Koreańska pielęgnacja

Koreańska pielęgnacja

Koreańska pielęgnacja, która w ostatnich latach oczarowała cały świat, staje się u nas coraz łatwiej dostępna. Chociaż w znacznym stopniu rozpowszechniła ją w Polsce książka Charlotte Cho "Sekrety urody Koreanek", z czasem odeszła ona nieco w niepamięć, a jej miejsce zajęły powoli pojawiające się na półkach drogerii kosmetyki prosto z Korei.

I tu mam dwie szczególnie ważne rady, dotyczące zakupów: 

Przede wszystkim, jeśli interesują nas stricte azjatyckie kosmetyki warto przed zakupem zwrócić uwagę, co właściwie bierzemy. Często można spotkać polskie lub zagraniczne wersje kosmetyków, powszechnie znanych z Azji, jak chociażby słynny żel aloesowy, dostępny aktualnie w naprawdę bardzo wielu wersjach. Oczywiście w kosmetykach innego pochodzenia nie ma (zazwyczaj) nic złego, ale nikt nie chciałby znaleźć się w sytuacji, w której chcąc zainwestować w koreański produkt, przez przypadek dostanie jego polską wersję- bo tak, różnica jednak jest, i to spora;)

 

Po drugie, ważne jest także oczywiście miejsce, które wybierzemy. Wśród tak wielu możliwości, szczególnie w przypadku zakupów przez internet, czasem ciężko połapać się w produktach-jakie warto zamówić- oraz cenach-jakie są atrakcyjne.

Miałam okazję przetestować koreańskie kosmetyki z naprawdę wielu sklepów i zależnie od miejsca potrafiły  BARDZO różnić się jakością. Z czego to wynika? Na produkty wpływa tak naprawdę wszystko-od składników, przez długość przebywania w magazynie aż do przechowywania(które nieraz nie jest do końca odpowiednie...).

Moim  najnowszym odkryciem jest  Beauty Spot. Jest to drogeria internetowa z siedzibą w okolicach Krakowa, oferująca głównie kosmetyki koreańskie i europejskie. W asortymencie posiada naprawdę warte uwagi, a także mojego polecenia, produkty- niektóre z nich możecie zobaczyć poniżej:) 

 

Koreańska pielęgnacja, zaraz po dokładnym przygotowaniu skóry(dwuetapowym oczyszczeniu), opiera się na czterech głównych filarach, na których się teraz skupię.

 

   1.TONIZOWANIE

Tonizowanie, czyli neutralizowanie pH naszej skóry jest pierwszym, co powinniśmy zrobić po jej dokładnym umyciu. Dzięki niemu nasza skóra nie ma tendencji do przesuszania, ani przetłuszczania się, a pozostaje dosłownie zneutralizowana ;)

Do tonizowania można stosować toniki, lub hydrolaty. Zazwyczaj jest to bardzo przyjemny etap, bo przynajmniej dla mnie, rozpylanie mgiełki na twarz do takich zdecydowanie należy! Toniki występują także oczywiście w innych formach- np. do przemycia twarzy wacikiem, lub rozsmarowania.

Spośród toników mogę polecić na przykład ten marki iUNIK, dostępny na stronie Beauty Spot.

Ma działanie nawilżające, a w dodatku działa kojąco oraz przeciwzapalnie, więc dla mojej, dosyć wymagającej cery, jest idealny.




 

Więcej ciekawych toników znajdziecie tutaj.

 

   2.ESENCJA DO TWARZY

Kolejnym etapem jest użycie esensji, która rozpoczyna kilkuetapowy proces nawilżania naszej skóry- czego potrzebuje każdy jej rodzaj, również skóra tłusta! Ważne jednak aby odpowiednio dobrać kosmetyki, bo do każdej skóry sprawdzić mogą się inne:)

Esencja do twarzy to skupione w lekkiej, często wodnistej formule, substancje aktywne dobroczynne dla stanu naszej cery. Dodatkowo pozwala lepiej przyswoić kolejne produkty, więc naprawdę warto o niej pamiętać!

Przykładową esencją jest nawilżająca esencja ze śluzu ślimaka, firmy COSRX:




Inne propozycje znajdziecie tutaj.

