraz ich powiązaniach z ludem Pujo i państwem Pekje. Poszczególne opowieści, elementy legendy przedstawiające w większości tych samych bohaterów, tworzą dość zwięzłą i logiczną historię. 



Legenda głosi, że około 58 r. p. n. e. niebiański król Hemosu, od którego cała historia państwa wzięła początek, zstąpił na ziemię w okolicach Solsynggol. Cały orszak królewski zachwycał swym pięknem i okazałością - król przybył w powozie zaprzężonym w 5 smoków, zaś jego dwór zasiadał na grzbietach łabędzi. Podobno wtedy, na czas ukazania się bóstwa, nawet niebo ubarwiło się najwspanialszymi kolorowymi obłokami. Król Hemosu, w miejscu do którego przybył, założył państwo i nazwał je Północnym Pujo. 
 Potomkiem niebiańskiego króla był jego syn Heburu, który został następcą tronu. Podczas sprawowania rządów podjął on istotną decyzję przeniesienia stolicy państwa na wschód i zmienił jego nazwę na Wschodnie Pujo. Tę zmianę król Heburu oparł na wizjach swojego kanclerza Aranbula. Głos z nieba przekazywał kanclerzowi, że na miejscu dotychczasowej stolicy kraju w przyszłości ma założyć swoją siedzibę syn boga nieba. Nakazał on też przeniesienie królestwa na inne ziemie, równie urodzajne, z których dzięki łagodnemu klimatowi można uzyskać pokaźne plony. Król Heburu z pokorą podporządkował się tej woli nieba i przeniósł swoją siedzibę i całe królestwo na wschód. 

Korean Folk 410

Jednak czas płynął, a władca Wschodniego Pujo martwił się coraz bardziej brakiem męskiego potomka, który zasiadłby po nim na tronie szybko rozwijającego się państwa. Król Heburu składał więc liczne ofiary bogom, lecz nie przynosiło to żadnych rezultatów. Pewnego dnia, gdy wyruszył się na kolejną wyprawę w celu złożenia darów, zdarzyło się coś niespodziewanego. Koń, którego dosiadał król, sam doprowadził go nad jezioro Konjon, w rzadko uczęszczaną okolicę. Miejsce to sprawiało wrażenie niezwykle tajemniczego, całe było otoczone starymi i wysokimi drzewami, a głębokie, ciemne jezioro budziło grozę. Królewski koń przystanął przed jednym z głazów leżących nad brzegiem jeziora i zaparł się kopytami. Heburu, zaskoczony jego zachowaniem, postanowił więc sprawdzić, dlaczego koń wskazuje akurat na ten kamień. Towarzysze króla przewrócili głaz i oczom wszystkich przybyłych ukazał się niezwykły i zaskakujący widok. Pod kamieniem wskazanym przez konia siedział maleńki, przypominający żabkę chłopiec o złocistej skórze, od której bił niezwykły blask. Król nie posiadał się ze szczęścia i był pewien, że to niebiosa zesłały mu dziedzica i następcę. Zabrał więc chłopca ze sobą i nadał mu imię Kymwa, czyli Złota Żaba. Król dbał o niego jak o własnego syna i dobrze go wychował, a gdy po długich i sprawiedliwych rządach Heburu zakończył swoje panowanie, jego miejsce zajął właśnie Kymwa. 

Korean Folk 418

Po wielu latach panowania król Kymwa związał się z piękną kobietą o imieniu Juhwa, czyli Wierzbowy Kwiat, a ona wydała na świat wielkie jajo, z którego wykluł się chłopiec. W miarę jak dorastał, coraz bardziej różnił się od rówieśników, odznaczał się niepospolitymi rysami twarzy, a przede wszystkim niezwykłymi umiejętnościami. Miał on ogromną siłę woli, był nadzwyczaj uczciwy i prawy, niebywale pomysłowy, a największe sukcesy osiągał w nauce sztuki wojennej. Posiadał wyjątkową umiejętność jazdy konnej, a kiedy skończył siedem lat, potrafił już ujeździć najdzikszego konia. Również strzelanie z łuku szło mu doskonale, a ponieważ w języku państwa Pujo ten, który perfekcyjnie strzela z łuku, nazywany był "jumong", takie właśnie imię otrzymał syn Juhwy. Od dzieciństwa jego charakter i wybitne zdolności zdradzały cechy królewskie, tak, jakby jego przeznaczeniem było panowanie. 