 

    4.SERUM DO TWARZY

W serum do twarzy znajdziemy skoncentrowane składniki aktywne(w ilości jeszcze większej niż w esencji!), które trafiają do głębszych wart skóry, nie zatykając porów i nie pozostawiając skóry tłustej. Zazwyczaj ukierunkowane jest na konkretny problem- nawilża, odżywia, regeneruje lub ujędrnia.

Warte polecenia są wszystkie serum od iUNIK, przykładowe możecie zobaczyć poniżej.




 Inne przykłady serum znajdziecie tutaj.

 

  4.KREM DO TWARZY 

Krem do twarzy to produkt, które występuje w niemal każdej pielęgnacji i zawsze jest jej bardzo istotnym etapem. W zależności od potrzeb naszej skóry(których trzeba słuchać!)  kremy mają różne działania, najczęściej jednak również nawilżają.

Nawilżające, odżywcze, przeciwzmarszczkowe, czy specjalistyczne to tylko niektóre z rodzajów kremów, które znajdziesz w Beauty Spot. Poniżej przedstawiam kilka wartych polecenia produktów:





 

Wiele ciekawych kremów znajdziecie też tutaj.

 

   5.KREM Z FILTREM

Kremy z filtrem, w Korei popularne głównie ze względu na azjatycką modę na bladą cerę, bardzo potrzebne są zawsze, także wtedy, kiedy mamy ochotę się opalić. Filtr zatrzymuje promieniowanie UV oraz UVB, dzięki czemu chronią nas przed niechcianymi skutkami ubocznymi przebywania na słońcu. Mogą być to na przykład zmiana kolorytu skóry, zmarszczki, fotostarzenie się skóry, czy urtata elastyczności, która nigdy nie ma dobrych efektów.

A odpowiednio dobrany krem z filtrem pozwoli także zdrowo się opalić:)

Warto także pamiętać, że nawet w chłodne i pochumrne dni występuje promieniowanie, szkodliwe dla naszej skóry. Dlatego pamiętajmy, kremy z filtrem należy stosować cały rok!

Filtry mogą występować też w np- kremach BB lub CC, co osobom malującym się oszczędzi trochę czasu. Osobiście moją uwagę zwrócił krem Purito na bazie śluzu ślimaka. Nie miałam jeszcze okazji go przetestować, ale na pewno w najbliższej przyszłości to zrobię!



 

Więcej interesujących kremów z filtrem znajdziecie też tutaj.

 

 

O czym chcecie przeczytać?

O czym chcecie przeczytać?

Hej! Nie było mnie tu już dosyć długo-ale jestem:)
Nie wiem jeszcze jak często uda mi się publikować, ale na pewno w dużej mierze zależy to od odzewu, więc jeśli to czytasz i chcesz zobaczyć nowe wpisy, daj o sobie znać!

Kilka pomysłów na wpisy mam, inaczej by mnie tu nie było, ale chciałabym dowiedzieć się, o czym wy chcecie przeczytać. Może bardziej w stronę kosmetyków? Kultury? Fauny i flory w Korei? Języka? A może coś zupełnie innego?

Dajcie znać, post będzie wisiał jeszcze długo, a ja postaram się spełnić wszystkie prośby. W końcu po tak długiej przerwie jestem zobowiązana;)

Może kiedyś opowiem dlaczego mnie nie było, na razie chyba nie jestem na to gotowa- powiedzmy, że nie było zbyt ciekawie.

Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku, miłego dnia!

Korea w dobie koronawirusa

Korea w dobie koronawirusa

Temat koronawirusa na pewno jest wszystkim znany, w końcu ciężko byłoby nie słyszeć o tym, co opanowało właściwie wszystkie media, i nie tylko. Większość informacji czerpiemy z intenetu(może także z przeróżnych teorii spiskowych?), ale skupia się to głównie na Polsce i tym, jak sytuacja wygląda u nas-a oczywiście każdy kraj radzi sobie inaczej.



Jak więc wygląda sytuacja w Korei?
Korea Południowa była jednym z tych krajów, które jako pierwsze poznały epidemię na większą skalę. Pierwszy przypadek potwierdzono ok. połowy lutego, a później w szybkim tempie sytuacja się rozwinęła. Liczba zakażeń sięgnęła do dziś ponad 10 tysięcy, a jeszcze do niedawna był to drugi najbardziej dotknięty epidemią kraj!

Obecnie sytuacja się bardzo poprawiła i mimo podejrzeń, że pacjenci, którzy wyzdrowiali, mogą zachorować jeszcze raz, jest naprawdę mały przyrost kolejnych zakażeń, co daje nadzieję też i dla Polski;)



Taktyka koreańskich władz
W przeciwieństwie do rygorystycznych  zasad innych państw, w Korei postawiono bardziej na zaufanie społeczeństwu. Zamknięto szkoły, jednak zarówno granice państwa, jak i część sklepów i restauracji pozostała otwarta. Nie wprowadzono też żadnych zaostrzeń przemieszczania się!
Ograniczenie kontaktów było tylko zaleceniem, ale najwidoczniej podziałało, bowiem rozwój epidemii udało się zahamować. To oczywiście zasługa również nawet 20 tysięcy testów dziennie.
Warto także zauważyć, że tam noszenie masek jest codziennością;)

Korea w dniu dzisiejszym jest w całkiem dobrej sytuacji, mimo że nie wprowadziła tak dużych zaostrzeń, jak chociażby Polska. Jest to więc zwykłe szczęście, czy bardziej przemyślana decyzja?
Skóra.Azjatycka pielęgnacja po polsku

Skóra.Azjatycka pielęgnacja po polsku

Pod moimi recenzjami azjatyckich kosmetyków, czy też wzmiankami właśnie o nich, pojawia się wiele komentarzy oznajmiających, że autorzy nie mieliby czasu na taką pielęgnację. Może jest w tym trochę racji, bo faktycznie, w Azji zazwyczaj spędza się wiele czasu zajmując się skórą. Ale nie oznacza to, że tych samych kroków nie można wykonać szybciej, w tzw. uproszczonej wersji!
To właśnie chce przekazać nam Barbara Kwiatkowska, autorka książki "Skóra.Azjatycka pielęgnacja po polsku", którą niedawno miałam okazję przeczytać.



Jeśli mam być szczera, to jeszcze nie tak dawno temu wszelkie teksty na temat skóry i jej pielęgnacji mnie nudziły. Nudziły na tyle, że kiedy w prezencie urodzinowym dostałam "Sekrety urody Koreanek", odłożyłam je na półkę i...całkiem zapomniałam. Dopiero kilka dobrych lat później, pod wpływem chwili pomyślałam, że może wcale nie będzie tak źle. I zaczęłam czytać. Co się zmieniło? Myślę, że tylko to, że zapomniałam, dlaczego wcześniej byłam taka zniechęcona ;) Ale nie żałuję, bo choć sama pielęgnacja skóry niewiele w moim codziennym życiu zmieniła, pełni w nim ważną rolę.



Azjatycka pielęgnacja to tak samo jak nasza, po prostu dbanie o skórę! Warto o tym pamiętać - to żadne wymysły, jedynie rozumienie i zaspokajanie potrzeb cery.
 Barbara Kwiatkowska przygotowała poradnik na niej oparty, ale przystosowany do polskiego klimatu, pór roku, warunków i możliwości, więc zarówno dla tych, którzy stosują azjatyckie metody, jak i dla tych, którzy o Azji nie mają pojęcia. Myślę, że jest to jeden z większych plusów książki, bo dzięki temu nie ogranicza się ona do zawężonego grona, a autorka pokazuje nam, że do azjatyckich rytuałów azjatyckie kosmetyki wcale nie są konieczne.

Książka podzielona jest na 10 rozdziałów, a każdy z nich bardzo dokładnie wyjaśnia i przybliża nam m.in przeróżne zagadnienia, etapy oczyszczania skóry, kosmetyki czy składniki aktywne. Mi najbardziej spodobał się pierwszy z nich, czyli "Zaprzyjaźnij się ze swoją skórą". Większość rozdziału poświęcona jest rodzajom skóry, pomagając określić, który z nich mamy, ale także w jaki sposób może się to zmieniać i dlaczego. Poznajemy w nim także podstawowe zasady pielęgnacji - cierpliwość i konsekwencję - i czytania składów kosmetyków(co uważam za bardzo wartościowe informacje, bo wciąż wiele osób nie ma pojęcia o tajemniczych nazwach na opakowaniach po kremach, czy innych kosmetykach na półce).
W dalszych tekstach pojawia się wiele nawiązań, a wybranie wraz z książką odpowiednich produktów wręcz wymaga dokładnego zapoznania się z pierwszym z rozdziałów, co jeszcze bardziej przemawia za tym, jak ważny on jest.