Korean Folk 409

 Król Kymwa miał aż siedmiu synów, ale żaden z pozostałych braci pod względem umiejętności nie mógł się równać z Jumongiem, co budziło w nich zazdrość i nienawiść do syna Juhwy. Knuli by pozbawić go życia, a kiedy nie udało im się podburzyć ojca przeciwko niemu, postanowili sami go zgładzić. O tajnych planach bratobójczych dowiedziała się matka Jumonga i ostrzegła syna, polecając mu, by razem ze swoimi wiernymi towarzyszami: Oi, Mari i Hjoppu uciekał z państwa. Bracia wysłali za nim pościg, ale na próżno, gdyż Jumong przybywszy nad rzekę zaczął prosić o pomoc bóstwa, powołując się na swoje niebiańskie pochodzenie, a wtedy ryby i żółwie morskie utworzyły dla niego most na rzece ze swoich własnych ciał. Po udanej uciecze Jumong dotarł do Jolbondzu i nad rzeką Pulljusu zbudował swoją siedzibę i założył nowe państwo, któremu nadał nazwę Kogurjo. Legendarne źródła datują tę historię na 37 r. p.n.e.
Przewodnik po Seulu

Przewodnik po Seulu

Ten po Seulu to już drugi, po Korei Południowej, przewodnik Pascala, jaki zakupiłam. Sama się sobie dziwię, bo naprawdę przewodniki nie są czymś, co bym szczególnie lubiła... Czasem nawet wręcz przeciwnie! Mimo wszystko ten o całej Korei zrobił na mnie całkiem dobre wrażenie, więc gdy znalazłam przewodnik o Seulu, w cenie znacznie niższej niż w księgarniach, z chęcią po niego sięgnęłam, mając nadzieję, że nie zawiodę się, kupując go :)



Choć okładka, oprócz napisu "Seul" nieszczególnie przypadła mi do gustu, wnętrze pozytywnie mnie zaskoczyło. Oprócz bardzo wielu zdjęć czy ilustracji przy tekście, znalazłam w niej także kilkanaście stron całych przez nie zajętych, mapy Seulu i jego okolic oraz świetne przerywniki między rozdziałami. Książka ma mały format, ale dzięki temu łatwiej coś w niej znaleźć, bowiem większość bloków tematycznych jest dosyć krótkich, zajmujących 2-3 strony.



Znalazło się sporo tematów, które kompletnie mnie nie interesowały (tak, po prostu je pominęłam :p), ale równie dużo było tych, od których nie mogłam się oderwać. Podoba mi się, że przewodnik został napisany nie kierując się do konkretnej grupy wiekowej, jak wiele innych i myślę, że każdy, kto interesuje się Koreą, na pewno znalazłby coś dla siebie!
W moich ulubionych rozdziałach znalazły się między innymi "W świecie Hallyu", czyli kilka wycieczek dla fanów k-dram i k-popu(Polecam!), "Locks of Love", czyli kłódki zapinane przez zakochanych przy N-Tower, ale także "W gościnie u mnichów", co nawet mnie zaskoczyło, bo jest to wprowadzenie i plan dnia w buddyjskiej świątyni, który spędzić tam mogą turyści!

Oprócz miejsc ciekawych do zwiedzenia, tras wycieczkowych i innych przydatnych informacji, w książce znalazły się też spisy najlepszych według turystów miejsc, w których można przenocować w Seulu, a także restauracji. Razem z adresami, przeciętnymi cenami i ważnymi faktami na temat miejsca,jeżeli takie są :)



Musze przyznać, że ten przewodnik znajdzie się w przynajmniej pierwszej trójce najlepszych, jakie czytałam! Szczerze mogę polecić go wszystkim, których interesuje Seul lub ogólnie - Korea Południowa. Myślę, że jeśli szukacie czegoś podobnego, nie zawiedziecie się :)
Copyright © 2014 Chinguui blog , Blogger