Przyznam, że nie przeczytałam całej książki. To znaczy...Oczywiście przeczytałam ją do końca(bez tego nie sięgnęłabym nawet po napisanie wstępu do recenzji ;p), ale zdarzyło się kilka fragmentów, które pominęłam. Były to głównie teksty przeznaczone dla posiadaczy innego typu skóry, niż mój, ale także dwie, czy trzy, niesamowicie długie, tabelki z rodzajami kosmetyków. Dlaczego właściwie o tym wspominam? Już tłumaczę.
Jak wiadomo, skóra nieustannie się zmienia. To, że obecnie masz, powiedzmy, skórę suchą, nie znaczy, że za kilka lat nie będzie miała ona innych potrzeb. Warto o tym pamiętać i nie szufladkując skóry na stałe do jednej kategorii, nawet po skończeniu lektury mieć pod ręką fragmenty dotyczące jej rodzaju(z książki, z której korzystacie, oczywiście).



"Skóra.Azjatycka pielęgnacja po polsku"  łączy w sobie dwie najważniejsze cechy poradnika - jest napisana tak, aby zainteresować czytelnika, co bezsprzecznie się jej udaje i przekazuje nam wiedzę. Jest bardzo estetyczna, zarówno na zewnątrz, jak i w środku - na co szczególnie zwracam uwagę, bo myślę, że estetyka jest niemal równie ważna co tekst!
Co mi się w książce nie podoba, to niektóre ze zdjęć, niepasujące do całej jej reszty i wydanie. Przez twardą oprawę ciężko jest ją czytać i bez przerwy trzeba podtrzymywać jedną ze stron, aby nie wróciła do wyjściowej pozycji. Było to uciążliwe, przyznaję, ale jest to tylko jeden z elementów, składających się na całość, więc myślę że mimo wszystko lepiej przymknąć na niego oko, bo jest ona naprawdę wartościowa. ;)

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Pascal :)
Maja Majerska
Azjatyckie maski uliczne - najnowsza moda!

Azjatyckie maski uliczne - najnowsza moda!

Kiedy padną słowa "azjatycka maska" prawdopodobnie większość osób pomyśli  masce w płachcie. Te w płachcie w ostatnim czasie stały się popularne na całym świecie, ale...nie są jedynymi, popularnymi w samej Azji. Jeśli wyjdziemy na ulicę jednego  większych miast Korei, czy Japonii, NA PEWNO zobaczycie wiele osób ubranych w maski, zasłaniające usta i nos.



W Polsce jedyne maski, jakie noszą, to maski antysmogowe -z blaszkami na nos,zaworkami,rzepami i specjalnymi wymiennymi filtrami, zakładane tylko w okolicy zimy - ewentualnie białe maski przeciwpyłowe, aczkolwiek takich widziała do tej pory tylko kilka. Ich główne zastosowanie to filtracja wdychanego powietrza, i dlatego właśnie niewielu stylowych Azjatów by je założyło, szczególnie tych pierwszych!

Maski przeciwpyłowe fashion, jak mówi sama nazwa, mają nie tyle filtrować, co być dodatkiem do codziennych stylizacji i je dopełniać. Funkcja filtrowania jest tylko "gratisem" do maski, choć oczywiście bardzo pozytywnym!
Niektóre są zwykłe, jednokolorowe - dostępne w naprawdę wielu odcieniach - ale inne zdobią wzory, czy nadruki. Możliwości jest naprawdę wiele, więc każdy znajdzie coś dla siebie, niezależnie od gustu :)


Dlaczego w ogóle w Azji noszą maski? 

Myślę, że każdy ma swój lub swoje powody, ale opierają się na tym samym. Niektórzy ze względów higienicznych - w Korei nawet samo kichanie uważa się za objaw infekcji - lub tylko jako stylowy dodatek.

Znacznie częściej niż u nas zdarza się tam też zaczepianie obcych i rozmowy z nimi. Dlatego właśnie ci, którzy mają ochotę na trochę spokoju zakładają słuchawki i/lub maskę. To taki "znak", że nie ma się ochoty na rozmowy, jednocześnie wyglądając dobrze ;)

Czasem, gdy ma się gorszy dzień i kiepsko się wygląda, zamiast malować się mimo braku ochoty wystarczy założyć pasującą maskę - i gotowe, nikt nawet nie zauważy!


Jaką maskę wybrać?

Nawet samych masek przeciwpyłowych fashion jest kilka rodzai! Moje są ze strony Creepycorn, oferującej ubrania w stylu azjatyckim - bluzy, bluzki, buty, maski... I nie tylko ;)
Dostępne na niej są 4 linie masek:
  • Cooterboy - maski "urban style" głównie dla miejskich sportowców, takich jak np.skaterzy czy rowerzyści.
  • Maskitch - typowe maski fashion, eleganckie i stylowe, często pokryte cekinami czy innymi ozdobnymi wzorami
  • Maskitch Sport - ze wszystkich czterech filtrują najlepiej, wykonane są z szybkoschnącej i przepuszczalnej tkaniny, a przeznaczone w szczególności dla biegaczy.
  • Nordic - maski "zimowe", wykonane z cieplejszej,trzymającej ciepło, tkaniny

Wybrałam po jednej z każdego rodzaju : jedna miętowa, pudrowo różowa, w czarno-białe cętki leoparda i czarna w białe kropki.



Najwygodniejsze okazały się gładkie maski, zwłaszcza różowa, z idealnym dla mnie kształtem i wielkością. Prawie nie czuć, że się ją ma na sobie! Również jeśli chodzi o paski, którymi zahacza się maskę o uszy, co dla mnie jest wielkim plusem, bo poprzednie maski miały je za krótkie i uwierały :)
Maska Cooterboy, czyli cętkowana, okazała się trochę za szeroka, a przez specyficzny krój wyglądało to dosyć... dziwnie. Nie wykluczam jednak, że to kwestia osobista, może na kimś innym będzie wyglądać dobrze.
Ta zimowa, jak mówi sama nazwa, wykonana jest z grubszego materiału, zbyt grzejącego, jak na lato, ale w chłodniejszym okresie może sprawdzić się świetnie!
Generalnie jestem bardzo zadowolona z wyboru, choć idealnie byłoby zamienić tą w cętki na jeszcze jedną jednokolorową.

Creepycorn to oczywiście tylko jedna ze stron, na jakich można kupić azjatyckie maski uliczne, ale szczerze mogę wam ją polecić na przyszłość, gdybyście zdecydowali się na zamówienie :)


Kiedy nosić maski przeciwpyłowe fashion?

To zależy tylko od was! Ja maski zakładam głównie na spacery(nad morzem sprawdzały się jeszcze lepiej, w końcu nie miałam włosów na twarzy!), czasem też idąc na miasto - ale w tym przypadku u nas maski sprawdzają się zupełnie odwrotnie niż w Azji, bo przyciągają uwagę, zamiast ją odwracać.

Możecie założyć je właściwie zawsze, gdy tylko macie ochotę i jeśli chodzi o bycie zaczepianym przez ludzi, faktycznie maski pomagają, ale trzeba się liczyć ze spojrzeniami niektórych z przechodniów. To właściwie jedyne kryterium :)



Jako zakończenie, powiem tylko, że przygotowanie dla was tej sesji było dla mnie wielkim wyzwaniem, więc mam nadzieję, że docenicie starania!
Sowia Poczta [lipiec 2018]

Sowia Poczta [lipiec 2018]

Jak pewnie zauważyliście, moja przygoda z podbijającymi polski rynek boxami dopiero się zaczyna, bo miałam ich dopiero 3 - jedno kosmetyczne, jeszcze zanim założyłam bloga, Kawaii box, o którym pisałam w czerwcu i...box od Sowiej Poczty :)
Sowia Poczta oferuje nam tematyczne boxy z książką, jako ich głównym elementem i kilkoma gadżetami, które dopełniają ich wizerunek. Do wyboru mamy m.in box dla odważnych, box fantastyczny, box magiczny, czy też box romantyczny, czyli ten, który wybrałam dla siebie.

Przesyłka, wysłana ostatniego dnia lipca, dotarła do mnie już 2 sierpnia, za co od razu odhaczyłam wielki plus. Z tego co zauważyłam, na stronie można podejrzeć tytuł książki, znajdującej się w danym pudełku, ale nie chciałam psuć sobie niespodzianki, także aż do samego końca nie miałam pojęcia, czego spodziewać się po boxie!



"Francuskie lato" - Catherine Isaac

Jako, że to właśnie książka jest głównym elementem, to właśnie od niej warto zacząć. Wraz z moim boxem otrzymałam barwny egzemplarz "Francuskiego lata" autorstwa Catherine Isaac.
O książce wcześniej nie słyszałam, więc ciężko mi się wypowiedzieć na jej temat, ale na pewno napiszę wam kilka słów gdy tylko ją przeczytam! Wstawiam wam opis książki, myślę, że warto go przeczytać - mnie zachęcił :)

Zmęczona niedojrzałością swojego chłopaka, Jessica opuszcza Adama wkrótce po tym, gdy na świat przychodzi ich syn. Po dziesięciu latach dziewczyna dowiaduje się, że być może nie zostało jej wiele życia, a Adam, którego na zawsze wyrzuciła ze swojego serca, zostanie jedynym opiekunem syna.
Wakacyjny wyjazd do Francji, gdzie Adam prowadzi urokliwy hotel, może okazać się niepowtarzalną szansą na odbudowanie jego relacji z dzieckiem. Czy będzie to również podróż, która sprawi, że Jess na nowo odkryje radość życia?


Jedno jest pewne – wakacje w zachwycającej południowej Francji na zawsze odmienią życie kilku osób. Niezapomniana historia o pokręconych ścieżkach, którymi chadzają nasze uczucia. 



Ozdobne spinacze

O ile się nie mylę, na blogu jeszcze jej nie pokazywałam, ale niedawno "odświeżyłam" moją kratkę na ścianę, na której wieszam zdjęcia. Właśnie planowałam wyjście na zakupy, aby poszukać nowych, pasujących spinaczy...a tu taka niespodzianka! Uwielbiam takie chwile, naprawdę.
Spinacze są stylowe - białe, z motywem kwiatów i ptaków - i do mojej srebrnej kratki pasują wręcz idealnie :) Jedynym problemem jest ich ilość, bo przydałoby mi się co najmniej dwa razy tyle, ale skoro już znalazłam wzór, to jakoś sobie poradzę.


Piórnik/kosmetyczka

Ta urocza kosmetyczka od Długopisem Malowane to kolejny element lipcowego boxa romantycznego. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam jej nadruk, nie mogłam się powstrzymać i parsknęłam śmiechem - a zawsze warto mieć pod ręką coś, co może poprawić ci humor!
Jako, że piórników na ten rok mam już pod dostatkiem, postanowiłam, że stanie się podręczną kosmetyczką. Jest dosyć niewielka, ale to tylko na plus, bo w końcu coś zmieści mi się do mniejszych torebek!


Ceramiczna podkładka

Ceramiczna podkładka pod kubek, talerzyk, tacka, czy po prostu element ozdobny. Ten kwadrat możemy wykorzystać na naprawdę wiele sposobów i w pierwszej chwili, gdy jeszcze był zapakowany, byłam nim zachwycona. Niestety, po zdjęciu papieru złudzenie czarno-białej kolorystyki zniknęło, a niebieski...Cóż, nie powiem, żeby kolor mi się nie podobał, ale nie mam żadnych niebieskich elementów zarówno w pokoju, jak i w całym domu.
Jako, że ostatecznie mi się nie przyda, planuję podkładkę dać więc na urodziny przyjaciółce, która lubi tego typu rzeczy. Tylko mnie nie zdradźcie! :p



Wszystkie elementy były estetycznie i bezpiecznie zapakowane, a wraz z boxem otrzymałam dwie przeurocze sowie naklejki i ręcznie napisany, spersonalizowany list wyjaśniający zawartość zestawu. Był to mój pierwszy kontakt z Sowią Pocztą, ale ogólnie oceniam na plus, więc kto wie, może jeszcze sięgnę po ich boxy...?
Zestaw DIY - mini donaty!

Zestaw DIY - mini donaty!

Japońskie zestawy DIY, czyli "zrób to sam", stały się popularne w Polsce głównie dzięki serii Agnieszki Grzelak - Japana Zjadam. Sama obejrzałam zaledwie kilka filmów i jeśli mam być szczera, nie zwróciły szczególnie mojej uwagi. Wyglądały bardzo...sztucznie.
Kilka tygodni temu odezwała się do mnie jednak jedna z czytelniczek - Dominika - i nieco zmieniła mój punkt widzenia, jeśli chodzi o podobne zestawy, za co jej dziękuję :) Ten, który przedstawię wam dzisiaj, jest pierwszym, jaki zdobyłam i chciałabym podkreślić, że nie kupiłam go, aby zjeść powstałe słodycze!



Japońskie donaty DIY to dosyć niewielki zestaw, z którego mają z założenia powstać 4 donaty. Jeśli chodzi o samo opakowanie, to jako minimalistce, nieszczególnie przypadło mi do gustu, ale wynagrodziła to wewnętrzna folia, w jakiej znajdują się wszystkie elementy zestawu - jest naprawdę śliczna!
Po otwarciu obu opakowań znalazłam plastikowe foremki, "miseczki" i łyżkę do mieszania, miarkę, a także 7 tajemniczych torebek w różnych rozmiarach. Odszyfrowanie z instrukcji, jak powinnam wykonać poszczególne kroki trochę mi zajęło, ale na szczęście obyło się bez tłumaczenia z japońskiego ;) Chociaż, jak tak teraz myślę, może i byłoby mi łatwiej!



Dwie największe torebki okazały się proszkami, które po dokładnym wymieszaniu z kilkoma miarkami wody nabierały elastyczności i stawały się ciastem na nasze donaty. Wszystkie mniejsze natomiast mają na celu ich dekoracje - z kilku, również z proszkiem, powstały polewy, a pozostałe to przeróżne posypki, wyjątkowo OD RAZU zdatne do użytku :)



Kiedy oglądałam jak inni wykonują podobne do mojego zestawy, wydawało się to takie...proste! Kilka ruchów i powstawały urocze króliczki, gudetamy czy pyszczki rilakkumy.
Nie uważam się za osobę szczególnie uzdolnioną artystycznie, ale mimo wszystko zazwyczaj prace ręczne idą mi całkiem dobrze. Dlatego naprawdę zaskoczyło mnie, jak trudno było uzyskać estetycznego donata!



W przypadku tych "czekoladowych" donatów dodałam o kroplę za dużo wody i ciasto zrobiło się zbyt delikatne i rozpływające się, więc udało mi się wykonać tylko jednego z dwóch przewidzianych. Jaśniejsza masa udała się idealnie i już myślałam, że kryzys zażegnany, a tu przyszło dekorować donaty... Nie będę wchodzić w szczegóły, ale wierzcie, doprowadzenie ich do stanu, w jakim są na poniższym zdjęciu, było o wiele trudniejsze niż się wydaje (przerwa w polewie to moja porażka - kiedy już prawie mi się udało, przenosiłam je na kartkę, aby nie pobrudzić blatu...)

Co do smaku, nie mogłabym oczywiście nie spróbować, ale szczególnie mnie nie zaskoczył - czuć dokładnie to, z czego się składają, czyli nic naturalnego ;) Podziwiam wszystkich, którym udało się to przełknąć.



Wykonanie donatów DIY było świetną zabawą i ciekawym doświadczeniem, ale myślę, że nie wartymi ceny, jaką zestaw ma w Polsce. Sama zakupiłam go o wiele taniej, na Ebay'u i jestem bardzo zadowolona z tej decyzji! Podobne słodycze możecie znaleźć też np. na stronie Blippo lub w polskim sklepie Scrummy.

Mieliście okazję sami wypróbować któryś z dostępnych zestawów DIY? A może znacie europejskie odpowiedniki?
Koreańskie triki urodowe!

Koreańskie triki urodowe!

Koreańska idealna cera... Wiecznie młode Koreanki... Sekretny rytuał Koreanek.
Tak, te hasła na pewno przewinęły wam się w artykułach, wpisach czy książkach. I nic dziwnego, skoro już od jakiegoś czasu wszędzie głośno o koreańskiej pielęgnacji!
 Jak można się łatwo domyślić, tak naprawdę wiele Koreanek, podobnie jak wszystkich innych kobiet, nie ma idealnej cery! Jeżeli już taką mają... Cóż, zazwyczaj to kwestia uwarunkowania genetycznego, operacji plastycznych albo dokładnej pielęgnacji i dbania o cerę. Bo do pielęgnacji skóry Koreanki zdecydowanie bardzo się przykładają, i to już od najmłodszych lat.

Oprócz codziennych czynności, jakie również w Polsce składają się na naszą pielęgnację, czy stosowania rozsławionych masek w płachcie, mieszkanki tamtego kraju mają wiele własnych sposobów na odmłodzenie, ujędrnienie i poprawienie stanu skóry, a także trików usprawniających zajmowanie się nią. Jest  ich o wiele, wiele za dużo na jeden wpis, szczególnie, że chciałabym każdy wam nieco przybliżyć, dlatego jeśli pomysł się wam spodoba, z chęcią przygotuję kolejne części, z nowymi trikami, a dziś opowiem o zaledwie kilku :)

Koreańskie triki urodowe #1
Algi

♡Masaże twarzy

♡Zasypka dla niemowląt


Algi

Algi morskie, oprócz zawijania sushi, mogą także przysłużyć się naszej skórze. Koreanki stosują głównie maski w płachcie, kremy, emulsje i esencje z ich dodatkiem, ale jeśli akurat nie masz ich pod ręką, nic nie szkodzi! Wystarczy ci trochę spłaszczonych alg i ciepła woda :)

JAK STOSOWAĆ MASKĘ Z ALG?

Dokładnie zmyj makijaż i oczyść twarz, przygotowując ją do nałożenia maski. Algi namocz chwilę w ciepłej wodzie, po czym ostrożnie nałóż je na twarz - dla komfortu omiń okolice oczu i ust. Dla pełnego efektu trzymaj w ten sposób powstałą maskę ok. 15 min, po czym zdejmij ją i przemyj twarz wodą.

Algi złagodzą podrażnienia, ukoją naszą skórę i zwężą pory. Mogą również świetnie wpłynąć na zmarszczki i przeciwdziałać starzeniu się !


Masaże twarzy

Masaże twarzy to coś, co w koreańskiej pielęgnacji przejawia się na kilka sposobów. Masaż możemy wykonać rękami, specjalną szczoteczką, masażerami, a także ręcznikiem namoczonym w ciepłej wodzie.

Samych technik masażu oczywiście jest wiele, ale opierają się na tej samej bazie, czyli rozmasowywaniu kremy po odpowiednich "trasach". Technika którą ja wam przedstawię to jedna z prostszych i zajmujących mniej czasu :)

Masaż należy wykonywać  delikatnie naciskając na twarz, wykonując dosyć powolne ruchy. Punkty od 3- powinny trwać po ok. minucie. Można oczywiście wykonać go wszystkimi innymi metodami, nie tylko dłońmi!

JAK WYKONAĆ MASAŻ TWARZY KOREAŃSKĄ METODĄ?

1.Dokładnie umyj twarz i dłonie(ciepłą wodą, aby zagrzać ręce!), a następnie nałóż na nie swój ulubiony krem lub olejek nawilżający - koniecznie taki, który za szybko się nie wchłonie.

2.Przyłóż dłonie do czoła, brody i policzków, przytrzymując po ok.2-3 sekundy, aby zostawić na nich krem/olejek.

3.Opuszkami palców wykonaj linię od środka oka i zawiń na skroni, rysując "ślimaka".

4.Złóż dłonie w pięści i przejedź wzdłuż kości policzkowych - od środka twarzy na zewnątrz.

5.Kierując się od górnej części nosa, poprzez górę czoła, skronie i brzegi policzków "dojedź" dłońmi do brody.

6.Zakończ masaż lekko masując szyję, przesuwając dłonie od jej środka na zewnątrz.

Przykładowy masażer:




Zasypka dla niemowląt

Koreanki dążą do posiadania jak najjaśniejszej cery. Oprócz jasnych podkładów, korektorów i pudrów w kolorze białym, jakie można wykorzystać, niektóre z nich stosują tzw.jamsu. Jest to nic innego, jak puder dla niemowląt :) 
Wykańcza on makijaż, utrwalając go na wiele godzin, a także mocno matuje skórę i rozjaśnia ją o kilka odcieni.


JAK WYKONAĆ JAMSU?

Po wykończeniu makijażu dokładnie pokryj twarz zasypką,wklepując ją pędzlem, gąbeczką lub puszkiem do pudru. Następnie zamknij oczy, włóż twarz do miski z zimną lub letnią wodą i przytrzymaj 10-30 sekund. Zaczekaj aż wyschnie, ewentualnie lekko wycierając i gotowe! 





Dla tych, którzy jeszcze nie mieli okazji jej wypełnić, wstawiam link do ankiety. Jest anonimowa i zajmie wam nie więcej niż kilka minut, a mi pomoże tworzyć dla was lepszą stronę ( i może poprawi humor!) :)


powered by Typeform


Copyright © 2014 Chinguui blog , Blogger